RECENZJA: Dusigrosz 0
Fred Cavayé tworzy molierowską komedię, skupiając fabułę filmu na antypatycznym bohaterze, stanowiącym archetyp pewnej ludzkiej cechy, postawy. Wybór po raz kolejny pada na skąpca. Niestety, francuska komedia, choć momentami faktycznie zabawna, oparta zostaje na jednym, powielającym się motywie tytułowego dusigrosza, co szybko staje się monotonne i wtórne. Z drugiej strony molierowska esencja sięga tutaj zenitu, a uwypuklone skąpstwo zestawione zostaje z realnymi problemami rodzinnymi – wszystko na drodze ku umoralniającej puencie.
Tytuł mówi dużo o zawartości produkcji – w zasadzie charakteryzuje ją kompletny kontent. François Gautier (Dany Boon) jest skąpy, podobnie jak scenarzyści filmu – ten pierwszy nie lubi, ba! chorobliwie nienawidzi wydawać pieniędzy, ci drudzy nie mają w zanadrzu zbyt wielu pomysłów na humorystyczne gagi, a na pewno nie dzielą się nimi z odbiorcą. Tło fabularne wyrasta na fundamencie konfrontacji mężczyzny z córką (Noémie Schmidt), o istnieniu której François nie miał bladego pojęcia. Ona ma go za wrażliwca, zbierającego fundusze, by sfinansować sierocińce dla biednych dzieci w Meksyku (stereotypów ciąg dalszy), on w pełni akceptuje swój fikcyjny wizerunek. Oczywiście, jak na klasyczny, komediowy schemat przystało, wszystko dąży do nieuchronnej katastrofy związanej ze zrzuceniem wcześniejszych masek.
Najnowsza komedia z Francji stanowi oklepaną historię relacji dzieci z rodzicami, naturalnie zaburzoną i dysfunkcyjną, przywracając w finałowej sekwencji pożądany spokój i harmonię. Przesłodzony motyw rodzinnej miłości działa na płaszczyźnie fabuły tylko wybiórczo, w miejscach, w których scenarzystom pasowało to do toku przyczonowo – skutkowego. Gdzie indziej rodzinne interakcje ograniczają się do suchych gagów, wskazując na brak zażyłych więzi między pokoleniem starszym a młodszym.
Jednak Dusigroszowi nie można odmówić lekkości, a dodatkowej swobody nadaje mu slapstickowa kreacja Dany'ego Boona. Komik stał się już jednym z najbardziej rozpoznawalnych europejskich aktorów komediowych i bardzo dobrze, bowiem charakterystyczna mimika oraz zabawna, nadekspresywna nieporadność wyróżnia go na tle kinowych rozweselaczy. Amplua wypracowane w produkcji Czyja to kochanka? i rozwijane na przestrzeni późniejszego Asterixa i Obelixa oraz Bazyla przyniosły mu zasłużoną łatkę drugiego Charliego Chaplina – aktora komediowego o smutnych oczach, skrywających wewnętrzny, bliżej nieokreślony ból. Nic zatem dziwnego, że postać Françoisa zbudowano na niecodziennym kontraście – mężczyzna z zawodu jest muzykiem (stereotypo kojarzonego z człowiekiem wrażliwym), lecz jego postawa życiowa przeradza skrajnie apatyczne nastawienie względem otaczającej go rzeczywistości; to jedyna demitologizacja w produkcji o celowo wyolbrzymionych kliszach, ale za to jakże celna!
Bawi, czasem nawet wzrusza, jest bezpretensjonalna, ale też nijaka… Dusigrosz wyleci z Waszych wspomnień szybciej, niż naciśniecie klamkę drzwi wyjściowych kina. Molier we współczesnej aranżacji nie działa już tak dobrze, jak kiedyś.
Moja ocena: 5/10
Komentarze 0