Za sprawą czarnej magii pewnego szamana, Maniakalny Gliniarz po raz kolejny sieje spustoszenie. Tym razem poszukuje dla siebie partnera. Wybranką jest nieustraszona policjantka, która za sprawą manipulacji mediów została niesłusznie oskarżona o morderstwo. Przebywa w szpitalu sztucznie podtrzymywana przy życiu, z powodu odniesionych ran podczas strzelaniny. Do akcji wkracza Sean McKinney bliski przyjaciel policjantki...
✯Horror & SF Scholar✯

Podejmuje się krytyki społeczeństwa, etyki i systemu prawnego USA lat dziewięćdziesiątych. Niestety, dialog z widzem jest kruchy. Raczej przypomina wytarte slogany niż rzetelny wgląd w stan rzeczy. 3

Pewnej nocy uzbrojony mężczyzna o nazwisku Jessup (Jackie Earle Haley) napada aptekę. Na ratunek przybywa kilka policyjnych patroli, a członkinią jednego z nich jest Katie Sullivan (Gretchen Becker). Dwóch szukających taniej sensacji reporterów nasłuchuje policyjnej transmisji radiowej. Dowiadując się o akcji, pędzą na miejsce zdarzenia. Kule świszczą w powietrzu! Sullivan podstępem wślizguje się do wnętrza budynku i ginie. W międzyczasie tajemniczy mistrz Voodoo imieniem Houngan (Julius Harris) wskrzesza Matta Cordella (Robert Z'Dar). Ten widzi strzelaninę w TV, po czym postanawia pomścić zamordowaną kobietę.

Jeśli wstępny opis historii zakrawa na banał, to niestety, całokształt jest jeszcze bardziej kuriozalny. Nie dziwota, skoro film zderzył się z produkcyjną ścianą. Pierwotnie historia miała opierać się o motywy kina blaxsploitation (z Afroamerykaninem w roli głównej). W związku z „rasowymi problemami” dotyczącymi rynku azjatyckiego, zostaje wymuszona zmiana protagonisty. Scenariusz traci sens. Nagle zabrakło czasu, stopniały fundusze. Reżyser William Lustig zrezygnował z dalszego kręcenia, kiedy usłyszał, że będzie musiał działać pro bono. W produkcji przewija się recyklingowany materiał w postaci scen z poprzednich dwóch części. Na domiar złego scenarzysta Larry Cohen zażądał dodatkowej gaży za podjęcie się zmian w scenariuszu.

Trzecia odsłona Maniac Copa jest kiepskim filmem. Otwierające dwadzieścia minut, to w gruncie rzeczy krótkie ujęcia Cordella przemykającego w ciemnościach. Obrazów akcji z morderczym policjantem jest garstka i w większości są niezbyt pomysłowe. Lwia część budżetu została przeznaczona na scenę z płonącym radiowozem, która akurat wypadła całkiem nieźle. Aczkolwiek w detalu widać, że samochód jedzie bez kierowcy. Ponownie na ekranie pojawia się onelinerowy strzelec wyborowy z poprzedniej odsłony, detektyw Sean McKinney (Robert Davi).

Film jest mało przyjemny w odbiorze. Paleta barw to raptem kilka kolorów o niskim nasyceniu. Spora część ujęć obejmuje pomieszczenia szpitalne, więc można sobie wyobrazić jakimi odcieniami „uwodzi” widza obraz. Absurd niektórych scen aż bije po oczach. Np. Jessup wypalający ze strzelby z mocą granatnika lub znikąd materializujący się mistrz Voodoo. Pomysł dotyczący tajemniczych tuneli jest niechlujnie zaimplementowany; zmarnowano potencjał. Udźwiękowienie bywa nawet znośne, jednakże są też takie momenty, w których ledwo słychać co aktor wybąkuje pod nosem.

Badge of Silence stara się nie spaść do rangi wydmuszki. Podejmuje się krytyki społeczeństwa, etyki pracy dziennikarskiej czy słabości amerykańskiego systemu prawnego lat dziewięćdziesiątych. Niestety, dialog z widzem jest kruchy. Raczej przypomina wytarte slogany niż rzetelny wgląd w stan rzeczy. Jedyny autentycznie paraliżujący cytat z filmu, to „Cop brutality sells”.Ogółem kształt produkcji przypomina bardziej miałki dreszczowiec niż horror jako taki.

Bądź co bądź kilka elementów skonstruowano solidnie. Robert Davi wypowiada kilka niezłych monologów. Wątek okultystyczny również jest niczego sobie. Kurze łapki, mistyczne proszki, sztylety… to wszystko buduje niezłą atmosferę. Ta zaś – jako jeden z niewielu pozytywnych aspektów filmu – potrafi przytrzymać widza pod ekranem.

Na marginesie, co to właściwie jest ta tytułowa odznaka milczenia?

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Komentarze do filmu 1
Quagmire 5

5/10 – Najsłabsza część. Temat wyraźnie się wypalił, twórcy w chwili niemocy musieli niestety trafić w TV na powtórkę Narzeczonej Frankensteina. Efektem tej mieszanki jest lekko pastiszowa fabuła w śmiertelnie poważnej konwencji. Śmiertelnie to zresztą dobre słowo bo nasz kochany, jeszcze bardziej szpetny Maniakalny Glina jak zwykle nie próżnuje. Film wypada lepiej niż można sądzić po opisie fabuły, ogląda się go bez większego uczucia żenady. Muszę przyznać, że dwójka była dużo bardziej efektowna, tutaj dorównuje jej pod tym względem jedynie końcowy pościg. Plusem są solidne jak na ten gatunek role Roberta Davi i Jackiego Earle’a Haleya.

Więcej informacji

Ogólne

Czy wiesz, że?

  • Ciekawostki
  • Wpadki
  • Pressbooki
  • Powiązane
  • Ścieżka dźwiękowa

Fabuła

Multimedia

Pozostałe

Proszę czekać…