Nagi lunch 1991

Naked Lunch

Bill Lee kiedyś był pisarzem, teraz odcina kupony od sławy trudniąc się nieprzyjemną pracą eksterminatora. Pewnego dnia, w trakcie wykonywania zlecenia u jednego z klientów, nagle kończy mu się proszek owadobójczy. Zaczyna podejrzewać, że ktoś mu go podbiera. Wkrótce potem okazuję się, że to jego własna żona, która traktuje… zobacz więcej

Reżyseria
Scenariusz
Aktorzy
, ,

Zwiastuny Zobacz wszystkie 1 zwiastun

Zdjęcia Zobacz wszystkie 16 zdjęć

Obsada Zobacz pełną obsadę

Peter Weller
jako Bill Lee
Judy Davis
jako Joan Frost
Ian Holm
jako Tom Frost
Julian Sands
jako Yves Cloquet
Roy Scheider
jako Doktor Benway
Monique Mercure
jako Fadela
Michael Zelniker
jako Martin
Joseph Scoren
jako Kiki
Peter Boretski
jako Tępiciel #2
Yuval Daniel
jako Hafid

Fabuła

Bill Lee kiedyś był pisarzem, teraz odcina kupony od sławy trudniąc się nieprzyjemną pracą eksterminatora. Pewnego dnia, w trakcie wykonywania zlecenia u jednego z klientów, nagle kończy mu się proszek owadobójczy. Zaczyna podejrzewać, że ktoś mu go podbiera. Wkrótce potem okazuję się, że to jego własna żona, która traktuje proszek jako narkotyk. Niebawem wciąga Billa w nałóg. Po zażyciu środku, Lee ma dziwne wizje, w których tajemnicze istoty każą mu wykonywać różne, dziwne rzeczy, oraz składać raporty. Bill coraz bardziej pogrąża się w nałogu. Matejsoner11

Gatunek
Thriller, Sci-Fi
Słowa kluczowe
morderstwo, seks, halucynacja, surrealizm zobacz więcej

Zobacz także

Szczegóły

Premiera
1991-12-27 (świat), 2004-04-21 (dvd)
Kraj produkcji
Japonia, Kanada, Wielka Brytania
Inne tytuły
David Cronenberg's Naked Lunch (USA)
Le festin nu (Kanada)
Wiek
od 15 lat
Czas trwania
115 minut
Budżet
16 000 000 USD

Recenzje

Groteska groteskę groteską pogania 9
  • 2009-08-27
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Davidzie, zabrałeś nas w podróż, która mogłaby się nie kończyć. Zaczęła się ona w umyśle pewnego pisarza, potem zatrzymała się przy twojej stacji, podczas gdy ty pisałeś do niej scenariusz, który niedługo potem miałeś zekranizować. Co ci z tego wyszło? Coś naprawdę pięknego, powalającego na kolana pomysłem, wykonaniem i obrazem. Podróż się jeszcze nie kończy. Musimy przebrnąć przez morze absurdu, w którym mamy do czynienia ze wszystkim tym, z czym do czynienia nie mamy na co dzień. Co to jest? Hm, zastanówmy się chwilę. Może gadająca, niemal od rzeczy, a jednak poetycko i interesująco do głębi maszyna do pisania, która wygląda niczym wielki, paskudny, owłosiony robal? Z czym jeszcze, pytacie? Z odbytem karalucha, który zdaję się być mądrzejszy niż jego głowa. Z tajnymi agentami, którzy nakazują głównemu bohaterowi wykonywanie różnych, przedziwnych i niekiedy pozbawionych sensu zadań. Ale to nie wszystko. Jakby jeszcze było mało, każą mu spisywać z tego raporty, tworzone właśnie na wspomnianej maszynie do pisania. Czy poziom niecodzienności już jest dla was wystarczający? Nie? No to może jedźmy dalej. Chodzi mi tutaj przede wszystkim o głównego bohatera, niejakiego Billa Lee. Jest on znanym (nieznanym) pisarzem, który obecnie trudzi się niewdzięczną pracą eksterminatora. Usuwa z domów swoich klientów różnej maści robale i owady, używając do tego specjalnego proszku. Bohater nasz jest wyraźnie znudzony swoim zajęciem, odnosi się wrażenie, że także swoim dotychczasowym życiem. Aktor, grający postać Billa, słynny poniekąd dzięki roli blaszanego policjanta, Robocopa, niejaki Peter Weller, którego kreacja na długo, zapewne, pozostanie w pamięci grona widzów, którzy zdecydowali się obejrzeć ten film, który burzy psychikę swoją niejednoznacznością i jakąś nienormalną symboliką, która ukazana jest nie natarczywie, jak to w tego typu filmach zwykle bywa, lecz jest jedynie lekko zarysowana, nie wnosi nic specjalnego do fabuły, a jednak dostrzegamy ją aż nadto wyraźnie. Reżyserowi wyszło to doskonale. Wprawianie widza w osłupienie. Bo kiedy ma się do czynienia z gadającym odbytem karalucha, to można być przekonanym, że na ekranie telewizora widzieliśmy już wszystko.

