Sorry, śmiem mieć inne zdanie na temat tego filmu.
To, że zebrał mnóstwo świetnych recenzji, jak piszesz, nic dla mnie nie znaczy. To jest chyba miejsce na wyrażanie swoich opinii na temat obejrzanego filmu a nie na przytakiwanie krytykom filmowym. Opinia, którą wyraziłem była tylko i wyłącznie moja, nie podpieram się żadnymi autorytetami z dziedziny kinematografii, więc możecie ją uznać za nic nie wartą.
Starałem się, żeby moja poprzednia wypowiedź była dość zwięzła, ale napisałem co mi się nie podobało i dlaczego. Nie miałem zamiaru pisać elaboratu na temat tego filmu. Jednak po zmanipulowaniu mojej wypowiedzi przez juskowiaka i zrobieniu ze mnie idioty, spróbuję wyjaśnić o co mi chodziło.
juskowiak napisał :
"Jasne, o gustach się nie dyskutuje, ale zdania kolegi typu:
Ten film właściwie nie opowiada o niczym. Wprawdzie porusza wiele problemów, ale właśnie… tylko porusza, żaden wątek nie jest rozwinięty. Jest tu zbyt dużo dłużyzn, które w recenzji nazwano “chwilami ciszy”.
sprawiają, że ręce mi opadają i krew się gotuje. Staram się go zrozumieć, jego racje, ale powyższa opinia jest idiotyczna."
Myśl, która przytoczył juskowiak ma ciąg dalszy :
"O ile w American beauty" te chwile ciszy służyły refleksji, to tu nie miałem nad czym się zastanowić. Nie trzeba się zastanawiać nad powodami postępowania bohaterów, czy nad sytuacją w której się znależli, bo to akurat było oczywiste od początku filmu."
Chodziło mi o to, że wszystko było jasne od początku filmu, kolejne rozmowy bohaterów kompletnie nic nie wnosiły do fabuły. Ja kompletnie niczego nowego nie dowiedziałem się z tego filmu, ani o sobie, ani o otaczającym mnie świecie, ani o innych ludziach, o ich uczuciach. Dla mnie ten film był banalny, to co jest w nim pokazane to same truizmy, dla kogoś kto obserwuje otaczający go świat. Jedynymi powodami dla których można obejrzeć ten film są gra aktorska i zdjęcia, fabuła według mnie banalna.
juskowiak napisał :
“Albo to zdanie o podgladaniu bohaterow z ukrycia. Drogi Laiku, a czymze jest sztuka filmowa, jesli nie podgladaniem z ukrycia? "
Ja napisałem: "Miałem wrażenie, jakbym podglądał z ukrycia czyjeś życie, a niestety życie większości z nas jest dosc nudne, tak jak ten film."
Tu faktycznie zastosowałem zbyt duży skrót myślowy. Zgadzam się, że film to jakby podglądanie z ukrycia, z tym że, dobry film (wg mnie) powinien być jak płyta "the best of..", czyli powinny być wybrane najbardziej interesujące momenty i tylko one powinny być ukazane na ekranie. Pisząc powyżej cytowane zdanie miałem na myśli to, że czułem się jakbym oglądał czyjeś życie minuta po minucie, a chyba zgodzcie się wszyscy ze mna, że nie ma na świecie człowieka, którego życie byłoby non-stop interesujące.
Mam nadzieję, że wyjaśniłem dlaczego ten film mi się nie podobał.
PS: Jeszcze zdanko do juskowiaka. Ja zawsze staram się wysłuchać kogoś, kto ma inne zdanie ode mnie i czasem nawet zdarza się, że ten ktoś przekona mnie do swojej racji, ale Ty nie zmienisz mojej opinii na temat tego filmu twierdząc tylko, że film jest wybitny i miał "mnóstwo świetnych recenzji". A złośliwe uwagi pod moim adresem bez dyskusji na temat filmu, tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że brak Ci argumentów, zeby mnie przekonać.
Szkoda czasu – Z góry zaznaczam, że nie jestem wysmakowanym krytykiem filmowym, ale moim skromnym zdaniem ten film jest nudny. Przede wszystkim jest zdecydowanie za długi.
Porównam ten film do "American beauty", bo cały czas widać podobieństwo między tymi filmami, w sumie nic dziwnego, ten sam reżyser. O ile po "American Beauty" miałem wrażenie niedosytu, to tu po 40 minutach byłem zmęczony dłużyznami. Faktycznie, zdjęcia dobre, gra aktorska świetna, muzyka też dopasowana do obrazu, ale ja nie po to idę do kina, żeby napawać się warsztatem aktorskim, czy operatorskim. Ja chcę, żeby film tego typu mną "potrząsnął", skłonił do refleksji, zmienił mój światopogląd, lub chociaż spowodował jego rewizję.
Ten film właściwie nie opowiada o niczym. Wprawdzie porusza wiele problemów, ale właśnie… tylko porusza, żaden wątek nie jest rozwinięty. Jest tu zbyt dużo dłużyzn, które w recenzji nazwano "chwilami ciszy". O ile w American beauty" te chwile ciszy służyły refleksji, to tu nie miałem nad czym się zastanowić. Nie trzeba się zastanawiać nad powodami postępowania bohaterów, czy nad sytuacją w której się znależli, bo to akurat było oczywiste od początku filmu. Skoro wątek psychologiczny się wyczerpał, to liczyłem na rozwój fabuły, ale też nic z tego. Miałem wrażenie, jakbym podglądał z ukrycia czyjeś życie, a niestety życie większości z nas jest dosc nudne, tak jak ten film.
Podsumowując, jeśli oczekujecie czegoś na miarę "American beauty" (tak jak ja kiedy szedłem do kina) to lepiej zostańcie w domu. Jeśli jesteście wielbicielami gry aktorskiej Leonardo DiCaprio i Kate Winslet, to może Wam się spodobać.
5/10
Proszę czekać…