Antwone Fisher 2002

Film zainspirowany prawdziwą historią. Antwone Fisher jest opartą na faktach opowieścią o triumfie ducha i silnej woli, Denzel Washington debiutuje jako reżyser, a Derek Luke w roli na dużym ekranie. Tytułowy Antwone Fisher (Luke) jest młodym żołnierzem służącym w amerykańskiej marynarce wojennej. Szokuje otoczenie… zobacz więcej

Reżyseria
Scenariusz
Aktorzy
, ,

Zwiastuny Zobacz wszystkie 1 zwiastun

Zdjęcia Zobacz wszystkie 15 zdjęć

Obsada Zobacz pełną obsadę

Derek Luke
jako Antwone Quenton "Fish" Fisher
Malcolm David Kelley
jako Antwone Fisher (lat 7)
Cory Hodges
jako Antwone Fisher (lat 14)
Denzel Washington
jako Dr Jerome Davenport
Joy Bryant
jako Cheryl Smolley
Salli Richardson-Whitfield
jako Berta Davenport
Kente Scott
jako Kansas City
Kevin Connolly
jako Chudy
Rainoldo Gooding
jako Grayson
Novella Nelson
jako Pani Tate
Stephen Snedden
jako Berkley
Sung Kang
jako Recepcjonista

Fabuła

Film zainspirowany prawdziwą historią. Antwone Fisher jest opartą na faktach opowieścią o triumfie ducha i silnej woli, Denzel Washington debiutuje jako reżyser, a Derek Luke w roli na dużym ekranie. Tytułowy Antwone Fisher (Luke) jest młodym żołnierzem służącym w amerykańskiej marynarce wojennej. Szokuje otoczenie niekontrolowanymi wybuchami wściekłości i przemocy. Przełożeni kierują go na terapię u cenionego wojskowego psychiatry, dr Jerome'a Davenporta (Washington). Antwone nie przypuszczał, że przekraczając próg gabinetu doktora wyrusza w niezapomnianą podróż emocjonalną, stawiając czoła bolesnej przeszłości i poznając rodzinę, z której istnienia nie zdawał sobie nawet sprawy. opis dystrybutora

Gatunek
Biograficzny, Dramat
Słowa kluczowe
więzienie, morderca, degradacja, samolot zobacz więcej

Zobacz także

Szczegóły

Premiera
2003-02-21 (kino), 2002-09-12 (świat), 2003-10-15 (dvd)
Dystrybutor
Syrena Films
Wytwórnia
Fox Searchlight Pictures
Mundy Lane Entertainment
Kraj produkcji
USA
Czas trwania
120 minut
Budżet
12 500 000 USD

Recenzje

"Kto zapłacze nad małym chłopcem?" 10
  • 2008-08-17
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Denzel Washington znany jest większości jako wybitny aktor, którego nazwisko stało się swoistym znakiem jakości, sugerującym widzowi, że dany film zasługuje na uwagę. Niewiele osób wie jednak, iż stanął on również po drugiej stronie kamery. Jego reżyserski debiut miał miejsce w roku 2002, kiedy to odbyła się premiera dramatu „Antwone Fisher”.

Produkcja ta opowiada niezwykle wzruszającą, prawdziwą historię tytułowego bohatera. Fisher, wówczas strażnik Sony Pictures, postanowił napisać scenariusz oparty na własnym życiu, a następnie sprzedać go, lecz jak sam przyznaje, było to trudne zadanie. Ostatecznie, zainteresował się nim Washington, obejmując stanowisko aktora i reżysera jednocześnie.

Przed seansem byłem na niego nastawiony zupełnie obojętnie, widziałem już wiele zmuszających do myślenia utworów, poza tym, jako zagorzały fan gore, uważałem, że potrafię pozostać opanowanym. Dzisiaj muszę przyznać - myliłem się. Opowieść Antwone’a budzi emocje, wywołuje u odbiorcy potrzebę przemyśleń, refleksji nad własnym losem i nad tym, co w rzeczywistości jest najważniejsze. Główny bohater w napisanym przez siebie wierszu, zadaje sobie i nam bardzo ważne pytanie: Kto się nad nami zlituje? Kto nam pomoże? Sam też na nie odpowiada - to my sami musimy wziąć się w garść, stawić czoła problemom, tylko my możemy sobie pomóc. Na początku zinterpretowałem jego słowa inaczej, po dłuższym zastanowieniu i wsłuchaniu się w nie, zrozumiałem ich prawdziwe znaczenie. Polecam, choćby przez jedną chwilę, zastanowić się nad tymi paroma zdaniami. Fish wykazał się ponadprzeciętną determinacją, silną wolą, pozwalającą mu osiągnąć cel, znaleźć odpowiedzi na nurtujące go pytania i rozprawić się z przeszłością. W miarę rozwoju wydarzeń przekonujemy się, iż nie można unikać problemów, gdyż póki nie pozostaną rozwiązane, prawdziwe szczęście będzie nieosiągalne. Dla niektórych to oczywiste, lecz nie wszyscy o tym pamiętają, a przykładem tego może być Antwone.

Zatrzymajmy się na chwilę przy obsadzie. Jest ona dobrana w znakomity sposób, postacie są wykreowane idealnie, nikomu nie można niczego zarzucić, pozostaje się tylko delektować wspaniałym pokazem umiejętności aktorów. Jeśli chodzi o Denzela Washingtona nie trzeba chyba nikogo przekonywać co do jego talentu - po raz kolejny wypadł świetnie. Na szczególne gratulacje zasłużył Derek Luke, który debiutował na dużym ekranie. Jestem przekonany, iż nikt inny nie zagrałby tytułowej postaci tak dobrze jak on.

