Historia burzliwego dzieciństwa aktora Otisa Lorta oraz jego lat młodzieńczych, kiedy to za pośrednictwem snów i kina próbuje pogodzić się z ojcem. Na ekranie zobaczymy wielki wzlot młodego aktora, który na naszych oczach staje się gwiazdorem, oraz późniejsze zmagania z życiem i nałogami. Kolejne etapy życia młodego aktora portretują Noah Jupe oraz Lucas Hedges. LaBeouf wciela się (odważnie i być może w ramach terapii) w trudną, niewdzięczną rolę własnego ojca.
Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Dojrzała autoterapia, nie tylko do obserwania, a uczestnictwa. Bez znieczulenia. Angażujący wielobój emocjonalny o dorastaniu, a w czymś pozostaniu. 9

Autoterapia w formacie kina fabularnego to bardzo ryzykowne przedsięwzięcie na poziomie osobistym, jak i komunikatywności, zbudowania szerokiej perspektywy. By dzieło nie powstało i nie było tak zindywidualizowane, że mówi o twórcy do twórcy. Słodziakowi się udało i powstało kino nienadużywające emocji, zapraszające nas na kozetkę, a nie tylko na obserwacje cudzego reperowania się. Potrafi opowiedzieć bardzo detaliczne, wręcz klinicznie proces leczenia nie objawów, a przyczyny i z drugiej strony stworzyć bardzo uczciwy emocjonalnie i intymny utwór, w którym można się przyjrzeć. Słodziak to nie przewrotny tytuł. Słodziak dla wszystkich, tylko nie dla siebie samego. O przekazywanym z pokolenia na pokolenie niedokochaniu i niedocenianiu. Kiedy dziecko nie ma przestrzeni ani możliwość być dzieckiem. W różnych natężeniu dźwięku niesamowicie dojrzałe kino krzyku, ale i dążeniu do momentu wyciszenia.

Słodziak (2019) -

Spotykamy 22-letniego Otisa, którego poznajemy „bliżej” w tempie adekwatnym do jego życia. W formie błyskawicznych ujęć, cięć, torpedując nas wydarzeniami, pokazuje się egzystencje na przyspieszonej prędkości, bez pit stopów i momentów autorefleksji młodego aktora, który kosztuje, oblizując się, wszystkich smakołyków intensywnego życia proponowanych przez Hollywood. Bierze je garściami aż sam nie znajdzie się w garści… uzależnienia. Jego napady agresji, brak umiejętności ekspresji emocji, wizerunek medialny wykreowany od bardzo młodego wieku prowokuje chęć ucieczki, destrukcyjnej. Bohater nie ma wbudowanej tarczy obronnej pod postacią wysokiego poczucia własnej wartości, by poradzić sobie z tymi wszystkimi zasadzkami branży. Skaczemy bardzo sensownie i składnie do innych momentów jego życia - przyczyna i skutek. Trafiamy do maleńkiej kanciapy, w której mieszka razem z ojcem. Ten jest człowiekiem sfrustrowanym, samotnie wychowującym syna, oficjalnie „wspierającym” naukę Otisa do kolejnych przesłuchań. Nie wypycha chłopca, by ich utrzymywał. Otis jest zdolny i sam zdeterminowany, by się uczyć. Jednak jego ojciec jest zbyt zajęty rozczarowaniem samym sobą, żeby wspierać syna emocjonalnie. Otis niemalże kupił sobie ojca, ale nie ma takiej kwoty, która by załatwiła mu pewne gesty i czułość ojca. To wszystko przenika się z trzecią płaszczyzną opowiadania, czyli naszymi odwiedzinami Otisa na odwyku, wobec którego metod od początku jest negatywnie nastawiony i nie kupuje "samoprzytulania" i innych według jego percepcji „bredni” psychologicznych. Na początku bohater gra na spotkaniach, wykorzystuje świadomie bądź z odruchu codziennego życia pewne swoje role, które odgrywał nie na planie, a wśród ludzi.

Słodziak doskonale pokazuje ciężar deficytu miłości bezwarunkowej w wieku dziecięcym. Chciałoby się zestawić ten utwór, niewątpliwie autotematyczny, a alter ego reżysera nie ma być dla nikogo zagadką, z Moim Pięknym Synem, gdzie podejmuje się tematu uzależnienia w sposób równie wrażliwy. Jednak w tamtym utworze jest bezradność rodzica, ale przede wszystkim jego obecność. W Słodziaku pokazuje się konsekwencje życia w niepewności i stresie, gdzie role się odwracają i to nie rodzic zapewnia dziecku komfort. Jest wyczerpujący w tej odysei - dorastanie, a w czymś pozostanie. Film jest zdecydowany o czym chce mówić. Alma Har’el doskonałe połączył dramat psychologiczny z kinem art housowym, pełnym scen symbolicznych i inscenizacji, nie gubiąc przy tym realizmu uczuć.

Słodziak (2019) -

Film też doskonale prezentuje samoświadomość Shia LaBeouf, ponieważ aktor i scenarzysta nie krzyczy tym utworem: Look at me! Właśnie tworzy pewną metatekstowość, ponieważ prowadząc narrację ze swoich bebechów potrafi stworzyć utwór do utożsamienia się dla innych i właśnie pokazuje nie wybiórczo, nie na skróty, nie papierowo ten wielobój w dotarciu do niewykrzykiwania tego hasła swoimi działaniami, nieposzukiwania atencji z powodu deficytu jej w dzieciństwie. Uczy się, a my patrzymy na tę pełną potu figurę niekolekcjonowania komplementów w celu wypełnienia ziejącej dziury ich braku od najbliższej mu osoby –ojca. To kino, które wkłada ogromny wysiłek skutecznie w ucieczkę od potwora, jakim jest ego.

Shia LaBeouf doskonale warsztatowo, przestaje być robotem, ale też znacząco dla narracji gra swojego ojca. To nie jest tylko zawodowe wyzwanie, trampolina ambicji, a doskonale łączy się z wielce ważnym elementem tego dzieła – zrozumieniem. Zrozumieniem swojego ojca. Niekoniecznie wybaczeniem, ale pogodzeniem się i odcięciem. Brakiem duszącej potrzeby, która nigdy nie zostanie zaspokojona udowodnienia mu czegoś. To jest kino wewnętrznej drogi. Nie ma prosto naszkicowanych złych i dobrych bohaterów. Lucas Hedges, który gra zachwycająco nieprzewidywalnego emocjonalnie i skonfliktowanego wewnętrznie, nieprzerysowanego dorosłego Otisa pokazuje ile zachowań po latach samemu się powtarza, o które się miało pretensje do własnych rodziców.

Słodziak jest dowodem na kino, które posiada bogatą formę, ale nie obnosi się z tym, a wykorzystuje do stworzenia pięknego opowiadania, nie zatracając delikatnych nerwów utworu i autentyzmu brzydoty starć rodzinnych. To spotkanie z obcą historią w pewnym aspekcie, ale nie z obcymi emocjami i uczuciami. Bez znieczulenia.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Proszę czekać…