Bez końca 7.3

Stan wojenny. Mecenas Antoni Zyro, doświadczony prawnik, podejmuje się obrony młodego robotnika aresztowanego za kierowanie strajkiem. Nagła śmierć adwokata jest zaskoczeniem dla jego kolegów z palestry, żony oraz Dariusza Stacha, którego miał bronić. Mimo że Antoni Zyro „opuścił” ziemski padół, w dniu śmierci wraca do swojego mieszkania, aby opiekować się zrozpaczoną żoną. Urszula, chociaż nie widzi swego męża, a racjonalizm jej mówi, że go już nie ma, wyraźnie na każdym kroku odczuwa jego obecność. Dzięki jego opiece udaje jej się uniknąć wypadku drogowego, z którego prawdopodobnie nie uszłaby z życiem. Ale czy życie bez ukochanego mężczyzny, za którym bardzo tęskni ma dla niej sens? Czy w chwili rozpaczy poważy się na krok ostateczny?...

Recenzje

Interesujący i dobrze zrealizowany film, ze znakomitym aktorstwem, ale decyzja o równoległym opowiadaniu dwóch odrębnych historii była dość niefortunna. 7
  • 2019-01-04
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Dwa w jednym

Połączone w jednym filmie dwie historie: kobiety przeżywającej żałobę po zmarłym mężu oraz procesu politycznego w stanie wojennym. Jest to niewątpliwie interesujący i dobrze zrealizowany film, z oczywiście znakomitym aktorstwem, ale – moim zdaniem – decyzja o równoległym opowiadaniu tych dwóch historii była dość niefortunna. Wątek antysystemowy musiał robić niesamowite wrażenie w latach 80. (czy ten film był półkownikiem? – bo jeśli cenzorzy to puścili, no to czapki z głów przed Kieślowskim). Po z górą 30 latach, oglądany w wolnej Polsce, nie robi już takiego wrażenia, gdy odejmie się kontekst historyczny. Sam proces nie jest zbyt emocjonująco pokazany, a scenki z życia opozycji są dość powierzchowne; rozumiem, że pewnie to było wszystko, na co twórcy mogli sobie pozwolić w tamtym czasie, i – jak już pisałem wyżej – i tak należą się brawa, ale jednak oceniam dzieło filmowe, a nie antykomunistyczną propagandówkę, bo w tej kategorii byłoby na pewno 10/10.

Połączenie wątków odbija się negatywnie również na drugiej historii – kobiety w żałobie. Opowieść ta otrzymuje zbyt mało czasu ekranowego, abyśmy mieli możliwość związać się emocjonalnie z bohaterką i naprawdę przejąć się jej losami. Trudno też pogodzić się z wyborem zakończenia tej historii, na jakie zdecydowali się twórcy. Nie chcę tutaj spojlerować, więc napiszę tylko, że moim zdaniem brak mu psychologicznego prawdopodobieństwa i wybrzmiewa ono bardzo fałszywą nutą. Jak to częste u Kieślowskiego – metafizyczne „filozowanie” bierze górę nad realizmem i precyzją snucia spójnej opowieści.

Warto wspomnieć, że po raz kolejny u tego reżysera mamy poruszony temat starcia konformizmu z idealizmem. Niestety, ujęciu tego motywu tutaj bardzo daleko do subtelności wcześniejszego obrazu Kieślowskiego – genialnego Przypadku.

Pomimo powyższej krytyki polecam film Bez końca, bo jest on nadal bardzo dobry – moim zdaniem i tak lepszy niż filmy Kieślowskiego z lat 90.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie