W niedzielę 14 listopada 1965 roku o 10:48, podpułkownik Moore i jego żołnierze lądują w strefie X-Ray w dolinie Ia Drang, zwanej Doliną Śmierci. Moore jako pierwszy staje na polu bitwy, nie przypuszczając, że za moment jego 400 ludzi zostanie otoczonych przez 2000 wietnamskich żołnierzy. Trzy dni i trzy noce morderczych walk pochłoną setki ofiar po obu stronach, pozostawiając najbliższych pogrążonych w rozpaczy i żałobie.

Film twórców "Braveheart - Waleczne Serce"

Prawdziwa historia pierwszego starcia armii Stanów Zjednoczonych z Vietcongiem, które zamiast stać się dla Amerykanów przestrogą, było dopiero początkiem koszmaru...

"Jedziemy do Doliny Śmierci, gdzie będziecie mogli liczyć tylko na siebie.

Nieważne będzie, do jakiego Boga twój towarzysz się modli i jaki ma kolor skóry.

Jedziemy walczyć z twardym i zdecydowanym wrogiem. Nie mogę obiecać, że wszyscy wrócicie żywi. Ale przysięgam... kiedy zacznie się bitwa, będę pierwszym, który stanie na polu walki i ostatnim, który z niego zejdzie. I nie zostawię nikogo... żywego, czy martwego.

Wszyscy wrócimy do domu".

Te słowa podpułkownik Hal Moore (Mel Gibson) skierował do żołnierzy i ich rodzin w przeddzień wyjazdu do Wietnamu. Przed sobą miał zarówno naiwnych żółtodziobów, jak i doświadczonych, naznaczonych bliznami i orderami weteranów z Korei. A pośród nich - dumne i uśmiechnięte żony i matki nie przeczuwające, że już niedługo żółta taksówka będzie dostarczać telegramy, po których nic już nie będzie takie, jak przedtem. Jednak to właśnie ich hart ducha, często pomijany milczeniem, dodawał sił i otuchy mężczyznom na froncie.

W niedzielę 14 listopada 1965 roku o 10:48, podpułkownik Moore i jego żołnierze lądują w strefie X-Ray w dolinie Ia Drang, zwanej Doliną Śmierci. Moore jako pierwszy staje na polu bitwy, nie przypuszczając, że za moment jego 400 ludzi zostanie otoczonych przez 2000 wietnamskich żołnierzy. Trzy dni i trzy noce morderczych walk pochłoną setki ofiar po obu stronach, pozostawiając najbliższych pogrążonych w rozpaczy i żałobie.

Amerykańscy żołnierze nie oddają życia za to, co jakiś prezydent głosi w telewizji.

Nie walczą dla matek, domowej szarlotki czy amerykańskiej flagi. Walczą o życie swoich współtowarzyszy.

Generał porucznik Hal Moore

Film "Byliśmy żołnierzami" powstał w oparciu o bestsellerową książkę opisującą bitwę w dolinie Ia Drang, "We Were Soldiers Once...And Young, napisaną przez generała porucznika Harolda Moore'a i korespondenta Josepha Galloway'a. Obaj byli uczestnikami tego krwawego starcia i obiecali sobie, że opowiedzą prawdziwą historię żołnierzy walczących w Dolinie Śmierci.

W prologu do książki Moore i Galloway piszą: " Wielu rodaków znienawidziło tę wojnę. Ci najbardziej przepełnieni nienawiścią - programowo wrażliwi - nie byli jednak wystarczająco wrażliwi, aby dokonać rozróżnienia pomiędzy wojną a żołnierzami wypełniającymi rozkazy. Tylko my wiedzieliśmy, co naprawdę działo się w Wietnamie, jak wyglądaliśmy, co robiliśmy, o czym gadaliśmy i jak cuchnęliśmy. W Ameryce nikt tego nie wiedział. Hollywood za każdym razem wszystko przeinaczało, ostrząc swoje politycznie wypaczone noże na kościach naszych martwych towarzyszy.

