Bez końca 7.4

Historia rozgrywa się w 1982r., w stanie wojennym. Kierujący strajkiem, młody robotnik, Dariusz, zostaje uwięziony. Jego obrony podejmuje się doświadczony mecenas Antoni Zyro. Niestety, mecenas nieoczekiwanie umiera. Wdowę po nim Urszulę, odwiedza Joanna, żona Dariusza. Joanna prosi Urszulę o pomoc. Ta poleca mecenasa Labradora, czy słusznie?

Recenzje

Interesujący i dobrze zrealizowany film, ze znakomitym aktorstwem, ale decyzja o równoległym opowiadaniu dwóch odrębnych historii była dość niefortunna. 7
  • 2019-01-04
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Dwa w jednym

Połączone w jednym filmie dwie historie: kobiety przeżywającej żałobę po zmarłym mężu oraz procesu politycznego w stanie wojennym. Jest to niewątpliwie interesujący i dobrze zrealizowany film, z oczywiście znakomitym aktorstwem, ale – moim zdaniem – decyzja o równoległym opowiadaniu tych dwóch historii była dość niefortunna. Wątek antysystemowy musiał robić niesamowite wrażenie w latach 80. (czy ten film był półkownikiem? – bo jeśli cenzorzy to puścili, no to czapki z głów przed Kieślowskim). Po z górą 30 latach, oglądany w wolnej Polsce, nie robi już takiego wrażenia, gdy odejmie się kontekst historyczny. Sam proces nie jest zbyt emocjonująco pokazany, a scenki z życia opozycji są dość powierzchowne; rozumiem, że pewnie to było wszystko, na co twórcy mogli sobie pozwolić w tamtym czasie, i – jak już pisałem wyżej – i tak należą się brawa, ale jednak oceniam dzieło filmowe, a nie antykomunistyczną propagandówkę, bo w tej kategorii byłoby na pewno 10/10.

Połączenie wątków odbija się negatywnie również na drugiej historii – kobiety w żałobie. Opowieść ta otrzymuje zbyt mało czasu ekranowego, abyśmy mieli możliwość związać się emocjonalnie z bohaterką i naprawdę przejąć się jej losami. Trudno też pogodzić się z wyborem zakończenia tej historii, na jakie zdecydowali się twórcy. Nie chcę tutaj spojlerować, więc napiszę tylko, że moim zdaniem brak mu psychologicznego prawdopodobieństwa i wybrzmiewa ono bardzo fałszywą nutą. Jak to częste u Kieślowskiego – metafizyczne „filozowanie” bierze górę nad realizmem i precyzją snucia spójnej opowieści.

Warto wspomnieć, że po raz kolejny u tego reżysera mamy poruszony temat starcia konformizmu z idealizmem. Niestety, ujęciu tego motywu tutaj bardzo daleko do subtelności wcześniejszego obrazu Kieślowskiego – genialnego Przypadku.

Pomimo powyższej krytyki polecam film Bez końca, bo jest on nadal bardzo dobry – moim zdaniem i tak lepszy niż filmy Kieślowskiego z lat 90.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie