Podczas letnich wakacji w północnej Filadelfii zbuntowany nastolatek poznaje smak przestępczego życia oraz barwną subkulturę miejskich kowboi, do której należy jego dawno niewidziany ojciec.
Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Nierówności w Ameryce stajnią Augiasza. Dziki zachód? Nie, dzika reprywatyzacja. Od humanistycznej i cierpkiej historii relacji ojca z synem do interwencyjnego utworu o segregacji społecznej. 7

Dziki zachód? Nie, dzika gentryfikacja i reprywatyzacja w filmie Kowboj na betonowej prerii. W osobistej historii ojca i syna wiarygodnie zostaje wpisany prostoduszny portret uwikłanych w patriarchalny system, składających śluby milczenia mężczyzn w sprawie opowiadania o uczuciach, czy emocjach i wiarygodne studium walczenia o swoją tożsamość jako afroamerykańska mniejszość kowbojów. Z małymi lukami, jest to kino zostawiające daleko w tyle puszące się westerny pełne superbohaterów, a buduje z krwi i kości humanistyczne opowiadanie o spolaryzowanej rzeczywistości. Nierówności w Ameryce stajnią Augiasza.

Cole’a poznajemy w momencie, kiedy kolejny raz powoduje problemy w szkole. Jego mama przestaje już mu wierzyć i podejmuje decyzje, by zawieść syna do jego, od ponad 10 lat niewidzianego ojca, który mieszka w Filadelfii. Harp jest mocno zdystansowany wobec chłopak, chropowaty i surowy. Widać w jego słowach, gestach ogromny zbiór przeróżnych doświadczeń, przed którymi, nie potrafiąc pozwolić sobie na wrażliwość w świecie, gdzie jest to synonimem słabości, chce ustrzec syna. Harp przyglądając się nieznanej mu wcześniej hermetycznej grupie kowbojów, Afroamerykanów, którzy każdego dnia muszą się konfrontować z obawami o to, czy na ich miejscu nie stanie jakiś luksusowy apartament, spotyka kumpla sprzed lat -Smusha. Ten odseparował się od społeczności, pragnie zarabiać i uciec z tej kulawej miejscowości, niekoniecznie legalnie. Ich wspólne wyprawy narażają Smusha i zmuszają go do wyborów. Poszukując wiedzy o sobie, jest coraz bliżej oswojenia… swojej prawdziwej natury i konia, którego nikt wcześniej nie słuchał. Gdzie to wszystko zagalopuje?

Kowboj na betonowej prerii zostawia w tyle wszystkie klisze westernowe i krytykując białych panów chcących zdominować konie tworzy szczery emocjonalnie film o relacjach. Nie tylko ojca z synem po latach, ale człowieka ze zwierzęciem, co jest bardzo zgrabną analogią. Komunikacja, słuchanie z uwagą potrzeb, a nie rywalizacja i walka o miano silniejszego jest drogą do zażyłości i zrozumienia. W przypadku konia i człowieka, jak i dwójki osób.

Prócz wymiaru osobistego dorastania w dezorientacji związanej z mało stabilną przeszłością, jak i nieufnym podejściu Harpa do stanu teraźniejszego reżyser Ricky Staub tworzy nienapastliwy utwór interwencyjny i manifest wobec segregacji rasowej, klasizmu i traktat o pojęciu „mój dom”. Wplata to nienapastliwie w rozmowy przy ognisku z piwem w dłoni, w witalnym i nostalgicznym nastroju, ale też potrafi zwielokrotnić emocje i podnieść ciśnienie. Nie zawsze udaje mu się ten balans i czasami popada w pewne rozrzewnienie, ale wychodzi z tego obronnie dzięki widocznemu zaangażowaniu w życie bohaterów, a nie mając tylko badawczy stosunek do miejsca i społeczności.

Kowboj na betonowej prerii potrafi pokazać problem systemowy wśród małej grupy społecznej pełnej kowbojów, którzy nie polerują całymi dniami swoich, modnych butów i wiedzą, że nie zawsze rusza z się kopyta, a często z niego dostaje… od innego człowieka. Z siodła ten film nie spada, a w różnych nastrojach zabiera potrzebny, ale bez mównicy, a tworząc zgrabną fabułę głos.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Komentarze do filmu 0
Skomentuj jako pierwszy.
Więcej informacji

Ogólne

Czy wiesz, że?

  • Ciekawostki
  • Wpadki
  • Pressbooki
  • Powiązane
  • Ścieżka dzwiękowa

Fabuła

Multimedia

Pozostałe

Proszę czekać…