@dawidek98
Od zawsze się interesuję kinematografią. I z tego powodu właśnie założyłem konto na portalu FDB. Musiałem kilkanaście lat czekać, by móc pochłaniać tak potężne dzieło kultury jakim jest film, i tak niesamowicie fajną dziedzinę wiedzy jakim jest też niewątpliwie kino. A najbardziej mi się podobają filmy stare - bo te współczesne albo mi się nie podobają, albo je tylko raz oglądam. A na horyzoncie brak powrotu do filmu! Jestem również pod wrażeniem takich klasyków, jak "Wyjście robotników z fabryki", "Traffic Crossing Leeds Bridge", "Roundhay Garden Scene", "Podróż na Księżyc" czy "Metropolis" - tak, jestem z kompletnie innej epoki, a mimo to uważam te dzieła za udane. I pamiętajcie jeszcze o jednym - gdyby nie obejrzenie filmu, to dzień uważałbym za całkowicie stracony. Seriale z XX wieku też są moją ogromną pasją - można je oglądać latami i nigdy się one nie znudzą.
Mi się ten film podobał dużo bardziej od tego całego "Czarnego łabędzia", który jest absolutnie wtórny, nieciekawy, mdły i odpychający. Mima/Rumi to tak naprawdę ta sama osoba – podczas gdy Mima jest na niby gwałcona na planie serialu "Podwójna więź", to Rumi się temu z boku przygląda. Obie kobiety mają identyczny pokój, system operacyjny w komputerze, można by rzec że to prawdziwe rozdwojenie jaźni. Satoshi Kon stworzył swoje opus magnum. A scena pod tirem czy podejrzenie o morderstwo fotografa (podczas gdy nagość, gwałt, przemoc i krew są na porządku dziennym w tym świecie bezprawia) każą mi twierdzić, że to nie jest obraz przeznaczony dla oczu nieletnich. Tym niemniej miłośnikom mocnych wrażeń, polecam tą najbrutalniejszą animację w historii kina, bo najsmutniejsza animacja to niewątpliwie "Grobowiec świetlików". 8/10
Studio Ghibli w swojej wielkiej formie – "Laputa: Podniebny zamek" to film godny polecenia fanom anime. Trzeba przyznać, że wątek miłosny między Sheetą a Pazu jest dużo większy, aniżeli między San a Ashitaką w "Księżniczce Mononoke", bo w "Lapucie" głównych bohaterów więcej łączy niż dzieli. Bardzo mi się podobały sceny, kiedy to Pazu gra na trąbce żeby całe miasto go słyszało, a Sheeta słuchała i natychmiast wpadła mu w oko. Tak samo sceny na Lapucie, gdzie odnajduje ich wojsko i uzurpator, tymczasem główna bohaterka zostaje uwięziona w podziemnym pomieszczeniu, w którym przechowywany jest klejnot o lazurowym kolorze zwany potocznie Kamieniem Dewiacji. No i ta babcia z kilkoma zębami: wprowadza trochę humoru do filmu. Hayao Miyazaki to najlepszy reżyser od anime, jakiego kiedykolwiek Japonia miała. 7+/10
Pierwszy film studia Ghibli, który wypadł w moich oczach doprawdy zjawiskowo. Efekty wizualne, barwni bohaterowie, niesamowicie ukazany świat postapokaliptyczny, w dodatku muzyka (dominuje wokaliza dziecięca, co podnosi wartość tej produkcji). Nausicaa ma dużo poważniejsze problemy na głowie od wchodzenia w związki partnerskie/małżeńskie, jak zwał tak zwał. Najlepsza scena w filmie to ta końcowa, kiedy to tytułowa bohaterka unosi się ponad złotymi polami i plemiona widzą, że zostali uratowani od Ohmów i przyroda zakwita na nowo dzięki niej. Widać, że w japońskich animacjach zamiast na romansie to skupiają się między kobietą a mężczyzną na wspólnym losie, partnerskiej pracy czy głębokim zrozumieniu – co później pokazywał Miyazaki w "Księżniczce Mononoke". W tym miesiącu zacząłem przerabiać sobie anime i azjatyckie kino, muszę przyznać że jestem pod wrażeniem i miło na anime popatrzeć. Także "Nausicaa z Doliny Wiatru" otrzymuje ode mnie ocenę 8/10.
Proszę czekać…