Funky_Koval
Funky_Koval

Funky_Koval

@Funky_Koval

Punkty
0 za dodawanie
Poprawność dodawania
Z ostatnich 30 dni: brak danych
Z ostatniego roku: brak danych
Dołączył
czerwiec 2009 ( ostatnia wizyta)
Listy

Ulubione

Obejrzane

Do obejrzenia

Nie interesuje

Ulubione

Aktywność
Star Trek (2009)

Ok, pozwolę sobie w takim razie wtrącić nieco riposty czy może raczej przemyśleń.
Kiedyś chodziłem do kina by dobrze spędzić czas przy dobrym filmie. Ostatnimi czasy mam w tym temacie sporo rozczarowań. Z kinowych produkcji ostatnich czasów (powiedzmy 10 lat) mocne wrażenie wywarły ma mnie tylko 3 tytuły – "Tańcząc w ciemnościach", "Coco Chanel", oraz najnowszy Batman. Sądząc po statystykach, czyli ilość dobrych, takich na które nie zmarnowałem (moim zdaniem) kasy filmów w stosunku do tych kiepskich wnioski są na prawdę miażdżące: Producenci robią kiepskie filmy bo widzowie je oglądają. Co więcej – zachwycają się nimi. Wystarczy dobra reklama, kupa efektów i widz jest w siódmym niebie. Jak to możliwe? Bezkrytycyzm? Zanik żądzy dobrego kina? Przerost formy nad treścią? Zanik poczucia estetyki? Naprawdę nie wiem jak tłumaczyć fakt, że tak słaby film który jeszcze 15 lat temu został by zakwalifikowany do kina Sf trzeciej kategorii ma tak dobre recenzje. Owszem, dzięki komputerowemu montażowi można osiągnąć naprawdę niezłe efekty, kamera "z ręki" jest dobrym narzędziem tak długo jak reżyser wie kiedy z niej skorzystać – podniesienie dramatyzmu jak napisał Darth a nie chęć nabawienia widza oczopląsu (na przykład do tej pory pamiętam sceny z najnowszego bonda – tytułu nie pomnę a nie wart jest wyszukiwania). Pamiętam jak oglądałem "Szeregowca Ryana" – nie było tam słabych punktów. Film był świetny. Naprawdę fajny balans efektów, muzyki i reżyserii. Tak samo (a może i bardziej) sprawa ma się z filmem "Das Boot". Właśnie przed chwilą go skończyłem. Ten film ma szybkie sceny oraz strasznie powolne ale ani przez moment nie nudzi. Można zrobić film wciągający, szybki, bez absurdalnych uproszczeń, a chwytliwy.
W odniesieniu do samego Star Treka: pewnie, wszystko można zrzucić na karb, iż ktoś jest fanem takiego czy innego trendu filmowego. Nie zmienia to faktu iż twórca, w tym wypadki Gene Roddenberry, może przewracać się w grobie za to co zrobiono z jego (moim zdaniem) ambitną wizją. To samo tyczy się wspomnianego już przeze mnie Batmana: po części drugiej oglądać dało się dopiero "Początek".
Na koniec jeszcze krytyka. Nie filmów, nie reżyserów ale widza. Tak, właśnie widza który bezkrytycznie przyjmuje każdy film który mu się podaje, byle by mieścił się w kręgu zainteresowania. Widzu: straciłeś wrażliwość. Wróć do klasyki i stawiaj wyższe wymagania!

Star Trek (2009)

Cześć,
Jeszcze ja się wypowiem. Widzę, że większości wypowiadających się tu forumowiczom film się podobał. Ja jednak stanę po stronie centralnego.
Wczoraj byłem na filmie. Nastawiałem się na niego od tygodnia – w końcu lubię poprzednie części zarówno z Kirkiem jak i z "Żarówą" – Pickardem. Moje rozczarowanie jest bardzo duże. Co mam przeciwko temu konkretnemu filmowi? Na pewno nie efekty specjalne do których najwyraźniej ludzie nie dorośli i otępiają nimi widza zamiast zainwestować w fabułę. Ok, to punktujemy:
1) Scenariusz – wygląda jak sterta tektury, przeżuta przez jakiegoś pisarza – amatora. W tym punkcie mieszczą się
- Kirk i jego spotkanie ze starym Spockiem (policzcie sobie przykładowo powierzchnię księżyca a potem prawdopodobieństwo że dwóch ludzi zdoła się na niej przypadkiem spotkać),
- Statek "Romulański" który miał być statkiem górniczym a tymczasem jest przepakowany bronią, ma idiotyczny do niczego niepodobny i niepraktyczny kształt,
- Spock który nie panuje nad niczym a już na pewno nie nad emocjami (wyrzucenie Kirka w przestrzeń)
i jeszcze kilka innych których nie pomnę
2) sposób kręcenia – nic nie drażni mnie w filmach tak jak kręcenie z "niby wolnej ręki" po co to? To jakaś bzdurna maniera która tylko przeszkadza. Przecież ani to reportaż ani nic w tym guście. Poza tym są jeszcze przejaskrawione światełka.
3) odstępstwa od startreka – Ja rozumiem, alternatywna rzeczywistość itd, ale…
- nigdy bym nie zgadł, że romulanie to romulanie gdyby mi o tym nie powiedziano
- statki federacyjne wielkości enterprise robi się na orbicie a nie na ziemi
- może nie warto wspominać o takich rzeczach jak wystrój mostka czy inne designy które są ni przypiął ni przyłatał (sztandarowe przykłady to mostek enterprise i romulański statek)
4) fatalna muzyka – nie pasuje do niczego, nie mówię już do startreka ale nawet do akcji na ekranie,
Powyższe grzechy deklasują film który miał szansę być niezłym hitem do Science-fiction trzeciej kategorii. Moja ocena to 3/10 – od dna ratują go efekty specjalne, stary Spock, doskonały akcent Scotty’ego i startrek w tytule.
Jeśli ktoś jeszcze nie był na filmie niech go sobie daruje albo poczeka na wydanie w TV. Szkoda kasy.

Proszę czekać…