Recenzja: To

Najlepsze horrory to te, w których głównym źródłem strachu jest długo pewna niewiadoma, bo każdy z nas może mieć inne lęki, a większość z nich w życiu codziennym jest utajona, schowana do kieszeni. Jednak wyskakują czasami z tego pudełka, jak klaun z pozytywki! To opowiada w sposób straszny, imponująco uzbrojony w wyobraźnię, o strachu. Na dodatek jeszcze ma ambicje nie tylko zrobić „buuuu”, a opowiedzieć w konwencji niby filmu o wakacyjnej przygodzie bandy dzieciaków, rzecz bardzo kontrastową do tych, które spotykamy w takiej aranżacji zazwyczaj. Cudownie pogrywa sobie z konwencjami i przyzwyczajeniami widza w kinie.

Opisanie fabuły może już spłycić fantazję tego filmu. Jest grupa przyjaciół nastolatków, którzy właśnie zaczynają wakacje. Należą do tych „fajerów” i niespecjalnie próbują z tym walczyć. Jednak po tym, z czym się mają zmierzyć, powinni zostać bohaterami. Po drodze napotkają jeszcze kilku mających kwalifikacje, by do ich ferajny należeć. Nie jest sielankowo od początku, czy niewinnie, oj nie. W film wchodzimy wraz z Billem, którego brat poprzez tajemniczą istotę ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Jednak potem mija czas i nasza ferajna planuje, gdzie by się tu wybrać. Bill nie pogodził się z niewyjaśnionym zaginięciem brata, a w mieście pojawiają się kolejne ogłoszenia o poszukiwanych dzieciach. Na drodze naszych chłopców pojawia się Ben, który opowiada o tym, że Derry to po prostu przeklęte miasto. Nie ma specjalnie przyjaciół, to dokładnie zbadał ten temat przesiadując w bibliotece. Zaczyna należeć do grupy. Każdy z chłopaków konfrontuje się w podobnym czasie ze swoim lękiem, który przybiera monstrualną i ekstremalną formę, jakby karmił się ich strachem. Bill chce nieustannie odnaleźć brata, więc tajemnicze „to” wie gdzie uderzyć i próbuje go zwieść przybierając postać zaginionego. Richie, cudowny komediant, w którym zakochujemy się od pierwszego żartu, boi się klaunów, tu akurat problemu „to” mieć nie będzie, Mike ma straszne wspomnienia z dzieciństwa, kiedy spłonęli jego rodzice, więc "to" podsuwa mu tę scenę. Eddie jest trzymany przez mamę pod kloszem i musi brać swoje lekarstwa o odpowiednich porach, na wszystko i w każdym miejscu widzi zarazki, więc jego „to” dręczy trędowatym starcem, a Stanley natomiast boi się obrazu, który często mija, więc potwór terroryzuje go twarzą kobiety z niego. Jest jeszcze Beverly, która jest silną i odważną dziewczyną i domyślamy się, że wiele złego doświadczyła. Ta nie boi się niczego, w związku z czym nie karmi tytułowego „tego”.

Ten horror w doskonały i bardzo nietendencyjny sposób tworzy coś o wiele więcej, niż horror. W stylu Stranger Things, pokazuje grupę dzieciaków, którzy będą musieli stawić czoła rzeczom strasznym. Nie są one przerażające wyłącznie na poziomie percepcji dziecka, a każdego – to po prostu refleksja o strachu i pokonywaniu jego. Lęk to iluzja, a horrory zazwyczaj walczą by sprzedać nam właśnie odwrotną teorię, bo tylko uwiarygodniając usilnie sytuacje, wierzą, że zdobędą naszą uwagę i zachwyt. Tutaj mówi się odwrotnie, a boi bardziej, bo udowadnia, że strach towarzyszy każdemu, a najgorszy jest w nim brak konkretnego wyglądu. Na dodatek film nie idzie na skróty w tym gatunku – potwory nie są pod łóżkiem, nikt nie schodzi bez sensu do piwnicy ani nie ogląda się za siebie w złym momencie. Bardzo mocno fikcja tutaj komunikuje się z rzeczywistością, przez co jednak film osiąga znamiona wcześniej opisanego przeze mnie, uwiarygodnienia, ale w inteligentny i integralny z fabułą sposób, a nie wywierając nacisk. To miały być przecież wakacje chłopców, które okazują się nie być zupełnie dla dzieci, ale jednak są przygodą – to fantastyczne zagranie.

Dzięki temu też dostajemy historię o przyjaźni, lojalności, nieckliwą, a bardzo przewrotną, bo dzieciaki tu obecnie zachowują się mądrzej od 99% postaci dorosłych z horrorów. To kino przygody, przerażającej, ale jednak przygodowe. Prócz polemiki i żonglerki konwencjami filmowymi, wprowadzając wiele elementów komediowych, ten film przewrotnie również wybiera za „to” klauna – Pennywise. Tego, który przecież docelowo pojawia się na imprezach i rozbawia dzieci. Tutaj na pewno serwuje im niezapomniane doświadczenia, ale raczej w innym, niż na garden party, znaczeniu tego słowa. To też kawał kina fantasy, ekscentryczny, na naprawdę nieposkromionym poziomie wizualnym.

To jest tylko proste w nazwie. To bardzo dynamiczne, mądre, zabawne, bystre, wielopoziomowe i przede wszystkim straszne i strasznie zachwycające kino. Balonik nie pękł, powietrze z filmu nie uchodzi do końca. To, to jest TO!

8/10