WOW, ten film będzie bardzo głupi i bardzo widowiskowy, naprawdę mam ochotę zobaczyć go w kinie!
Zapowiada się miodna komedia :D (wnioskuję po trailerze)
To jest kpina! – Film miał premierę w grudniu 2007, w Polsce – w sierpniu 2009. Gratulacje dla dystrybutora. Każdy kto chciał ten film zobaczyć już to zrobił (ja osobiście – obie części dwa razy).
Cóż, film jest świetny! Skandynawska superprodukcja. I wiecie co wam powiem? tej 'superprodukcyjnosci' to tutaj nie widać. Kawał doskonałego kina po prostu.
OGROMNYM plusem są cudowne, przepiękne zdjęcia (godne Oscara w cuglach) – to nie jest jedno dwa ujęcia z pięknym widoczkiem: każdy kadr to arcydzieło kompozycji, światłocienia, noż… mistrzostwo świata. I te piękne kolory!
Scenariusz również zasługuje na uwagę – z każdą chwilą udowadnia widzowi, ze ten film nie jest przewidywalny (może ze dwie sceny – sceny!! – których przebiegu można się było domyślić). Do tego taka… zwyczajność. Nie ma tu typowej dla hamerykonów przesady – szwedzka prostota i powściągliwość. Nie ma tu EPICKICH JAK JASNA CHOLERA pojedynków, czy innego badziewia wywołującego prędzej śmiech niż zamierzone 'ciary'. O nie… Wszystko wypada tu bardzo naturalnie i dlatego poruszająco.
Nie ma tu jednej sceny, która by raziła niestosownością historyczną – a takich masę mamy w filmach zza wielkiej wody…
Zachowanie bohaterów – wszystkich! – jest zrozumiałe i realistyczne – a to tez wielki plus :)
Dla mnie naprawdę solidne 9/10 :) POLECAM!
Jak tylko przetrwam sesję, to zabieram się za książki – podobno jeszcze lepsze.
Mnie się wydaje, że był adresowany do mnie ;) Straciłam w niego wiarę, a oto wrócił w dobrym filmie. Ironicznym nie tylko wobec siebie ale i świata.
Jean-Claude is back – Powiem wam jedno… JEAN-CLAUDE IS BACK. Koniec z durnymi filmami o bliźniakach, kretyńskich nawalanek etc. Kawał dobrego kina. Bez sztuk walki. Bez prania po mordach. Bez bliźniaków.
Komedio-dramat, w którym Van Damme gra samego siebie. Takie rozliczenie z dotychczasowymi dokonaniami.
Przegrywa rozprawę o opiekę nad swoimi dziećmi. Wraca do Belgii. Jest bez grosza przy duszy, nawet nie może zapłacić za taksówkę.
Mając lat 13-15 byłam wielką fanką Jean-Clauda. Widziałam masę jego filmów, oczywista pewnie nie wszystkie, ale jakby nigdy mi na tym nie zależało. Kilka z nich było naprawdę dobrych. Ale potem… jakby… coś się spiep*yło. Wtórne debilne filmy klasy B, nie oszukujmy się. Kiedy ktoś z rodziny mówił mi, ze jest film z Van Dammem w tv, wybuchałam śmiechem – co, znowu bliźniaki? Ale, cholera… gdzieś w człowieku zostaje taki sentyment do idoli z dzieciństwa. Dlatego cholernie, ale to naprawdę cholernie się cieszę, że Van Damme wraca do filmu. I to na poważnie, jakby jednak wreszcie zaczęło mi zależeć na wizerunku. Albo dojrzał do tego, żeby jednak o ten wizerunek zawalczyć. I ten film jest trochę jak moje uczucia względem niego. Z jednej strony – szara rzeczywistość, a z drugiej wyobrażenia, przeszłość, filmowa fikcja. Z jednej strony Jean-Claude, który nie spal od dwóch dni, jest spłukany, załamany i ma dość – a z drugiej 'o rany, to Jean-Claude Van Damme!' 'Dasz mi autograf?' Sam Van Damme chwilami się temu poddaje.
Świetny film, w duchu taki bardziej francuski, na pewno nie USAński. Miejscami przekomiczny, gdzie indziej wzruszający i dramatyczny. Ale dość optymistyczny i ja tez z optymizmem patrzę na przyszłość JCVD. Z niecierpliwością czekam na jego nowy film :)
Jeden z niewielu ostatnimi czasy filmów o których mogę powiedzieć o roli kamery i montażu w opowiadaniu historii. No i konstrukcja która sprawia, ze cały czas trzyma w napięciu.
hihi, to zaskakujace, jak niektórzy są odporni na cudowny gatunek zwany parodią XD
samo dobro – Kawał porządnej, kiczowatej komedii! Uwielbiam absurdalne poczucie humoru Bekmambetova :) Ciekawe co następne.
> Niestety reżyserzy muszą traktować widza czasami jak idiotę,
> ponieważ filmy miałyby po 30 min :)
Współczuję doboru repertuaru :)
> Hevs – nie załapałaś że film ma fabułę
Ale jaką? Bo ja tam widzę tylko zlepek średnio powiązanych ze sobą scen.
> i to jest tylko film
czyli brak jakiejkolwiek wiarygodności jest ok?
> a osobiście myślę , że doszukiwanie się mega realizmu
> w jakimkolwiek batmanie to jest nieporozumienie…
No i tu jest pies pogrzebany. Bo ja kompletnie się nie doszukując (jestem naprawdę bardzo daleka od takiego podejścia w szczególności do popularnych produkcji z USA) widzę brak jakiejkolwiek wiarygodności.
> widzę , że kroi się kolejna dyskusja o tym filmie…
to źle?
> z tego co pamiętam to na początku jak wszedł
I w tym momencie powinien zginąć. Tak na wszelki wypadek. Choć, bardzo prawdopodobne, ze kieruje tu mną wrodzona skłonność do "chaotycznych aktów bezsensownej przemocy" (<- dobra książka tak przy okazji).
Nie ma to jak dbanie o realia i nie traktowanie widza jak idioty :)
No to proszę – oświeć mnie czegoż to nie zrozumiałam ;] Albo nie dostrzegłam, cóż, jestem krótkowidzem. O! i przy okazji jeszcze mnie oświeć, dlaczego nikt nie zabił Jockera na pierwszym spotkaniu mafiozów. Bo tez jestem zbyt głupia żeby to pojąć.
Fanka filmów z Segalem nie jestem, raczej wręcz przeciwnie. Wracam do moich ekspresjonistów, bo to co ostatnimi czasy kręcą w usa jest dla mnie najwyraźniej zbyt skomplikowane.
Proszę czekać…