Subtelny – Fabuła prowadzona w sposób delikatny, połączona z retrospekcjami.
Dosyć długo czekałam na niego i nie czuję się zawiedziona. Głęboki scenariusz, bardzo dobra gra aktorska, świetnie dobrani aktorzy.
Ewan w roli osamotnionego mężczyzny sprawdził się znakomicie. Jego partnerka ekranowa także. Ojciec, który ujawnia swoją orientację synowi jest ukazany w ciekawym i przyjaznym świetle.
O samotności, próbie odnalezienia szczęścia, śmierci oraz tak jak tytuł wskazuje, o początkach.
Warto obejrzeć. Osobiście nie spodziewałam się aż takiego dramatu, ale to nawet na dobre wyszło.
Jakby to kogoś interesowało, to film nie zawiera żadnych "obrzydliwych" scen.
Piękny odcinek.
Szczególną sympatią darzę moment, w którym David przemywa ciało Nate’a, i mówi matce, że on też go stracił. Albo jak Maya pyta się gdzie jest jej tatuś. Przemowa Rico na pogrzebie bardzo dobrze dopasowana do Nate’a.
A sam pogrzeb. Coś niesamowitego. Głęboki i poruszający wiersz – "Our death is our wedding with eternity." Pamiętam, że ten cytat utknął mi w pamięci na długo.
Uwielbiam moment, w którym Claire jeździ z Tedem samochodem, aby oderwać się na chwilę. To takie proste, ale przepiękne. Żeby mieć kogoś z kim można tak po prostu pojeździć, bez konkretnego celu.
Mam wrażenie, że co poniektórzy zbyt poważnie traktują media.
Ta, przecież ewidentnie słychać co koleś przy telefonie mówi do Paula na samym końcu filmu. Kto uważnie oglądał, to wie.
PS. Może by tak usunąć ten temat? Albo przynajmniej zmienić tytuł wypowiedzi, ponieważ (o ironio!) użytkownik jednocześnie rzuca spoiler w pytaniu retorycznym i dopiero na końcu informuje o nim. Fajnie jakby na forum był porządny moderator.
Nie można się nie zgodzić.
Najlepsze momenty z odcinka:
- projekcja Davida w kościele, po czym powiedział, że to zgaga.
- mini-debata George’a i Anity w kuchni o historii.
- Claire zwierzająca się Davidowi o nowych doświadczeniach.
- no i jak powiedział Beznickowy, ta wisienka na torcie, czyli rodzina oglądająca "Simpsonów".
Ja tam dałam zarówno "Gran Torino", jak i "Za wszelką cenę" po dyszce, ponieważ bez wątpienia zasługują.
"God have mercy! God have mercy!" :D
To było wtedy, kiedy Nate wziął ecstasy. Genialna scena jak tłumaczył Brendzie i Davidowi jak się czuje – "it’s all about flowing".
Mi też się bardzo podobał, głównie przez bohaterów, każdy indywidualnie jest niesamowity. Na pewno nie można powiedzieć, że serial jest głupi, wręcz przeciwnie, bardzo inteligentny.
Beznickowy, na którym jesteś odcinku, czy już obejrzałeś całość?
Uwielbiam wracać do tego odcinka. Za to nie cierpię tego poprzedniego "That’s My Dog". Jedyny odcinek, który często omijam.
W "Terror Starts At Home" najlepsza jest scena następująca po tej ze zwierzeniem Davida, kiedy Nate staje u boku brata i okazuje mu wsparcie. I oczywiście kolacja (jak wszystkie Fisherów) – neti pot. :)
Najlepszy serial na ziemi, co nie? :)
Proszę czekać…