Niezły pomysł, zwłaszcza, że cała historia ma ogromny potencjał dramatyczny. No i popularność film zyskałby od razu przez nazwanie go "kontrowersyjnym". W przypadku wielu rządów, które wprowadzają cenzurę internetu i ścinają głowy dziennikarzom za niepochlebne zdanie o władzy pewnie będzie to jak majtanie czerwoną tkaniną przed oczami byka. A w tym filmie, abstrahując od zwykłej rozrywkowej treści o tym jak to jeden człowiek bimba sobie na rządy całego świata, można przemycić bardzo fajne przesłanie na temat czym jest tak na prawdę wolność słowa i powszechny dostęp do informacji.
Proszę czekać…