> justangel o 2008-12-11 17:38 napisał:
> Fabuły to nie mają filmy porno kochana (choć "znawcy" tego gatunku twierdzą, że
> nawet one mają znikoma fabułę)), tak więc zastanów się nad słowami jakich
> używasz:)
Zawsze zastanawiam się nad słowami jakich używam ;) "Mroczny rycerz" to nawet nie jest porno, bo porno jest jasno zdefiniowane gatunkowo. A ten film to sieczka bez krztyny jakiegokolwiek zamysłu. Filmy ze Sevenem Segalem mają więcej sensu i są o niebo spójniejsze.
Film ten jest nakręcony po amatorsku i tyle. To jednak dałoby się przecierpieć, gdyby nie to, jak obrzydliwą komunistyczną ma wymowę. Moi krewni zginęli w Katyniu. Zamordowani przez Armię Czerwoną.
Sama siebie nie podejrzewałam o takie pokłady masochizmu…Tym bardziej dziwią mnie pochlebne recenzje tego filmu… który nawet nie ma fabuły. Nawet brawurowo (przyznaję) zagrany Jocker tego filmu nie ratuje…
0/10 – dramaturgia: brak
scenografia: beznadziejna
dialogi: nie wiem, kto im to pisał. ale raczej się na tym nie znał
nuuda
muzyka..? nie… penderecki… (rozmyślnie napisany małą literą)
zdjęcia… no pomysły miał ktoś dobre… realizacja… no comments
wymowa? brak. Ten film jest kompletnie o NICZYM. Trwa dwie godziny i NIC się nie dzieje i NIC z tego nie wynika. Pointy brak. Jak zwykle – nie wiadomo o co chodzi.
Najbeznadziejniejszy film, jaki widziałam ostatnimi czasy… albo w ogóle. Żal, żal, żal, żenada.
pół gwiazdki… z LITOŚCI.
Odnoszę wrażenie, że Wajda, nakręcił ten film po to, żeby nie nakręcił go nikt inny. Po to, żeby nie mówić o Katyniu.
I to było nominowane do Oscara? Jury, jak to zobaczyło, to chyba wybuchnęło śmiechem. Pal szczęść wymowę, to jest nakręcone w sposób delikatnie mówiąc ssący, ze zacytuję Tadeusza. Całość przypomina teatr telewizji, albo bardziej – inscenizacje z "Sensacji XX wieku"…
Żałuje, że się zmusiłam do przesiedzenia przed ekranem tych dwóch godzin. Już w połowie miałam dość. Mogłam spokojnie poczytać coś wartościowego, albo obejrzeć inny, tym razem dobrze zrobiony film.
Pozostawia po sobie niesmak jak po kontakcie z czymś doprawdy obrzydliwym. Odnieść można wrażenie że wprawdzie zabijali Ruscy, ale winni i tak są Niemcy.
DNO.
dobry – Dobry film. Ciekawy, fajny, ale tylko dobry. Niczym mnie nie poruszył, ale też i nie rozczarował. A zdjęcia – przepiękne! Choć tu zasługa głównie urody Mongolii to moim zdaniem i tak Oskarowe.
Tylko dlaczego dobra muzyka jest tylko w trailerze i przy napisach końcowych…? O.o
A zarzuty o propagandowym wydźwięku są po prostu śmieszne… Czyngis Chan jest mongolskim bohaterem narodowym, to jak mieli go przedstawić? To nie Polska, gdzie pluje się na bohaterów i uważa to za bardzo "artystyczne"…
Dobry film. Warto iść do kina ze względu na świetne zdjęcia.