Scenografia i muzyka idealnie wkomponowały się w nastrój filmu. Ścieżka dźwiękowa podkreśla charakter scen, wzbudzając jeszcze większy napływ emocji, otoczenie zaś, jest stonowane, nierzucające się w oczy, tak aby obserwator kierował uwagę głównie na to, co w danym momencie robią bohaterowie.

Podsumowując, pragnę polecić zrecenzowany przeze mnie dramat każdemu, warto bowiem wygospodarować sobie te dwie godziny, najlepiej wieczorem i zastanowić się nad swoim postępowaniem, być może docenić własne życie, ale przede wszystkim obejrzeć kawał dobrego kina.

8 z 9 osób uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Czy wiesz, że?

Ciekawostka

Wielu spośród statystów na planie było rzeczywiście żołnierzami U.S. Navy. zobacz więcej

Wpadka

Główny bohater w scenie z biologiczną matką kładzie rękę na jej ramieniu, w kolejnym ujęciu zaś nie dotyka kobiety. zobacz więcej

Komentarze 31

Avatar square 200x200

pablo75 2010-03-18 8

Debiutant – Debiutujący w roli reżysera D.Washington stworzył bardzo dobry film. Jest w tym filmie wszystko,czego wymagający widz zapragnie. Film o życiu,o trudach i problemach niejednego z nas.

Trophy 2008-08-20 7

Powiem tyle – dobry – Całkiem niezły debiut Denzela Washingtona. Mądry scenariusz, udana gra aktorska – szczególnie Derek Luke, który zasługuje na pochwałę. Jednak nie potrafiłam utożsamić się z graną przez niego postacią, nie przemówiła ona do mnie. Nie poruszyła mnie zbytnio. Historia jest opowiedziana w miarę przyzwoicie. Tylko początek filmu w ogóle mnie nie wciągnął, jakoś nie mogłam się skupić i zainteresować. Dopiero po jakichś 20 min. poczułam, że zaczyna mnie on ciekawić. Podobny trochę do "Buntownika z wyboru" rzeczywiście.

Dostaje on ode mnie 7/10. Szkoda tylko, że to jest film na jedno obejrzenie i zapomnienie, bo nie poruszył mnie na tyle, aby wedrzeć się głęboko w moją pamięć.

"Antwone Fisher" jest po prostu DOBRY.

Trikster Trophy 2008-08-20 5

A ja powiem tak, że film nie musi być arcydziełem, aby był godny polecenia. W dzisiejszych czasach w każdym filmie mogę znaleźć wadę. Ten film polecam ze względu na historię, bo jest ona dość ciekawa i warto się z nią zapoznać. Ja jestem fanem dramatów wszelkiej maści i choć nie daję "…Fisherowi" 10/10, to polecam :)

Biorąc wszystkie elementy filmu, pewnie powiedziałbym "Nie", ale tu (dla mnie) liczy się historia.

Ronaldinho 2008-08-18 9

Ciepły i poruszający dramat. – Jak na debiut reżyserski to wygląda cudownie. To właśnie sprawna realizacja połączona z dobrze dobranymi aktorami, piękną muzyką, tworzy film, który oglądania się z przyjemnością, z dużym zaciekawieniem, a jednocześnie potrafi wzruszyć. Lubię takie produkcje, gdzie nie musimy narzekać na nielogiczności, nudne wątki, tutaj tego nie było. Dramat po części z klimatem "Buntownika z wyboru", co jest dużym plusem, gdzie stopniowo wgłębiamy się w umysł głównego bohatera, utożsamiamy się z jego problemami, by na końcu wraz z nim uśmiechnąć się.

Ocena: 9/10

Beznickowy 2008-08-17 8

KANDYDAT DO KINEMATOGRAFU FDB – "Antwone Fisher" jest rozpatrywany jako film godny polecenia przez DKF. Do 31 sierpnia obejrzyj film, wyraź o nim swoją opinię i zdecyduj, czy jest wart polecenia. Więcej informacji znajdziesz pod tymi linkami:
http://fdb.pl/u25123/blog/show/786
http://forum.fdb.pl/temat/15555-kinematograf-fdb-pl

Zobacz wszystkie 24 odpowiedzi Ukryj odpowiedzi
Odi Beznickowy 2008-08-17 9

Ja już wyraziłem swoją opinię na temat filmu, wczesniej.

Bardzo ale to bardzo wzruszający. Historia, Antwone’a opowiedziana w doskonały sposób. Bardzo mocno łapie za serce i gardło. Świetna gra aktorska, nie wyobrażam sobie, żeby kto inny niż Derek Luke pasowa bardziej do roli. Nie trzeba chyba, mówić jak dobrze wypadł Denzel bo nie ma co do tego wątpliwości. W skrócie, super kino, polecam każdemu, ale lepiej oglądać w samotności bo wypłakać się przy dziewczynie to by było przegięcie. A wydaje, mi się, że łzy pojawią się u każdego;) 9/10

Beznickowy Beznickowy 2008-08-17 8

To Odi możesz napisać w tym temacie TAK ;)

Anonimowy Beznickowy 2008-08-18

Wtórny do bólu

Ileż to juz filmów było o zbuntowanych młodych ludziach i ich nauczycielach ze swoimi problemami. Antwone Fisher jest kolejnym, filmem o zbuntowanym młodym człowieku z ciężką przeszłością i psychiatrze który próbuje mu pomóc (oczywiści psychiatra sam nie radzi sobie ze swoim życie zbytnio), film nie jest do końca zły, ale naszczęście sa zdecydowanie lepsze pozycje w tym temacie jak chociażby oscarowy Buntownik z wyboru (1997) lub troche gorszy ale tez dobry Szukając siebie (2000) notabene oba Gusa Van Santa.

