Ostatni dzień Kinorotacji

Relacja z ostatnich pokazów w ramach Kinorotacji i podsumowanie filmowej części festiwalu Transvizualia

Wczorajszy dzień i zarazem ostatni obfitował w zaskakująco świetne produkcje. Jako pierwszy lecial film dokumentalny Arakimentari o jednym z największych żyjących fotografów z Japonii. Nobuyoshi Araki to niepokorny klasyk XX-wiecznej sztuki fotograficznej. Swoją sławę zawdzięcza przede wszystkim odwadze, z jaką portretuje ludzką seksualność. Araki posiada wielki talent w chwytaniu momentów, czyniących z fotografii erotycznej niewątpliwe dzieło sztuki. „To chyba najbardziej energetyczna osoba, jaką spotkałam w życiu” – tak Arakiego charakteryzuje Björk. Te słowa świetnie oddają temperament Japończyka. Tym bardziej, że padają z ust artystki uznawanej za najaktywniejszy wulkan Islandii. Fotograf zaskakuje witalnością, która zamienia go w postać przypominającą hiperaktywnego „aminka” wyjętego z kreskówki. Swoim rubasznym humorem i pasją, z jaką poświęca się pracy, zjednuje sobie niemal wszystkich wkoło. „Kiedy patrzę jak pracuje, nie mogę wyjść z podziwu, jak wiele sprawia mu to radości. Kiedy ja pracuję, zazwyczaj bardzo cierpię” – wyznaje zaprzyjaźniony z fotografikiem Takeshi Kitano. Sam Araki wydaje się niepocieszony momentami stagnacji, kiedy nie jest zaangażowany w kolejną sesję. Z tęsknotą opowiada o sturękim Buddzie Senjukannon, kwitując: „Dałbym mu sto aparatów, żeby robił zdjęcia”.

ArakiAraki

Obraz w ogóle nie mógł nudzić, sam Araki bawił widzów co chwila swoim rubasznym humorem. Z drugiej strony mogliśmy obejrzeć niektóre jego prace i trzeba przyznać, że oszałamiają. Widać, jak ktoś oddaje się swojej pracy z taką pasją, przelewa się to na efekty z całą możliwą mocą. Zaskakiwała jedna rzecz. Araki pracował z tysiącami niesamowitych modelek, ale wbrew pogłoskom z żadną nie spał. Wszyscy określali go, jako człowieka starej szkoły, co widać w historii jego życia i jego pracy. Patrząc na jego albumy o treści erotycznej, nasyconej sporą dawką seksualności, można porównać go do dawnych mistrzów Shungi, dziś już trochę zapomnianej sztuki w Japonii. Niby można mówić, że to niemożliwe, by nie spał z tymi modelkami, ale gdy widziało się na album poświecony jego żonie, można było wszystko zrozumieć. W tych zdjęciach było tyle poruszającego uczucia, pasji i miłości, że ciężko nawet to opisać. Trudno oprzeć się wzruszeniu, patrząc na zdjęcie ostatniego uścisku dłoni z żoną tuż przed jej śmiercią. Te zdjęcia były dowodem, że prawdziwa, wieczna monogamiczna miłość istnieje i będzie zawsze istnieć na świecie wbrew wszystkiemu. Postać takiego Arakiego i jego uczucie do żony pozwala nam w to wierzyć. Gorąco polecam ten film.

Kolejnym filmem był niesamowity dokument Czarne Słońce. Gdy na początku zobaczyłem, że film produkuje i zapowiada Alfonso Cuaron, wiedziałem, że będzie to dobre kino.

Jest wiosenny wieczór 1978 roku. Francuski malarz i filmowiec Huques de Montalembert w swoim nowojorskim mieszkaniu zastaje dwóch włamywaczy. Wywiązuje się walka. Jeden z mężczyzn oblewa twarz Huques’a terpentyną. Montalembert traci wzrok i krok po kroku uczy się żyć na nowo – nie ucieka od świata. Wprost przeciwnie – jego życie nabiera niezwykłej intensywności. Samotnie podróżuje po świecie, a swoje wrażenia przelewa na papier. Autor filmu, Gary Turn podjął się zadania karkołomnego – pokazania niewidzialnego czyli świata „widzianego” oczami osoby niewidomej.

