@dawidek98
Od zawsze się interesuję kinematografią. I z tego powodu właśnie założyłem konto na portalu FDB. Musiałem kilkanaście lat czekać, by móc pochłaniać tak potężne dzieło kultury jakim jest film, i tak niesamowicie fajną dziedzinę wiedzy jakim jest też niewątpliwie kino. A najbardziej mi się podobają filmy stare - bo te współczesne albo mi się nie podobają, albo je tylko raz oglądam. A na horyzoncie brak powrotu do filmu! Jestem również pod wrażeniem takich klasyków, jak "Wyjście robotników z fabryki", "Traffic Crossing Leeds Bridge", "Roundhay Garden Scene", "Podróż na Księżyc" czy "Metropolis" - tak, jestem z kompletnie innej epoki, a mimo to uważam te dzieła za udane. I pamiętajcie jeszcze o jednym - gdyby nie obejrzenie filmu, to dzień uważałbym za całkowicie stracony. Seriale z XX wieku też są moją ogromną pasją - można je oglądać latami i nigdy się one nie znudzą.
Nawet, gdyby człowiek był z pozoru najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, to i tak wszystko co kocha pewnego dnia go opuści – i o tym opowiada właśnie film Roberta Redforda "Zwyczajni ludzie". Bardzo mi się podobała gra aktorska Donalda Sutherlanda i Timothy’ego Huttona, którzy to grają ojca Calvina i syna Conrada idealnie proporcjonowanych. Na rodzinę spada coraz więcej nieszczęść, ale obaj próbują się z tym uporać i żyć dalej. Podobały mi się sceny na pływalni, jak jeden z bohaterów gra w golfa i końcowa, jak Calvin tłumaczy Conradowi, że mama wyjechała do Houston podczas gdy w rzeczywistości popełniła samobójstwo tnąc sobie żyły. Smutne, ale prawdziwe kino godne polecenia wielbicielom oscarowych produkcji, które kiedyś miały w sobie znacznie większą wartość, aniżeli w dzisiejszych czasach. 8/10
Robert De Niro i Jean Reno stworzyli rewelacyjną parę najemników, którymi można śmiało nazwać europejskimi Vincent Vega i Jules Winnfield. Nawet pytanie końcowe niejako nawiązuje do arcydzieła Quentina Tarantino z 1994 roku, wtajemniczeni będą wiedzieli o co mi chodzi. Sean Bean o dziwo przeżywa jako Spence, dobrze gra. Natascha McElhone wypada aktorsko tak sobie, ale za to rekompensują trzy sceny, których to nigdy nie zapomnę: zwiedzanie rzymskiego Koloseum i podejrzenia jednego z turystów o łapówkarstwo, kultowy pościg samochodowy ulicami Paryża i jazda niewłaściwą drogą dla pojazdów, a także pokaz łyżwiarstwa figurowego kończący się tragedią łyżwiarki oraz zastrzelenia operatorów telewizyjnych przez co widzowie są zmuszeni opuścić halę widowiskową, aby tylko pozostać przy życiu. Gorąco polecam "Ronina", jeżeli jeszcze ktoś jakimś cudem nie widział. 8/10
Dla mnie najlepszą sceną pościgową w historii kina jest ta z "Blues Brothers" Johna Landisa.
Proszę czekać…