Skrzydlate fatum —
Szkoda, że całość kończy się gestem Henry’ego polegającym na rzekomym ratowaniu żołnierskiego honoru Jerry’ego. Czyż nie lepiej by było, gdyby pokazać, że konflikt zbrojny to nade wszystko narzędzie zniszczenia, i to na wielu frontach?
przeczytaj recenzję
Sekcja rytmiczna —
Film Morano jest męczący i odpychający percepcyjnie, z uwagi nie tylko na krótkie, przerywane gwałtownymi cięciami, rozedrgane i silnie zsubiektywizowane ujęcia, ale także na zimną paletę barw, sztampowo przełamywaną przez skąpane w ciepłym świetle oraz miękko filtrowane retrospekcje.
przeczytaj recenzję
Mickey i niedźwiedź —
Debiutancki tytuł Annabelle Attanasio, córki scenarzysty Paula Attanasio, ogląda się tak, jakby był to jej któryś obraz z kolei. To znakomite i pewne siebie kino, subtelne i powściągliwe w nastrojach.
przeczytaj recenzję
Madam Satan —
Czy zdrada jest karygodnym występkiem, pyta reżyser, pozwalając swej bohaterce odkrywać winy współbiesiadników. Zakończenie jest ostatecznie regresywne, gdyż Angela i Bob wracają do siebie.
przeczytaj recenzję
Dziewczyna Millera —
Debiut reżyserski Jade Halley Bartlett ogląda się niczym wstęp do filmu pornograficznego, który na domiar złego aż zanadto fetyszyzuje odtwórczynię tytułowej roli.
przeczytaj recenzję
Dr Jekyll i pan Hyde —
Pierwszoosobowa perspektywa pozwala spojrzeć widzowi oczami i Jekylla, i Hyde’a, zupełnie tak, jakby reżyser chciał przekazać oglądaczowi, że w nim również drzemią dwie osobowości: ta przyzwoita i ta brzydka.
przeczytaj recenzję
Ludzie za kratami —
Literacki pierwowzór „Ludzi za kratami”, a więc popularną na Broadwayu sztukę Martina Flavina z 1929 roku, której niestraszny był nawet krach na giełdzie, kupił Harry Cohn, właściciel wytwórni Columbia Pictures, mający wówczas niewielkie zasoby, ale za to spore ambicje.
przeczytaj recenzję
Miłosna awantura —
„Miłosna awantura” to niebywale przyjemna i wesoła komedia, dość prosta u samych podstaw, ale jednak zapewniająca dobrą, nieco ponad półtoragodzinną rozrywkę, a przy tym – jak na erę przedkodeksową przystało – pieprzną zabawę.
przeczytaj recenzję
Szept nietoperza —
W „Szepcie nietoperza” istotnie czuć, że reżyser woli skupiać się na formie. Należy pamiętać, że nie dość, iż utwór powstał w nowatorskim formacie, to jeszcze w momencie, gdy nie tak łatwo było – z uwagi na ograniczenia sprzętowe – o spektakularne rozwiązania techniczne.
przeczytaj recenzję