Właściwie przez dobre 10 minut zastanawiałam się, czy zamieścić ten wpis, biorąc pod uwagę jakże gorącą dyskusję ;) Nie będę się w nią mieszać, wyrażę tylko moje zdanie – w końcu o to tu chodzi:)
Avatar jest REWELACYJNY! Widziałam ten film w kinie nie raz i nie dwa:) Za każdym razem emocje są równie silne. Mam na myśli nie tylko efekty (moim zdaniem bardzo dobre, dlatego w kinie byłam kilka razy, bo mimo że w domu mam duży ekran efekt może nie być taki sam), wspaniała była muzyka (zresztą tworzył ją Horner, więc nic dziwnego – kogo nie przechodzą ciarki przy muzyce z Titanica?). Spotkałam się z wieloma opiniami, że fabuła jest rodem z Pocahontas (właściwie to się trochę zdziwiłam, jak negatywnie ludzie to odbierają). Moim zdaniem fabuła jest świetna: w ogóle pomysł z avatarami, synchronizacją układu nerwowego, tsaheylu :). Bardzo podobają mi się też szczegóły (na pierwszy rzut oka nieistotne, a jednak tworzące klimat) np. to, że avatary w przeciweiństwie do na’vi mają pięć palców z powodu ludzkiego DNA :)
Nie podobały mi się niektóre wypowiedzi, których właściwie niesposób potwierdzić, np. wypowiedź pewnego księdza – zarzucił on Avatarowi, że "film nie skupia się na emocjach, tylko na efektach i nie niesie żadnego przesłania" – bzdura. Przesłanie jest. Właściwie, jakby się nad tym zastanowić, to te przesłania nie są orginalne, zaryzykowałym stwierdzenie, że banalne, ale w świetle całości w niczym to nie przeszkadza. A to z tymi emocjami – no, proszę… Przecież ludzie w kinie płaczą (ja się wzruszyłam, podobnie jak mój tata:)). Ogrom emocji wciska widza w fotel.
I jeszcze przytoczę taką wypowiedź : "czym się tu podniecać? zwykła animacja – trochę jak epoka lodowcowa" – ręce mi opadły, poważnie.
Ale naprawdę, ten film trzeba zobaczyć – to jest mus i koniec! Cameron wykonał świetną robotę – to mu trzeba przyzanć (chociażby rekord popularności filmu i dochody). Po obejrzeniu Avatara wiele razy nadal się nie nudzi – wiem z doświadczenia:) Pozdrawiam!
Proszę czekać…