Bar jakich w Ameryce są dziesiątki, może setki tysięcy. Można tu tanio zjeść, napić się kawy, pogadać, poderwać kogoś na jeden wieczór bądź na całe życie. Zwykle jest tu cicho i spokojnie, czyli po prostu nudno. Któregoś dnia do takiego baru trafia obcy. Nędzna to atrakcja, nie zajmie nikogo dłużej niż pięć sekund. Obcy pada twarzą w talerz. To też się zdarza, w końcu mógł nadużyć alkoholu czy prochów. Nie rusza się? To coś nowego. Nie żyje. Akcja reanimacyjna nie ma sensu. W trakcie przetrząsania kieszeni nieznajomego w poszukiwaniu jakichś dokumentów, wypada na blat woreczek. A w nim... diamenty! Nie ma czasu na zastanowienie. Radiowóz już jedzie. Decyzja zapada błyskawicznie. Łapiemy diamenty i w nogi. Tak zaczyna się przygoda pracowników baru. marcoduch
Ogólne
Czy wiesz, że?
Pozostałe