Ale wracając do Antwone’a Fishera dobra rola Dereka Luke i Danzela, to właściwie wszystkie plusy tego filmu, minusy to wtórność, brak pazura , słabo ukazana przemiana "miłego zagniewanego" w "miłego spokojnego" bohatera, a juz o przemianie bohatera granego przez Danzela nie chce pisać ,bo ewidentnie mimo tego co bohater mówi na końcu nie ma o czym. A płaczliwość bohaterów była dla mnie w tym filmie żenująca.

Podsumowanie:
Ten film nie jest zły,typowy średniak jakich pełno w środowe wieczory w tv, ale sa zdecydowanie lepsze filmu o tym samym temacie, osobiście polecam Buntownika z wyboru z 1997

majak01 Beznickowy 2008-08-18 10

Ojj, widzę, że dyskusję czas zacząć :P
Jak sam napisałeś wolfie powstawało mnóstwo filmów o tej tematyce, więc dlaczego wspominasz Buntownika z wyboru? Przecież on nie jest pierwowzorem dla tego typu dramatów, przed nim też mogliśmy oglądać produkcje o podobnej tematyce. Być może Tobie się on bardziej podobał, ale zwróć uwagę na to, że Antwone Fisher jest prawdziwą historią, mało tego, został on napisany przez osobę, której te wydarzenia rzeczywiście dotyczą. Jeżeli więc było tak, jak ukazuje to film, nie można się, moim zdaniem, przyczepić do tego, że brakuje tam pazura, że jest wtórny, a bohaterowie byli płaczliwi. Ten film ma odzwierciedlać prawdziwe życie tytułowej postaci. Tak musi być, wszystko musiało zostać ukazane w taki, a nie inny sposób. Zgodziłbym się z Toba jeśli byłaby to po prostu fikcja, wymysł jakiegoś scenarzysty, wówczas faktycznie, można by powiedzieć, iż powinien był się bardziej postarać.

Pozdrawiam :)

Anonimowy Beznickowy 2008-08-18

> majak01 o 2008-08-18 09:48 napisał:
> Ojj, widzę, że dyskusję czas zacząć :P
> Jak sam napisałeś wolfie powstawało mnóstwo filmów o tej tematyce, więc
> dlaczego wspominasz Buntownika z wyboru? Przecież on nie jest pierwowzorem dla
> tego typu dramatów, przed nim też mogliśmy oglądać produkcje o podobnej
> tematyce. Być może Tobie się on bardziej podobał,

wybrałem go jako porównanie, ponieważ:
a) był wcześnie wyprodukowany od A. F.
b) jest popularny
c) to film oscarowy
d) podobał mi się i jest uważam go za świetny film

> ale zwróć uwagę na to, że
> Antwone Fisher jest prawdziwą historią, mało tego, został on napisany przez
> osobę, której te wydarzenia rzeczywiście dotyczą. Jeżeli więc było tak, jak
> ukazuje to film, nie można się, moim zdaniem, przyczepić do tego, że brakuje tam
> pazura, że jest wtórny, a bohaterowie byli płaczliwi. Ten film ma odzwierciedlać
> prawdziwe życie tytułowej postaci. Tak musi być, wszystko musiało zostać ukazane
> w taki, a nie inny sposób. Zgodziłbym się z Toba jeśli byłaby to po prostu
> fikcja, wymysł jakiegoś scenarzysty, wówczas faktycznie, można by powiedzieć, iż
> powinien był się bardziej postarać.
>
> Pozdrawiam :)

Szczerze nie obchodzi mnie to czy film jest na prawdziwych wydarzeniach czy tez nie, dla mnie ważna jest jakość filmu, ten film był dla mnie wtórny, pierwsza godzina była jeszcze ok, ale później ziewałem i byłem zirytowany bohaterami i cała opowieścią.

Zresztą sam napisałeś że scenarzysta bardziej sie powinien postarać gdyby to była fikcja, to więc ja poproszę o trochę więcej fikcji, bo tandetnych, wtórnych, przeciętnych prawdziwych historii jest zdecydowanie za dużo.

majak01 Beznickowy 2008-08-18 10

> wolfie o 2008-08-18 10:18 napisał:
> wybrałem go jako porównanie, ponieważ:
a) był wcześnie wyprodukowany od A. F. - to dla mnie bez znaczenia
b) jest popularny - sądząc po ilości głosów na np. imdb.com masz rację
c) to film oscarowy - oskary co raz mniej dla mnie znaczą
d) podobał mi się i jest uważam go za świetny film - nie zaprzeczam

> Szczerze nie obchodzi mnie to czy film jest na prawdziwych wydarzeniach czy tez
> nie, dla mnie ważna jest jakość filmu, ten film był dla mnie wtórny, pierwsza
> godzina była jeszcze ok, ale później ziewałem i byłem zirytowany bohaterami i
> cała opowieścią.

Czyli wszystkie dramaty o podobnej tematyce są wtórne, bo w końcu to już kiedyś było. Good Will Hunting też jest wtórny. Co do jego jakości nie będę się wypowiadał, bo nie widziałem tej produkcji, chociaż teraz na pewno go sobie zakupię.

> Zresztą sam napisałeś że scenarzysta bardziej sie powinien postarać gdyby to
> była fikcja, to więc ja poproszę o trochę więcej fikcji, bo tandetnych,
> wtórnych, przeciętnych prawdziwych historii jest zdecydowanie za dużo.

Nie uważam tego za przeciętną historię, jakby nie patrzeć życie większości z nas jest przeciętniejsze od tego co spotkało Fishera i nie zamieniłbym sie z nim za nic.
Gdyby to była fikcja to jak najbardziej oczekiwałbym więcej, ale fakt, iż jest to z życia wzięte powoduje (u mnie) większy szacunek dla bohatera i tym samym całego filmu.

Anonimowy Beznickowy 2008-08-18

Nie wątpię w to ze ci sie A.F. podobał i właściwie sie nawet nie dziwię, ale to nie zmienia faktu, że ja podobne historię widziałem w zdecydowani lepszych wykonaniach.

Przeczytałem twoja recenzje na temat filmu, ale ona zupełnie nie oddaje moich uczuć względem tego filmu, natomiast znalazłem bardzo ciekawą recenzję na Filmwebie napisana przez Kingę Kozakiewicz i to właśnie jej recenzja mówi to o czym ja przez cały film myślałem : nijaki wyciskacz łez.

majak01 Beznickowy 2008-08-18 10

> wolfie o 2008-08-18 10:48 napisał:
> Nie wątpię w to ze ci sie A.F. podobał i właściwie sie nawet nie dziwię, ale to
> nie zmienia faktu, że ja podobne historię widziałem w zdecydowani lepszych
> wykonaniach.
>
> Przeczytałem twoja recenzje na temat filmu, ale ona zupełnie nie oddaje moich
> uczuć względem tego filmu, natomiast znalazłem bardzo ciekawą recenzję na
> Filmwebie napisana przez Kingę Kozakiewicz i to właśnie jej recenzja mówi to o
> czym ja przez cały film myślałem : nijaki wyciskacz łez.

Po obejrzeniu filmu i przed napisaniem własnej recenzji również przeczytałem te na FW i w moim przypadku nijak miała się do moich odczuć, dlatego pomyślałem, że skoro w sieci jest dostępna negatywna recenzja to ja napiszę własne zdanie, czyli pochlebnie się wypowiem na ten temat. Nikogo nie zmuszam do uwielbiania tego filmu, w sumie to nawet zadowala mnie to, że masz odmnienne zdanie, bo dzięki temu ta dyskusja się rozwija, a pozostali będą mogli przeczytać argumenty za i przeciw.

justangel Beznickowy 2008-08-18 7

Jestem po obejrzeniu filmu i zastanawiam się nad nim i mam mieszane uczucia. Bo z jednej strony nie jest to film zły, ale z drugiej wtórny i "amerykański" (bo każdy Amerykanin zawsze da sobie radę) Na razie jeszcze zastanawiam sie jaki oddac głos

majak01 Beznickowy 2008-08-18 10

> justangel o 2008-08-18 16:33 napisał:
> Jestem po obejrzeniu filmu i zastanawiam się nad nim i mam mieszane uczucia. Bo
> z jednej strony nie jest to film zły, ale z drugiej wtórny i "amerykański" (bo
> każdy Amerykanin zawsze da sobie radę) Na razie jeszcze zastanawiam sie jaki
> oddac głos

Nie wydaje mi się, że to jest cecha filmów z USA, większość dramatów tego typu kończy się szczęśliwie i chyba to oczywiste, bo potencjalny widz zazwyczaj oczekuje właśnie szczęśliwego obrotu wydarzeń. Poza tym to jest historia prawdziwa i nie widzę potrzeby żeby zmieniać jej zakończenie dla celów, nie wiem, np. finansowych, popularności czy oglądalności.

justangel Beznickowy 2008-08-18 7

> majak01 o 2008-08-18 16:42 napisał:
> Nie wydaje mi się, że to jest cecha filmów z USA, większość dramatów tego typu
> kończy się szczęśliwie i chyba to oczywiste, bo potencjalny widz zazwyczaj
> oczekuje właśnie szczęśliwego obrotu wydarzeń.
Cecha filmów amerykańskich jest to że często pokazują siłę swoich obywateli. Rozumiem, że jest to film oparty na prawdziwej historii i podziwiam chłopaka, że dał sobie radę. Jednak nie oceniamy jego życia ale film. Bo o ile jego życie może być interesujące i godne podziwu to historia filmowa niekoniecznie. Aaaa, no i ja nie oczekuję szczęśliwego zakończenia, oczekuje ciekawego filmu

> Poza tym to jest historia
> prawdziwa i nie widzę potrzeby żeby zmieniać jej zakończenie dla celów, nie
> wiem, np. finansowych, popularności czy oglądalności.
Z tym sie zgodzę, bo jeśli już bierzemy sie za scenariusz oparty na jakiejś biografii czy autobiografii, to należy ją przedstawić możliwie blisko prawdy. Tak, że zmiana byłaby nie na miejscu w tym przypadku.