ArakimentariArakimentari

Obraz od początku urzeka, oczarowuje widza perfekcją zdjęć w połączeniu z narracyjnym komentarzem. Można to nazwać poetyckim dziełem, urzekającym widza historią i przesłaniem. Gdy bohater opowiada nam swoją historię od utraty wzroku po wracanie do życia, nie można oprzeć się wrażeniu, że tak naprawdę nie jest to instruktaż dla ludzi pod tytułem jak żyć po stracie wzroku, czy jak życ po wypadku. Odebrałem to jako poszukiwanie sensu życia. Podróż bohatera od postaci, będącej typowym wzrokowcem zaczyna się jak baśń. Można rzec, że tak jak on, my wszyscy patrzymy, ale nie widzimy. Wzrok, wizja daje nam ogólny obraz przeszkód, rzeczy, ale nie daje nam ich odczuć intensywniej. Tam, gdzie dla nas jest ściana, dla osoby bez wzroku, albo po prostu z wyobraźnią może być coś naprawdę pięknego. Ciekawe było, gdy bohater opowiadał o wycieczce ze swoim znajomym malarzem. Gdy spytał przechodnia, wskazując na ścianę, co tam jest, 9 na 10 osób odpowiadało, że ściana. Idąc z malarzem, nazwał to wycieczką, przygodą, gdyż wszędzie widzieli to samo, odbierając wszystko intensywniej. Tak jakby ten malarz tworzył wizję rzeczy, na które patrzą, dzięki czemu widzą to samo piękno. Ironia, prawda? Wzrokowiec tak naprawdę zaczął widzieć dopiero po stracie wzroku. Prostota tej opowieści jeszcze bardziej dodaje jej uroku. W połączeniu z perfekcyjnymi zdjęciami, czasem mamy wrażenie, że widzimy to, co ten niewidomy. Sam stwierdził, że czuje światło, wie kiedy jest dzień, kiedy noc. Niewiarygodny to był film, który zmuszał do refleksji nad życiem i jego sensem. I nad samym wzrokiem. Pomyśleć, ile tracimy skupiając się tylko na nim, a nie odbierając rzeczy pozostałymi zmysłami. A jaki jest sens życia według Huguesa? Sensem życia jest samo życie… W pełni się zgadzam i polecam ten arcyciekawy obraz, który mogę z czystym sumieniem nazwać dziełem.

No i przyszedł czas na mistrza awangardy, Alejandro Jodorwskiego. Po Fando i Lis, który mi się nie podobał, oraz ciekawym Krecie, zastawiałem się, czego spodziewać się po Świętej Górze. Dopiero oglądając ten film doceniłem i mogłem trochę zrozumieć wielkość tego reżysera. Na wstępie spodobał mi się zniewalający, oryginalny styl wizualny tego obrazu. Opierając się dużo na symbolice, gestach, nie na dialogach, początek filmu był arcyciekawym doznaniem.

Alejandro JodorowskyAlejandro Jodorowsky

W „Świętej Górze” Jodorowsky kontynuuje otwartą krytykę społeczeństwa, poszukując duchowego oświecenia w formie mistycznej wędrówki. Znacznie ostrzej niż w poprzednich filmach reżyser atakuje kulturę konsumpcyjną i systemy polityczne świata, zwłaszcza obu Ameryk. Inspiracją do filmu było “Wejście na górę Karmel” Jana od Krzyża oraz „Mount Analogue: A Novel of Symbolically Authentic Non-Euclidean Adventures in Mountain Climbing” Rene Daumala, ucznia Gurdżajewa. Daumal zmarł przed ukończeniem swojej alegorycznej powieści, ale zaimprowizowane przez Jodorowskiego zakończenie filmu dopełnia dzieło pisarza. Święta Góra” to bardziej pewna abstrakcyjna idea i seria częstokroć luźno powiązanych obrazów, niż konkretna, linearnie opowiedziana historia. Film jest pełen alchemicznych iluzji, symboli Tarota, przemyśleń egzystencjalnych i perwersyjnego piękna

