Ale nudy. Poziom intelektualny Jake’a "w normie" – boi się, że spotka w Japonii Godzillę. Wiem, że to komedia, ale bez przesady. Jak na zakończenie sezonu słabo.
Alan był rzucany przez kobiety pierdyliard razy i dopiero teraz zrobiło to na nim aż takie wrażenie? Mało wiarygodne. Alan mógłby zmienić fryzjera. "Zrobił mi to fryzjer Justina Biebera – Juan." Widać. Jedyny zabawny moment – scena w domu blondynki.
Lyndsey zrywa z Alanem po raz… straciłam rachubę. Nie miałabym nic przeciwko, żeby postać dziewczyny Alana zastąpić jej synem. Eldridge był tumankiem (podobnie jak Jake), ale można było się pośmiać.
Niezły odcinek. Scott Bakula + Jaime Pressly – wreszcie jest jakiś ubaw. "Nie lubię być Harperem." – Jake przegrywa z pierścionkiem z diamentem i niebieskim samochodem – zero zdziwienia.
Niezłe dialogi. Jak to możliwe, że Judith porzuciła Herba i zostawiła mu swój dom? Fiflaka wykopała w tempie ekspresowym… "To wygląda jak dom Charliego Sheena." – to mnie rozbawiło.
Odcinek o tosterze. Ok, to ja teraz czekam na odcinek o piekarniku, gofrownicy i ekspresie do kawy. Chociaż nie, odcinek o ekspresie do kawy już był. BTW Dzięki Bogu za Herba.
17-letni Walden… Nie wiem, czy ze mną jest coś nie tak, czy to nie jest śmieszne (wesoły koniec ze staruszkami to za mało). BTW Gdzie podziali się Jake i jego dziewczyna?
Poziom dialogów z pupy. Nawet Berta przestaje być śmieszna. Wątek z dziewczyną Waldena nudzi jak diabli. Jedyne śmieszne sceny, to te z goleniem (eh, to moje rynsztokowe poczucie humoru). Rose 😊
19-letni Jake (niestety z wiekiem nie mądrzeje) w związku z 36-latką. Cringe. Na plus wprowadzenie postaci Tammy. Trochę ożywiła to nudne towarzystwo.
Alan jest dziwny. Kiedy był z Kandi dał jej klucz do domu bez mrugnięcia okiem, a z Lyndsey kombinuje jak koń pod górkę. "Nie potrzebuję prostytutki, mam Lyndsey." Gwiazdka wyżej za Herba.
Proszę czekać…