RECENZJA: BOTOKS

Botoks to sztuczna substancja, która jest stosowana by poprawić coś na zewnątrz i dotyczy powierzchowności – to medycyna estetyczna. Dlatego tytuł Botoks jest doskonały dla nowego filmu Patryka Vegi – ostatnio pretendującego do najbardziej popisującego się, cwanego i płytkiego reżysera w polskim kinie. Słowo „doskonały” więcej nie padnie w tej recenzji. Jednak jakby miałby być to tekst paralelny do uwagi i koncentracji jaką obdarował narrację i scenariusz reżyser, to właściwie kilka przekleństw by wystarczyło. Botoks to kino bolesne – ale nie z tego powodu którego mogło być – czyli rock and rollowego reportażysty, który konfrontuje nas z trudną rzeczywistością i zagląda zza kulisy medycyny. Ten film sprawia ból tylko dlatego, bo autor tak jest uzależniony od efekciarstwa i bodźców, że finalnie uatrakcyjnia prawdę, obrażając inteligencje widza oraz wyzyskując cudze emocje.

Historia, a właściwie rozsypane puzzle w formie poszatkowanych scen, anegdot, skeczy, nazwijmy to jak chcemy, tylko nie opowiadaniem, dotyczy generalnie służby zdrowia i tego co dzieje się na salach operacyjnych, na papierosach, w gabinetach, po zmianach, kiedy nikt nie patrzy. Taka przynajmniej jest intencja. Rozebrać do naga polską służbę zdrowia i pokazać jaka jest chora, na przykładzie historii czterech kobiet, których drogi się splatają, udowodnić jaka mitomania jest uprawiania w naszym państwie każdego dnia. Tylko to ciało nie jest nam jakieś straszliwe obce – bo reżyser nie zobowiązuje nas przez własny dystans do obrazu, a i dlatego że na podstawie kilku newsów z gazety wiemy już to wszystko. Na dodatek ta mitomania akurat brzmi zabawnie, gdyż Patryk Vega sam wpisuje się w ten trend bajkopisarstwa swoim filmem.

Budowa tego filmu bazuje na gagach, żartach, bez ciągłości, bez puenty, tylko po to by zrobić show! Żarty niestety nie niosą żadnej dodatkowej treści i są inspirowane kabaretami, co jest jeszcze gorsze, tymi współczesnymi. Jeżeli pojawiają się prawdziwe wymiany zdań, a nie brylowanie ciętym językiem, są odczuwane jak wkładane bohaterom w usta, nie uwiarygodniają scenariusza, a ten jest pełen luk i absurdów. Jeżeli takowy w ogóle powstał naprawdę.

Botoks ma ogromny potencjał, bo jest o czym opowiadać, temat jest naprawdę potężny. Ciężkie grzechy i bezduszność firm farmaceutycznych, lekarze podpisujący z nimi pakty, pieniądze jako główna wartość w świecie, gdzie żaden lekarz nie pamięta przysięgi, którą składał, miejsce kobiet w świecie zawodowym, klasowość – no Polska jest źródłem inspiracji jeżeli chcemy dokonywać demistyfikacji i dekonstrukcji. Tylko, że Patryk Vega decyduje się nie na ostrą wymianę zdań, a na ostry filtr rzeczywistości i chce być prawdziwszy od prawdy – oszukuje i nabiera publiczność jak szefowie firm farmaceutycznych swoich klientów.

Botoks to film, który chodzi dumny z siebie jak paw, a pawia raczej chce się puścić podczas wielu scen, ponieważ są tak źle zmontowane i napisane. Nie ma pomysłu, jest banalnie, przewidywalne, a nie czołgająco. Tak źle napisane sceny można długo wymieniać, aż właściwie opowie się cały film.

Widać też, jak płytko traktuje udając penetrację, te tematy, sam reżyser. Robi z możliwości pola do dyskusji, jarmark i dyskotekę, nie interesują go bohaterowie ani historie, tylko ile można nimi kuglować. Przepełnione scenami, a raczej tanimi błyskotkami, pustkowie treści. To intencjonalna produkcja, strategiczna, wyliczona na prostackie opowiastki, które są zrobione z… tutaj warto posłużyć się cytatem szefowej jednego z koncernów… „a ch** wie”.

Patryk Vega gra znowu ten sam przebój, bo ludzie do niego tańczą, ale nikt tutaj nie tworzy filmu, tylko go udaje. Trywializuje treści, nieskażone żadną myślą. Botoks to w zasadzie toksyna. Idąc żargonem medycznym – to kino szkodzi zdrowiu.

2/10