Właśnie sobie odświeżam. Leci w telewizorni. Z doskoku zerkam, bo znam ten film doskonale. N-ty raz oglądany i za nic się nie nudzi. Hogan stworzył tu taką kreację, że klękajcie narody! Scena z samobójcą i potem akcja w Australii rozwalają.
Bardzo mi się podobał ten film. Jest niesamowicie uroczy i wcale nie nudny, jak co niektórzy uważają. Aktorstwo pierwsza klasa, Bill Nighy, Colin Firth, Hugh Grant, czy Alan Rickman. Piękny obraz o miłości.
Jeden z moich ulubionych aktorów, do tego bardzo dobry. Już nie będę o Krokodylach Dundee wspominał, bo to klasyka, ale i inne role zasługują na dużą uwagę: Charlie i Boots czy Jack Błyskawica.
Niestety ale średnio wyszło. Podobnie jak w przypadku Johnny English reaktywacja. Z całej serii niezły poziom trzyma tylko część pierwsza.
No niestety, ale bardzo przeciętna komedia. Śmiechu tu jak kot napłakał. Dałem ocenę pięć tylko ze względu na aktorów odtwarzających główne role i oczywiście Rene Russo.
Jest jeszcze gorzej niż w pierwszej części. Irytujący Steve Martin, za którym nigdy nie przepadałem. Faktycznie, że dobra zmiana na Johna Cleese’a.
Bardzo dobry aktor, którego wcale nie zapamiętałem z serialu Gra o tron, którego w zasadzie nie oglądałem, ale z wybitnych ról w filmach Dróżnik i Zgon na pogrzebie.
Ta część jest chyba jeszcze gorsza od poprzedniej. Strasznie naiwna. Jeszcze gorsze podejście do mitologii greckiej Amerykanów. Jeżeli książka, na której się opiera ekranizacja ma podobne podejście, to ja dziękuję uprzejmie.
No niestety, ale mi nie podszedł, podobnie jak inna część, Morze potworów. Nie podoba mi się takie podejście do antycznej mitologii. A to właśnie typowo amerykańskie podejście. Rozumiem, że forma miała być żartobliwa, problem w tym że się nie bawiłem na seansie.
Sam początek tego rewelacyjnego filmu już zwala z nóg, i dalej jest znakomicie. Christian Bale, scenografia i klimat w dużej mierze zrobiły ten film.
Proszę czekać…