majak01 Beznickowy 2008-08-18 10

> justangel o 2008-08-18 17:10 napisał:
> Cecha filmów amerykańskich jest to że często pokazują siłę swoich obywateli.
> Rozumiem, że jest to film oparty na prawdziwej historii i podziwiam chłopaka, że
> dał sobie radę. Jednak nie oceniamy jego życia ale film. Bo o ile jego życie
> może być interesujące i godne podziwu to historia filmowa niekoniecznie. Aaaa,
> no i ja nie oczekuję szczęśliwego zakończenia, oczekuje ciekawego filmu
>

Ja również nie oczekuję szczęśliwego zakończenia, ale wydaje mi się, że taka opcja jest lepiej postrzegana przez zwyczajnego widza, nie mającego pojęcia o kinematografii itp. i oglądającego wyłącznie filmy w tv w celu zabicia czasu. Mnie ten film, mimo happy endu, podobał się i uważam go za niezwykle ciekawy. :)

Edit: Nie żebym kogokolwiek chciał obrazić, ale tak postrzegam takiego przeciętniaka siedzącego przed tv i oglądającego cokolwiek, byleby zabiło to czas i zrelaksowało.

Odi Beznickowy 2008-08-18 9

> justangel o 2008-08-18 16:33 napisał:
> Jestem po obejrzeniu filmu i zastanawiam się nad nim i mam mieszane uczucia. Bo
> z jednej strony nie jest to film zły, ale z drugiej wtórny i "amerykański" (bo
> każdy Amerykanin zawsze da sobie radę) Na razie jeszcze zastanawiam sie jaki
> oddac głos

Jeju. Nagle wszystkie, filmy z USA stały się do dupy i trzeba przełączyć się na koreańskie albo indyjskie produkcje? Osobiście uważam, że nie ma nic złego w takim sposobie ukazania głównego bohatera. Po pierwsze dlatego, że film nie był jakimś hiciorem i nie wydano miliardów na jego promocję. Po drugie dlatego, że jest oparty na faktach, gdyby to Włosi zrobili podobny film nie napisałabyś, że jest taki a nie inny bo chcą ukazać siłę narodu. Zacznij robić tak jak piszesz, oceniaj film a nie to co dookoła niego. Jesteś, antyamerykańska, ok ale filmu za to nie karz. Po za tym, według mnie zawsze gdy robi się film o czyimś życiu to robi się go po to, żeby podziwiać tą osobę, przez co nadaje to kolorystyki takiej produkcji. Dlatego ocenianie scenariusza i pisanie, że jest do bani bo wtóry itd. jest po prostu śmieszne. To tak jak powiedzieć, że Piłsudski był naśladowcą kogoś tam. Życie najwidoczniej jest powtarzalne, ale porównywać fabułę filmu z wymyślonym scenariuszem czyli fabułą, której nikt nigdy nie przeżył z filmem o fabule napisanej przez życie, którą ktoś realnie przeżył. I pisać że drugi jest TYLKO dlatego gorszy, że jest podobny czy powtarzalny do pierwszego, to już w ogóle przegięcie. No ale cóż, ja się na filmach nie znam tak jak niektórzy fachowcy, mi zależy na dobrej zabawie, na pełnym emocji przeżyciu kilku minut życia spędzonych na oglądaniu filmu. Nie jestem, ani reżyserem ani pisarzem, nie skończyłem studiów w żadnym z tych kierunków, nie umiem rozbić filmu na części pierwsze i powiedzieć kto spartaczył robotę w którym momencie, nie umiałbym również zrobić niczego lepiej. Jedyne co umiem to stwierdzić, czy film był nudny czy też wręcz przeciwnie. W tym przypadku wręcz przeciwnie.

justangel Beznickowy 2008-08-19 7

> Odi o 2008-08-18 17:32 napisał:
> Jeju. Nagle wszystkie, filmy z USA stały się do dupy i trzeba przełączyć się na
> koreańskie albo indyjskie produkcje?
Oj nie nie nie. Nikt tak nie twierdzi, spokojnie:)
Przy okazji – nie cierpię kina z bollywood;) A koreańskich widziałam co najwyżej kilka

> Osobiście uważam, że nie ma nic złego w
> takim sposobie ukazania głównego bohatera. Po pierwsze dlatego, że film nie był
> jakimś hiciorem i nie wydano miliardów na jego promocję.
A co ma piernik do wiatraka? Bo kasa wydana na film czy promocje nie ma zbyt wiele wspólnego z filmem. Brak wydania kasy też nie oznacza, że film jest dobry. Bo co nagle sie okazuję, że trzeba nie wydawac kasy, żeby było że kino niezależne(offowe czy co?)Kasa to jedno a jakość filmu drugie.

> Po drugie dlatego, że
> jest oparty na faktach, gdyby to Włosi zrobili podobny film nie napisałabyś, że
> jest taki a nie inny bo chcą ukazać siłę narodu. Zacznij robić tak jak piszesz,
> oceniaj film a nie to co dookoła niego. Jesteś, antyamerykańska, ok ale filmu za
> to nie karz.
Mhhh, to nie tak że jestem antyamerykańska. Mnie drażni ukazywane często w filmach podejście do życia Amerykanów – że zawsze dają sobie radę, bo są najlepsi i zawsze wygrywają. Wg. mnie takie podejście do tematu powoduje jego spłycenie. I zamiast głębokiego dramatu o życiu skrzywdzonego chłopaka mamy bajkę z happy endem. Ale to moje odczucie po obejrzeniu filmu, każdy ma prawo do innej oceny i innych odczuć.

> Po za tym, według mnie zawsze gdy robi się film o czyimś życiu to
> robi się go po to, żeby podziwiać tą osobę, przez co nadaje to kolorystyki
> takiej produkcji.
??? Wiesz co, dla mnie nie ma znaczenia czy film jest na faktach czy nie. Wole dobra fikcyjna historią niż nudny film biograficzny. Podziwiam bohatera tego filmu, bo dał sobie radę, ale nie wiem czy bym ten film oglądała po raz drugi.

> Dlatego ocenianie scenariusza i pisanie, że jest do bani bo
> wtóry itd. jest po prostu śmieszne.
Dlaczego? Bo nie łapię? Bo jak na faktach to muszą być ochy i achy bo jego bohater był świetnym gościem?

> To tak jak powiedzieć, że Piłsudski był
> naśladowcą kogoś tam. Życie najwidoczniej jest powtarzalne, ale porównywać
> fabułę filmu z wymyślonym scenariuszem czyli fabułą, której nikt nigdy nie
> przeżył z filmem o fabule napisanej przez życie, którą ktoś realnie przeżył. I
> pisać że drugi jest TYLKO dlatego gorszy, że jest podobny czy powtarzalny do
> pierwszego, to już w ogóle przegięcie.
Życie jest powtarzalne, sztuka jest powtarzalna, filmy są powtarzalne – żyjemy w epoce postmodernizmu. Mimo wszystko jest wiele produkcji które jeśli nie są oryginalne, to są dobre. Poza tym z założeń postmodernizmu powstał takiż właśnie kierunek sztuki, gdzie właśnie sztuką jest tworzenie nowych dzieł bazując na wszystkim co powstało do tej pory.

Poza tym nie ma co porównywać Fichera do Piłsudskiego.

> No ale cóż, ja się na filmach nie znam
> tak jak niektórzy fachowcy, mi zależy na dobrej zabawie, na pełnym emocji
> przeżyciu kilku minut życia spędzonych na oglądaniu filmu. Nie jestem, ani
> reżyserem ani pisarzem, nie skończyłem studiów w żadnym z tych kierunków, nie
> umiem rozbić filmu na części pierwsze i powiedzieć kto spartaczył robotę w
> którym momencie, nie umiałbym również zrobić niczego lepiej. Jedyne co umiem to
> stwierdzić, czy film był nudny czy też wręcz przeciwnie. W tym przypadku wręcz
> przeciwnie.
No cóż, a ja nie twierdzę że jestem w tym temacie super znawcą czy wyrocznia. trochę czytałam, trochę wiem to wszystko. jednak cecha w jaki sposób oceniamy filmy jest ta sama: oceniam filmy na podstawie tego czy mi sie film podobał czy nie. I to jest chyba najważniejsze.

No i jeszcze jedno Odi – ja nigdzie nie napisałam, że ten film uważam za zły. Napisałam, że się zastanawiam czy jest wystarczająco dobry żeby dostać wyróżnienie. No i napisałam też dwa zdania na temat moich wątpliwości.
Pozdrawiam;)

Odi Beznickowy 2008-08-19 9

> justangel o 2008-08-19 16:33 napisał:

> Mhhh, to nie tak że jestem antyamerykańska. Mnie drażni ukazywane często w
> filmach podejście do życia Amerykanów – że zawsze dają sobie radę, bo są
> najlepsi i zawsze wygrywają. Wg. mnie takie podejście do tematu powoduje jego
> spłycenie. I zamiast głębokiego dramatu o życiu skrzywdzonego chłopaka mamy
> bajkę z happy endem. Ale to moje odczucie po obejrzeniu filmu, każdy ma prawo do
> innej oceny i innych odczuć.

Bajka ze szczęśliwym zakończeniem, bo najwidoczniej życie się tak ułożyło, tym bardziej serce rośnie. A podejście Amerykanów do życia, pomyśl, że ich jest kilka razy więcej niż Polaków a tylko Ci którzy coś w życiu osiągnęli i sobie poradzili mają o sobie książkę albo film. Od raz inne spojrzenie?;)

> ??? Wiesz co, dla mnie nie ma znaczenia czy film jest na faktach czy nie. Wole
> dobra fikcyjna historią niż nudny film biograficzny. Podziwiam bohatera tego
> filmu, bo dał sobie radę, ale nie wiem czy bym ten film oglądała po raz drugi.

A dobra fikcja i dobra biografia? Co wygrywa? Fikcja?

> Dlaczego? Bo nie łapię? Bo jak na faktach to muszą być ochy i achy bo jego
> bohater był świetnym gościem?

Dlaczego? Jeśli film jest słaby, źle zrealizowany i zagrany no to nie ma mowy o ahah ale jeśli jest dobry a nawet bardzo dobry pod względem technicznym, to świadomość prawdziwości historii powoduje samoczynne OHH;)

> Życie jest powtarzalne, sztuka jest powtarzalna, filmy są powtarzalne – żyjemy w
> epoce postmodernizmu. Mimo wszystko jest wiele produkcji które jeśli nie są
> oryginalne, to są dobre. Poza tym z założeń postmodernizmu powstał takiż właśnie
> kierunek sztuki, gdzie właśnie sztuką jest tworzenie nowych dzieł bazując na
> wszystkim co powstało do tej pory.

Hm no no pisz dalej;) Uwielbiam filozofię;)

> Poza tym nie ma co porównywać Fichera do Piłsudskiego.

Chyba załapałaś absurdalność mojego porównania. Miało takie być!