Akcja/drmat/thriller?! raczej romansidło dla kucharek…. – No więc tak: to nie jest męski film. To nie jest nawet film akcji. Narracja jest bardzo powolna, niemal melancholijna, zabijania tam prawie nie ma (jak na film o zabójcy?). Dlaczego nie jest "męski"? A bo to są śliczne blubry o miłości. I nawet nie pisze tego z ironią. To jest film o miłości. Niezły, nie licząc tego, ze jest niestety przewidywalny i naiwny. Przewidywalny nie tyle w warstwie "akcji" (tj. kto kogo jak zabije), ale w warstwie relacji między postaciami… Powiem szczerze, ze to nawet mi specjalnie nie przeszkadzało… jakoś tak było… ślicznie i przyjemnie.
Bardzo lubię proste historie, bez zbędnych komplikacji, nawet na skraju naiwności. Ale tutaj miejscami naiwność przekracza nawet moje oczekiwania ==’ O które sceny chodzi pisała nie będę… ok, w szczególności ta, w której wybranka dowiaduje się o profesji kochasia… żaden z tego spoiler, bo coś takiego czuć od jakiejś 10 minuty filmu. Kilka naprawdę ładnych ujęć (twarz Cage’a-światłocień), Cage świetnie dobrany – zwykły facet w średnim wieku. Pomagier też fajny, kobitki jedna ładna, druga śliczna (widać chyba różnicę wiekową, co? ;) ). Co ciekawe film tak "grzeczny", ze by mogli w USA w telewizji puszczać (jedna scena łóżkowa, prawdę mówiąc "z dupy" i z jedno-dwa ujęcia z jakąś gołą dziewczyną, ale tak jakoś bez podtekstów imo). Całkiem mi się podobał, są niedociągnięcia, ale raczej nie miało to być arcydzieło. Takie 5/10, bo ani mi się podobało ani mi się nie podobało… widziałam gorsze filmy, a ten oglądało się w miarę.
ps. jak na film o zabójcach przystało – niekończące się magazynki na stanie.
Troje…
Obejrzałam go do końca, ale wymęczyłam się co niemiara. Jeszcze gorszy niż "Początek" a to niemałe osiągnięcie. Montaż z serii – jak zrobim i totalną kaszane, to nam nie zarzuca, ze choreografia była nie taka, albo efekty do dupy. Może przed trzecim filmem raczą zajrzeć do komiksu i odnotować drobny fakt realiów, czy choćby tego jak wygląda batmobil… Chociaż wątpię.
Jocker? Dobra rola. Tylko dlaczego go nikt nie zastrzelił po pierwszych 10 minutach to chyba nigdy nie odkryję.
Jedyna zaleta? jak w "Początku": nowe spojrzenie na Bruce’a Wynne.
Kaszana. Chaotyczna kaszana. Na dodatek efekciarska w najgorszym guście. Czy tam jest choć jedna scena, która nie miała być "fajna"?
Dłuższe i nudniejsze to już chyba nie mogło być, co to za film na którym po 30 minutach wyczekuję końca?
I jeszcze ten natłok patetyzmów i ten dramatyzm za dychę… ("stary, nie wrzeszcz ot tak, wrzeszcz jakbyś rodził!!")
a relacje uczuciowe miedzy bohaterami mnie kompletnie osłabiły. A raczej ich brak…
To jest rozrywka! – Świetny! godzina czterdzieści pięć minut ciągłego napięcia! Przez pierwsze 5 minut tego filmu działo się więcej niż przez całego nieszczęsnego "Dark Knighta". O czym? Ano o wyścigu ;) Montaż miodny, długie ujęcia przeplatane z krótkimi, akcja ze scenami spokojnymi… minut i orzeszki. Finałowy wyścig to już w ogóle poezja! Akcja, akcja, akcja – jeden z bohaterów zaciągający się papierosem pomiędzy kolejnymi pociągnięciami za spust – i znowu jedziemy! WOW! Abstrahując od fabuły (dobrej!) ten film jest po prostu zajebiście zrobiony od strony technicznej. A efekty? Genialne (no to co ten shit w mejtrixie ==’ efekty specjalne są po to, żeby wyglądało naturalnie, a nie po to, żeby było efekciarsko ==’ ).
Ja chcę więcej!
Rozrywka w stanie czystym.
Proszę czekać…