Ukrzyżowany przez dzieci, a następnie wyratowany przez beznogiego karła złodziej wędruje przez miasto Meksyk. Z wyglądu przypomina Chrystusa, szybko zostaje uznany za Mesjasza. U kresu swej wędrówki dociera na szczyt wieży, do królestwa Alchemika (w tej roli sam Jodorowsky). Tam zostaje przedstawiony grupie wybrańców, reprezentujących różne dziedziny życia. Pod wodzą Alchemika mają za zadanie odnaleźć Świętą Górę, na której szczycie mieszka 9 nieśmiertelnych, zabić ich i przejąć władzę nad światem. Wyruszają w wędrówkę, podczas której przechodzą serię psychicznych i fizycznych prób, by móc doznać mistycznego oświecenia i wykonać zadanie.

Reżyser z całą pewnością szokuje, niektóre sceny dziś są nie do pomyślenia, aby można było je zobaczyć w kinie. Inne, które miały szokować, dziś wywołują śmiech, na szczęście dość rzadko. Można powiedzieć, że film ma klimat dość surrealistyczny, ale sam reżyser stwierdził, że chcieli pójść krok dalej i chyba im się to udało. W filmie dokumentalnym poświęconym jego życiu można było poznać trochę istotę tego człowieka. Przez wielu postrzegany jest jako duchowy ojciec, za którego sam się nie uważa. Jego filozofia życiowa jest dość ciekawa, lecz nie o tym tu chcę pisać. Bardzo mnie zaskoczyło, bowiem nie byłem tego wcześniej świadomy, że swego czasu Jodorowsky miał być reżyserem ekranizacji Diuny Franka Herberta. Był producent – multimilard, który chciał wyłożyć niebotyczne pieniądze na produkcje. Sam Jodorowsky był niewiarygodnie zainteresowany historią opisaną w książce i chciał ten film zrobić. W Konstelacja Jodorowsky pokazywał niektóre szkice koncepcyjne z tego filmu i muszę stwierdzić, że gdyby to jednak on, a nie David Lynch zrobił ten film, mielibyśmy raczej prawdziwą i oszałamiającą ekranizacje prozy klasyka science-fiction, a nie film, z którego sam Lynch nie był zadowolony. Mielibyśmy oryginalność wizualną i wiele innych rzeczy, które dziś mogły być klasykiem kina. Szkoda, że producent ostatecznie pozostawił ten projekt, a Jodorowsky z rysownikiem, Moebiusem, zrobili z tego serię komiksów.

Czarne SłońceCzarne Słońce

Podsumowując, część filmowa na festiwalu była dla mnie zaskakująco udana. Osobiście nigdy nie oglądam dokumentów, bo z reguły mnie nudzą, a każdy z tych wciągał niesamowicie, opowiadając w sposób niezwykły historie. Największe wrażenie zrobiło na mnie z całą pewnością Czarne Słońce, który polecam każdemu, kto będzie miał okazję je zobaczyć. Był natomiast jeden wielki minus części filmowej – tłumaczenia wyświetlanych filmów. Wiemy, że w kinie nie jest idealnie w tym aspekcie, ale przeważnie jest dobrze od strony technicznej (stylistyka, gramatyka itp.), a tutaj zaskakująco odwrotnie, mieliśmy wszelkie możliwe błędy od literówek, błędów ortograficznych, jakiś przypadkowych znaków nie skasowanych z dialogu, po oczywiste błędy merytoryczne, gdzie treść w napisach nie miała nic wspólnego z tym, co dana postać mówi. Mi to trochę psuło każdy seans, mam nadzieję, że na trzecim festiwalu Transvizualia postarają się zatrudnić kogoś, kto odrobinę zna się na tłumaczeniu filmów. Ciekawe także były obrazy z Warsztatów Filmowych. Bardzo zachęcały do spróbowania swoich sił.

Polecam każdemu, kto chciałby zobaczyć coś niezwykłego, co trudno zobaczyć gdziekolwiek indziej. Ten transvizualny klimat festiwalu może to zapewinć. Na pewno trzecia edycja za rok. Mam zaskakująco pozytywne wrażenia z festiwalu.

Od 8 października rozpoczyna się część muzyczna festiwalu. Jeśli jesteście zainteresowani, co tam będzie się dziać, to wszelkie relacje będę opisywać na stronie IRJ.PL, gdzie już teraz zapraszam.