> No cóż, a ja nie twierdzę że jestem w tym temacie super znawcą czy wyrocznia.
> trochę czytałam, trochę wiem to wszystko. jednak cecha w jaki sposób oceniamy
> filmy jest ta sama: oceniam filmy na podstawie tego czy mi sie film podobał czy
> nie. I to jest chyba najważniejsze.
>
> No i jeszcze jedno Odi – ja nigdzie nie napisałam, że ten film uważam za zły.
> Napisałam, że się zastanawiam czy jest wystarczająco dobry żeby dostać
> wyróżnienie. No i napisałam też dwa zdania na temat moich wątpliwości.
> Pozdrawiam;)

Ok. Najważniejsze, że Ci się podobał. Bo o to w kinie i jak pisałaś w sztuce chodzi. Ma się podobać, może nawet wąskiemu u gronu ludzi, ale chociaż komuś.

justangel Beznickowy 2008-08-20 7

> Odi o 2008-08-19 17:52 napisał:
>
>
> Bajka ze szczęśliwym zakończeniem, bo najwidoczniej życie się tak ułożyło, tym
> bardziej serce rośnie. A podejście Amerykanów do życia, pomyśl, że ich jest
> kilka razy więcej niż Polaków a tylko Ci którzy coś w życiu osiągnęli i sobie
> poradzili mają o sobie książkę albo film. Od raz inne spojrzenie?;)
Fajnie, że chłopak sobie poradził i szczerze mu gratuluję, bo życia nie miał łatwego. Ale czy to jest powód/temat do pisania książek i robienia filmów. Ciężko mi to ocenić, może tak może nie.

> A dobra fikcja i dobra biografia? Co wygrywa? Fikcja?
Dobry film. W tym przypadku biografia była powiedzmy OK, ale film nie przekonał mnie w 100%

> Dlaczego? Jeśli film jest słaby, źle zrealizowany i zagrany no to nie ma mowy o
> ahah ale jeśli jest dobry a nawet bardzo dobry pod względem technicznym, to
> świadomość prawdziwości historii powoduje samoczynne OHH;)
Zależy u kogo. Mnie do orgazmu nie doprowadza świadomość, że historia jest prawdziwa;) Ale co kto lubi;)

> Hm no no pisz dalej;) Uwielbiam filozofię;)
A to nie była filozofia;) I szkoda, że nie podłapałeś tematu powtarzalności w sztuce, bo mogła być ciekawa wymiana zdań;)

> Chyba załapałaś absurdalność mojego porównania. Miało takie być!
:)
>
>
> Ok. Najważniejsze, że Ci się podobał. Bo o to w kinie i jak pisałaś w sztuce
> chodzi. Ma się podobać, może nawet wąskiemu u gronu ludzi, ale chociaż komuś.
No i nadal mam dylemat. Dobry był. 7/10, ale czy zasługuje na aż takie wyróżnienie? Nie wiem. Poza tym jestem pewna, że za 2 lata nie będę o tym filmie nic pamiętała….

majak01 Beznickowy 2008-08-20 10

> justangel o 2008-08-19 22:01 napisał:
> Fajnie, że chłopak sobie poradził i szczerze mu gratuluję, bo życia nie miał
> łatwego. Ale czy to jest powód/temat do pisania książek i robienia filmów.
> Ciężko mi to ocenić, może tak może nie.
>

Chyba jest, bo powstał zarówno film- "Antwone Fisher", jak i książka- "Odnaleźć siebie" :)

> Zależy u kogo. Mnie do orgazmu nie doprowadza świadomość, że historia jest
> prawdziwa;) Ale co kto lubi;)

Mnie co prawda takie rzeczy do, jak to ładnie i obrazowo nazwałaś, orgazmu też nie doprowadzają, ale lepiej mi się ogląda film tego typu ze świadomością, że to rzeczywiście miało kiedyś miejsce. Wtedy bardziej doceniam własne życie.

> No i nadal mam dylemat. Dobry był. 7/10, ale czy zasługuje na aż takie
> wyróżnienie? Nie wiem. Poza tym jestem pewna, że za 2 lata nie będę o tym filmie
> nic pamiętała….
>

Nikt Cię do polecania go nie zmusza, traktujmy to jak świetną zabawę, o tematyce która nas ciekawi, czyli filmach. Nawet jeśli ten film nie zostanie wyróżniony, a bardzo bym tego chciał, to i tak wiele zrobiliśmy- zainteresowaliśmy się nim, oceniamy go, komentujemy i jednocześnie zwracamy uwagę pozostałych użytkowników fdb. To już jest sukces.

justangel Beznickowy 2008-08-20 7

> majak01 o 2008-08-19 22:16 napisał:
> Chyba jest, bo powstał zarówno film- "Antwone Fisher", jak i książka- "Odnaleźć
> siebie" :)
Może i masz rację. Bo jeśli kogokolwiek film czy książka czegoś nauczyły, czy coś dały to pewnie tak jest. Tyle, że ja nie bardzo sie do tych osób zaliczam
>
> Mnie co prawda takie rzeczy do, jak to ładnie i obrazowo nazwałaś, orgazmu też
> nie doprowadzają, ale lepiej mi się ogląda film tego typu ze świadomością, że to
> rzeczywiście miało kiedyś miejsce. Wtedy bardziej doceniam własne życie.
Czemu lepiej? Kurde, ja jakoś chyba tego w ogóle nie kumam. Jak napisałam wcześniej gratuluję chłopakowi mocnego charakteru. Ale oglądając film wcale mnie nie interesowało czy to było naprawdę czy nie. Historie wymyślone przez scenarzystów potrafią mnie o wiele bardziej wzruszyć niż prawdziwe. Może kwestia tematyki, problemu, nie wiem, ale ten film dobry był, fakt , ale zupełnie mi obcy.
>
> Nikt Cię do polecania go nie zmusza, traktujmy to jak świetną zabawę, o tematyce
> która nas ciekawi, czyli filmach. Nawet jeśli ten film nie zostanie wyróżniony,
> a bardzo bym tego chciał, to i tak wiele zrobiliśmy- zainteresowaliśmy się nim,
> oceniamy go, komentujemy i jednocześnie zwracamy uwagę pozostałych urzytkowników
> fdb. To już jest sukces.
:)

