Splat!FilmFest: Kartele i kosmici, czyli dzień pierwszy za nami

Pierwszy dzień lubelskiego festiwalu kina grozy, Splat!FilmFest upłynął spokojnie, jak na poniedziałkowe wydarzenia przystało. Większe zgorszenie wywołały niestety błędy techniczne wyświetlanych projekcji, niż ekranowa prawda przedstawiona.

Produkcję inauguracyjną, choć skąpaną w klimatach kina exploitation, trudno wpisać w konwencję horroru. Niskobudżetowa The Evil that Men Do dała okazję, by bliżej przyjrzeć się fatalnej sytuacji ludności meksykańskiej, skupiając się na profilach psychologicznych poszczególnych członków jednego z karteli narkotykowych. Brutalny thriller, przesiąknięty najczarniejszym poczuciem humoru, okazał się trzymającym w napięciu sprawdzianem granic moralności lokalnych przestępców, a cierpki wydźwięk filmu umiejętnie zmroził krew w żyłach.

Spotkanie z reżyserem The Evil that Men Do, Ramonem Térmensem, które odbyło się bezpośrednio po zakończeniu projekcji znacznie poszerzyło narkotykowo – przestępcze horyzonty filmu. Twórca swobodnie, z błyskotliwym poczuciem humoru opowiadał o kulisach produkcji. Zdradził, że do każdego aktora podchodzi indywidualnie, bowiem każdy performers przejawia odmienny sposób pracy oraz styl budowania swojej roli – tego nie da się nauczyć w szkole, skwitował swoją wypowiedź. Ponadto Ramon wyjawił, że inspiracją do stworzenia The Evil that Men Do stała się książka The Power of the Dog oraz liczne wiadomości i reportaże, które sumiennie przeglądał na wielu stronach internetowych. Zapytany o brak politycznego podłoża problemu przedstawionego w produkcji, odparł, że jest Hiszpanem, nie może zatem realistycznie nakreślić tego konkretnego aspektu funkcjonowania ludności meksykańskiej. Na zakończenie dodał, że jego kolejnym celem jest podbicie małego ekranu, a serial, który szykuje bazował będzie na pewnej książce, do której nabył już prawa. Jakiej? Tego nie zdradził.

Ostatnim punktem poniedziałkowego panelu była projekcja kultowego dzieła Ridley'a Scotta, Obcego – 8-mego pasażera Nostromo. Produkcja udowodniła, że nawet po blisko czterech dekadach wyświetlana na dużym ekranie przeraża klaustrofobiczną atmosferą, rewelacyjnym światłocieniem i ikoniczną już istotą z najmroczniejszych czeluści kosmosu – Ksenomorfem. Niestety, przez błędy techniczne nie udało się obejrzeć finalnej walki Ridley (Sigourney Weaver) ze śmiertelnie niebezpiecznym Obcym.

Meksykańskie kartele i międzygalaktyczne niebezpieczeństwo, realne zagrożenie i fantastyczno-naukowy kosmita – istnieje tak wiele sposobów, aby przerazić i zarazem zadowolić kontent fanów ekstremalnego kina, na szczęście obie produkcje uczyniły to na wysokim poziomie.


Kornel Nocoń
Maniakalny kinoman, wychowany na Kieślowskim, Kubricku, Koterskim, Tarantino i „Władcy Pierścieni”. W wolnych chwilach ogląda filmy – a jeśli ich nie ogląda, to ogląda seriale. Fan kina realistycznego z misją zniechęcenia polskich widzów do słabych produkcji.