Ale kiedy żona pisarza Billa Lee zaczyna wdychać proszek do zwalczania robaków, wciągając w nałóg męża, film nabiera nagłego rozpędu, akcja nakręca się z każdą sceną, a bohaterowie, przewijający się przez ekran, są coraz dziwniejsi i bardziej groteskowi, niż moglibyśmy przypuszczać. Z całym szacunkiem, Tim Burton może Cronenbergowi buty czyścić, jeśli chodzi o aspekt groteski i czarnego humoru. Chociaż filmy tych twórców diametralnie się od siebie różnią, to jednak można zauważyć drobne podobieństwo w tworzeniu klimatu. W produkcjach obu panów mamy doskonałe, klimatyczne zdjęcia, które w sześćdziesięciu procentach tworzą atmosferę filmu. Są obskurne, ujęcia są odpowiednio dobrane do danej sceny. No,ale nie będę się tutaj rozpisywał zbytnio na temat aspektów technicznych.

Może wspomnę słowem o doskonałej muzyce, która, być może, jest jeszcze bardziej klimatyczna niż zdjęcia. Brzemienia, przynajmniej niektóre, przywodzą na myśl kompozycję rodem z czarnych kryminałów z lat 40. Zresztą, taka muzyka idealnie wkomponowała się w groteskową stylistykę filmu. A więc wszystko jest dopasowane doskonale. Ale dziwne by było, gdybym nie wspomniał o minusach. Jednak muszę niektórych rozczarować, bo w filmie twórcy "Muchy" słabych punktów nie dostrzegłem. Naprawdę, choć dla niektórych może to być wielkim zaskoczeniem. Muzyka, kreację aktorskie, zdjęcia, wszystkie te aspekty są w obrazie idealnie ze sobą połączone, a do tego dochodzi doskonały scenariusz, który bez wątpienia jest jednym z bardziej oryginalnych skryptów, jakie w ogóle powstały. To największa zasługa reżysera filmu, który, adaptując powieść pewnego pisarza, wspiął się na wyżyny własnych możliwości twórczych. "Nagi lunch" momentami przypomina wytwór naćpanego umysłu. Ale to nie minus dla tej produkcji, tylko wręcz przeciwnie. Ale ostrzegam, to nie jest obraz dla wszystkich widzów. Ja bawiłem się doskonale podczas seansu, mając przed oczyma dziwaczne połączenie film s-f, dramatu i filmu noir.

0 z 1 osoba uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Komentarze 1

Avatar square 200x200

Quagmire 2012-05-19 7

7/10 – Pozbawiona jakichkolwiek hamulców, totalna narkotykowa jazda. Lepiej obejrzeć ten film niż samemu próbować. Mimo wszystko sporo tu celnych metafor (walczące ze sobą maszyny do pisania dwóch autorów przyjmujące kształt gadających karaluchów!) a krótkie przejrzenie biografii Burroughsa nadaje całemu filmowi sensu i odpowiada na kilka pytań.

Fascynujący choć w połowie wyraźnie kręcący się w kółko obraz ze świetnymi efektami praktycznymi ("koleś" w barze!), nie jest to może najlepszy film Cronenberga ale być może to właśnie przy nim kanadyjski reżyser miał najwięcej frajdy.

Współtworzą