Nie jestem pewien, ale "Prometeusz" to chyba film o najwyższym budżecie z kategorią "R". "Pasję" będzie trudno wyprzedzić, ale drugie miejsce na tej liście jest w realnym zasięgu.
Od FOX-a to oglądam "Glee" i to właśnie z sentymentu do pierwszego sezonu. Teraz każdy odcinek to powielanie omówionych wcześniej historii. "New Girl" na początku też mi się podobała, a potem coraz gorzej. The Finder najbardziej mi się podobał z nowości tej stacji. Prosty i przyjemny. Ale umieszczenie w piątkowej ramówce go zniszczyło :(
A twórcy "Touch" jeśli nie wyklarują jakiegoś dobrego wątku głównego, to też szybko znikną w przyszłym sezonie.
> Trophy o 2012-05-10 15:33 napisał:
> Ode mnie klasyk:
> Alphaville – Big In Japan = http://www.youtube.com/watch?v=2yUN1Ub5V6c
Aż zachciało mi się iść na jakąś potańcówkę :D
Gianta ostatnio słyszałem dosyć dawno temu. Nie jest to zespół, do którego często wracam, dlatego miło znów ich usłyszeć :)
Billy Joel – The Downeaster Alexa – przyznam, że z tytułu nie kojarzyłem, ale na początku lat 90. mój ojciec często tego słuchał, więc piosenkę dobrze kojarzę. Nuta pierwszej klasy. A "Where The Wild Roses Grow" to niezwykłe połączenie dżentelmeńskiego głosu Cave’a i zmysłowego Kylie Minogue.
A teraz kolej na U2 za czasów świetności: With or Without You.
Denerwują mnie obecne "hity" muzyczne na listach przebojów. Za bardzo elektryczne, a za mało klasycznych instrumentów, ciekawych tekstów i pięknych głosów. Dlatego pomóżcie mi przypomnieć dawne przeboje.
Zasada jest prosta: wrzucajcie po jednej piosence w jednym poście, aby dało się nadążyć. Przy okazji możecie skomentować piosenki wrzucone przez innych użytkowników i/lub swoją nutę. A ja zacznę od:
Nick Cave feat. Kylie Minogue – Where The Wild Roses Grow z 1995 roku
I scenariuszem zajmuje się jeden z najlepszych, współczesnych literatów, Cormac McCarthy. Brad Pitt, Bardem i Fassbender nie wybierają byle jakich ról.
Szkoda, że Angelina nie zagra. Fajnie by to wyglądało, jakby w filmie zagrały dwa popularne pary/małżeństwa: Pitt-Jolie oraz Bardem-Cruz. Sukces kasowy murowany :)
Filmy reklamowane pocztą pantoflową, czy "znajomy poleca znajomemu" zawsze mają dobrą oglądalność. A "Nietykalni" są właśnie takim filmem.
Według mojej opinii "Kick-Ass" to najlepsza produkcja z gatunku "superhero movies". Niby to pastisz, ale posiada to, czego inne filmy o superbohaterach nie mają, czyli dystans.
"Kick-Ass" był dla swojego gatunku tym, czym "Krzyk" swego czasu był dla horroru.
Ciekawe jest też, jak bardzo w Stanach pogrom Avengers odczuje Battleship.
Proszę czekać…