majak01 Beznickowy 2008-08-20 10

> justangel o 2008-08-19 22:29 napisał:

> Czemu lepiej? Kurde, ja jakoś chyba tego w ogóle nie kumam. Jak napisałam
> wcześniej gratuluję chłopakowi mocnego charakteru. Ale oglądając film wcale mnie
> nie interesowało czy to było naprawdę czy nie. Historie wymyślone przez
> scenarzystów potrafią mnie o wiele bardziej wzruszyć niż prawdziwe. Może kwestia
> tematyki, problemu, nie wiem, ale ten film dobry był, fakt , ale zupełnie mi
> obcy.
>

Ja nie twierdzę, że nie ma fikcji, która by nie wzruszała, wręcz przeciwnie, jestem pewien, że jest. Po prostu ja po obejrzeniu dramatu, który daje do myślenia, jak sobie tak dumam ;) utwierdzam się w przekonaniu, że niektórzy ludzie na serio mają przerąbane życie. To co wymyślił scenarzysta, może być lepsze, jednak niekoniecznie mogło zaistnieć w naszym świecie. Historie prawdziwe bardziej do mnie przemawiają. I tyle. Taki jestm i takim zostanę. Nikt oprócz mnie nie musi tego odbierać w ten sposób. Najwyżej będę wyjątkowy :P:P hehe

Anonimowy Beznickowy 2008-08-20

Odnoszę wrażenie że jedynym (największym) plusem dla niektórych jest to ze film jest na czyimś życiu zrobiony i że wszystkie zdarzenia oraz charaktery wykreowanych głównych bohaterów istnieją na prawdę, ale jak znam życie to pewnie jest w tym filmie więcej przekłamania i fantazjowania niż w nie jednym filmie s-f, jak mawia dr House : Wszyscy kłamią

majak01 Beznickowy 2008-08-20 10

> wolfie o 2008-08-19 23:22 napisał:
> Odnoszę wrażenie że jedynym (największym) plusem dla niektórych jest to ze film
> jest na czyimś życiu zrobiony i że wszystkie zdarzenia oraz charaktery
> wykreowanych głównych bohaterów istnieją na prawdę, ale jak znam życie to pewnie
> jest w tym filmie więcej przekłamania i fantazjowania niż w nie jednym filmie
> s-f, jak mawia dr House : Wszyscy kłamią

Wolfie nie o to chodzi- przynajmniej mnie-, ale o to, że fakt zrobienia filmu na podstawie życia bardziej przemawia do mnie, gdy po filmie przychodzi czas na refleksje. Jetsem pewien, że jest tu masa przekłamań, ale jakiś schemat musiał pozostać zachowany skoro piszą, że to historia prawdziwa. Dla mnie jest to nie największym plusem, lecz dodatkiem, małym plusikiem. Piszemy o tym tyle ponieważ staram się ciągle wyjaśnić o co mi chodzi. Nie traktuję tego jako PLUSA w sensie ochh i ahh, lecz jaką pozytywną cechę filmu, bez tego też by się obeszło.

Beznickowy Beznickowy 2008-08-26 8

Mnie, jak majakowi, "Antwone Fisher" się podobał. Świetna rola Luke’a i Washingtona. Sama historia porusza, gdyż Antwone miał straszne dzieciństwo. Każde kolejne zwierzenia Fishera Davenpotowi są coraz bardziej szokujące. Dzięki temu film nie nudzi, a metamorfoza Fishera staje się bardziej wiarygodna.

Trikster Beznickowy 2008-08-26 5

ja uważam, że sama historia jest warta polecenia, a film ma słabe strony i nie uważam ze Washington sie spisał

Beznickowy Beznickowy 2008-08-26 8

> Lukasz N o 2008-08-26 15:34 napisał:
> ja uważam, że sama historia jest warta polecenia, a film ma słabe strony i nie
> uważam ze Washington sie spisał

Oczywiście, Washington miał lepsze role, ale też nie można twierdzić, że tutaj źle zagrał, bo to byłoby pomyłką.

Odi 2008-08-17 9

9/10 – Bardzo ale to bardzo wzruszający. Historia, Antwone’a opowiedziana w doskonały, sposób. Bardzo mocno łapie za serce i gardło. Świetna gra aktorska, nie wyobrażam sobie, żeby kto inny niż Derek Luke pasowa bardziej do roli. Nie trzeba chyba, mówić jak dobrze wypadł Denzel bo nie ma co do tego wątpliwości. W skrócie, super kino, polecam każdemu, ale lepiej oglądać w samotności bo wypłakać się przy dziewczynie to by było przegięcie. A wydaje, mi się, że łzy pojawią się u każdego;)

Współtworzą