Kiedy już było po wszystkim, trupy nie wstały i nie odeszły, otrzepując się z kurzu. Ranni nie zmyli czerwonej farby i nie wrócili do życia bez śladu obrażeń. A ci, którzy cudownym zrządzeniem losu wyszli bez szwanku, wcale nie byli nietknięci Nikt z nas nie wrócił z Wietnamu jako ten sam młody chłopak, który tam wyjeżdżał. Ta opowieść jest również wyrazem uznania dla setek młodych mężczyzn z 320 i 33 pułku Ludowej Armii Wietnamu, którzy polegli w Ia Drang. Oni również dzielnie walczyli i ginęli. Byli wrogiem godnym szacunku. Zginęli z naszych rąk, jednak modlimy się, by ich szczątki zostały zabrane z dzikiego pustkowia, na którym je zostawiliśmy, i zabrane do domu, bo zasługują na pogrzeb z honorami".

Dla Randalla Wallace'a książka ta stała się źródłem inspiracji i postanowił przenieść wspomnienia Moore'a i Galloway'a na ekran.

Wallace wspomina: "Natknąłem się na nią w 1993 lub 94 roku. Czekałem na lot i wszedłem do księgarni: zobaczyłem interesującą okładkę i dziwny tytuł. Miał on w sobie jakiś literacki majestat i doszedłem do wniosku, że zawartość może być równie ciekawa. Otworzyłem ją w samolocie, a kiedy lądowaliśmy, wiedziałem, że mam nowy projekt.

Zadzwoniłem do agenta i zleciłem mu, by dowiedział się, kto ma prawa filmowe. Chcę napisać na jej podstawie scenariusz. Następnego dnia okazało się, że autorzy nie sprzedali praw do sfilmowania książki i w ogóle nie są tym zainteresowani.

Najpierw skontaktowałem się z Galloway'em, bo jest reporterem. Pogadałem z nim trochę, a potem obu wysłałem list: "Pewnie macie mnie za kolejnego hollywoodzkiego bufona. Nie znacie mnie. Nigdy o mnie nie słyszeliście. Ale wysyłam wam parę moich scenariuszy i jeśli spodobają się wam, zadzwońcie, to uzgodnimy, jak zrobić z waszej książki film".

Wysłałem im scenariusz "Braveheart - Waleczne Serce" i jeszcze jeden z wątkami patriotycznymi z innej epoki. Oddzwonili z propozycją spotkania".

Ostatecznie starania Wallace'a zostały uwieńczone sukcesem: "Kupiłem prawa za własne pieniądze. Nie stało za mną żadne studio ani aktor. Oświadczyłem im: "Jeśli ja sfinansuję ten projekt, to ja będę za niego odpowiedzialny. Ale wy również podejmujecie ryzyko. Musicie na mnie postawić. Jeśli nie będziecie zadowoleni, będzie jasne, do kogo strzelać".

Najbardziej spodobało im się zdanie o strzelaniu do mnie. I tak to się zaczęło. Założyłem własną firmę produkcyjną, a "Byliśmy żołnierzami" było jej pierwszym projektem.

Wallace'a nie tyle kierował się chęcią zrealizowania "filmu o Wietnamie", ile chęcią przedstawienia idei leżących u podstaw książki: "Chodzi o starania człowieka, by postępować właściwie, choć ma on znikomy wpływ na otaczający świat. Jednak jest on odpowiedzialny za malutki jego fragment. Jeśli pozostaje wierny samemu sobie i ludziom wokół siebie, to jest w stanie ukształtować dużo większą część rzeczywistości, niż sądził".

Wallace porównuje niektóre aspekty "Byliśmy żołnierzami" z "Braveheart -Waleczne Serce" i uważa, że reprezentują one podobną filozofię: "Jeśli pozostajesz wierny swojemu sercu, to nawet jeśli ci je wytną, wygrasz"

"Podpułkownik Moore nie miał wpływu na to, czy Stany Zjednoczone przystąpią do wojny, jego zadaniem było poprowadzić żołnierzy i zrobił to. Gdy jego świat zredukował się do pola bitwy wielkości boiska, musiał dokonywać ciągłych wyborów, które miały wpływ na życie jego i tych, wokół niego. Uważam, że nie jest to film o Wietnamie. To nawet nie jest film o wojnie. To opowieść o miłości, poświęceniu i przywództwie."

Więcej informacji

Ogólne

Czy wiesz, że?

  • Ciekawostki
  • Wpadki
  • Pressbooki
  • Powiązane
  • Ścieżka dźwiękowa

Pozostałe

Proszę czekać…