Do świetności mu daleko, ale druga połówka sezonu była o niebo lepsza. Właśnie dzięki wykrystalizowaniu się głównego, ciekawego wątku, który jest poruszany niemal w każdym odcinku.
> Trophy o 2012-05-18 14:29 napisał:
> A za co wytoczyła proces, wiesz może?
Podobno Marc Cherry ją uderzył i ogólnie twierdzi, że praca na planie to było piekło (ciągłe wyzwiska, etc.). Zgłosiła swoje zastrzeżenia do producentów włodarzom stacji ABC. I w zamian uśmiercili jej postać. Taką wersję przedstawiła Nicolette Sheridan, przy okazji żądając 6 milionów dolarów zadośćuczynienia za poniesione straty, bo na tyle wyceniła swoje potencjalne występy w przyszłych sezonach.
Ciekawostki:
- nie zrobiła tego od razu po wyrzuceniu jej z serialu, tylko gdy serial stał się hitem na całym świecie (bodajże to były okolice piątego, szóstego sezonu);
- pierwsza sprawa została umorzona przez sędziego, bo ława przysięgłych nie mogła podjąć jednogłośnej decyzji; ale aktorka zapowiedziała ponowny proces.
> jacks o 2012-05-18 09:14 napisał:
> Hmm, po części się z Tobą zgodzę, ale osobiście nie trafiły do mnie te historie
> z przyszłości "desperatek"; niby pasowały do ich postaci, ale jak dla mnie były
> zbyt wyolbrzymione. Ponad to pominięto kilka kwestii, które również można było
> "zakończyć", m.in. przyszłość Susan, co z Porterem (do szpitala przyleciał tak,
> jakby miał zostać z Julie, albo chociaż z dzieckiem), przyszłość Renee… To tak
> na szybko mi wpadło do głowy.
> Z ciekawostek zauważyłem brak Edie podczas sceny żegnania się Susan z Wisteria
> Lane… No chyba, że była do siebie niepodobna :)
Edie nie mogła się pojawić, bo producentom serialu wytoczyła proces, żądając wielomilionowego odszkodowania, więc ona stała się persona non grata na planie serialu.
A co do przyszłości "desperatek"… oczywiście, że została ona wyolbrzymiona, ale jednocześnie jest ona prawdopodobna. W amerykańskiej polityce jeszcze częściej pojawiają się ludzie znikąd niż u nas. Gaby też sobie całkiem nieźle radziła, więc jej awans też nie może dziwić. Ale te migawki nie to miały na celu. Twórcy chcieli pokazać, że to już koniec ich przyjaźni, że każda z kobiet idzie własną drogą. Co do Portera, nie był główną postacią serialu, więc jego decyzja jest nieistotna. Tak samo Renee, która była tą piątą (po Edie, Katherine, itd.), więc jej przyszłość też nie ma większego znaczenia. Można się domyśleć, że szczęśliwie wiodła życie z Benem :D
> jacks o 2012-05-17 23:20 napisał:
> Co myślicie o finałowych odcinkach (konkretnie 2, które był połączone w całość)
> serialu? Jakieś obiekcje, zarzuty, pochwały? Czy ktoś będzie tęsknił za
> gospodyniami z Wisteria Lane?
Skończyło się bardzo fajnie i prawdziwie, czyli w stylu, do jakiego nas serial przyzwyczaił. Te rzuty na przyszłość desperatek były celnie skonstruowane. Obiecały sobie, że się ponownie spotkają, ale słowa nie dotrzymały. Ile razy nam przyszło coś takiego obiecywać? Ilu my przyjaciół zostawiliśmy po drodze w naszym życiu?
Serial zakończył się tak, jak oczekiwałem. Czyli pokazaniem niesamowitej siły bezgranicznej przyjaźni… i tego, że kiedyś się ona kończy… zostawiając nam "tylko" niezwykle ciepłe i wzruszające wspomnienia.
Był happy end, a jednocześnie był sad end. Jak to w życiu.
> Mnie osobiście zastanawia kwestia wprowadzenia się nowej dziewczyny, co
> pozostawia otwartą kwestię kontynuacji serialu z nową obsadą (jakiś spin-off
> pewnie).
Raczej spin-off zaskoczeniem by nie był. Producenci dla zarobku by to zrobili. Tym bardziej, że na horyzoncie brak dla "Desperatek" jakieś zamiennej alternatywy.
W innym rozumowaniu, scenę tę należy rozpatrywać jako zataczanie kołem: jedna historia się kończy, a druga zaczyna.
I teraz osobiste refleksje na temat serialu:
Emitowany był drugi sezon, gdy zacząłem przygodę z serialem. Początkowo myślałem, że to jakiś "babski" serialik, ale już pierwszy odcinek moje obawy rozwiał. Za drzwiami sąsiadów rozgrywały się tajemnicze sceny i dziwne intrygi.
Siłą serialu jest niezwykły klimat. Ta lekkość opowiadania nawet o trudnych tematach. Tematyka mimo że wychodziła poza ramy kulturowej obyczajowości (zdrady, zabójstwa, alkoholizm), to nigdy nie przekroczyła granic dobrego smaku. Nie ma innego serialu, który z takim wdziękiem operowałby sarkazmem i ironią. Pojawiały się łzy wzruszenia, pojawiały się łzy radości i śmiechu.
"Gotowe na wszystko" to zjawisko, które ogromny wpływ wywarło na aspekty obyczajowe, społeczne, polityczne i kulturowe Stanów Zjednoczonych (mam nadzieję, że Polski również).
:’(
Indeed.
Widać, że "Dark Shadows" odczuł dominację "Avengers", ale Burton za to nadrobi na świecie. Stracha musi mieć Universal, bo w ten weekend w USA pojawi się "Battleship", który na świecie zbiera przeciętne recenzje. Klapę mogą zaliczyć sporą.
> ferhin2 o 2012-05-15 00:24 napisał:
> i ? tylko po to założyłeś profil ?
Nie tylko tutaj:
http://www.stopklatka.pl/film/film.asp?fi=57816#670724
http://www.filmweb.pl/film/Q-2011-623286/discussion/Nieco+ponad+soft+porno+-+argumenty+i+pro%C5%9Bba+o+zmian%C4%99+gatunku,1923744
:D
http://fdb.pl/regulamin
"Serwis ma charakter informacyjny".
Tu się nie da oglądać filmów.
"Born To Be Wild" – super piosenka, ale przez pewien czas kojarzyła mi się z pewną, swego czasu często emitowaną w telewizji, reklamą. A te "Flames of Love" można często usłyszeć w polskiej wersji na weselach :D
The Cranberries – Zombie – coś mocniejszego. Pamiętam, jak wielkie wrażenie wywarł na mnie ten teledysk (i sama piosenka również) w dzieciństwie.
Największym minusem tego serialu są "aktorzy", zwłaszcza ten główny.
Proszę czekać…