Recenzja: Droga Aszera

Droga Aszera to nie jest proste kino drogi, a bardzo skomplikowana próba walki z napierającą rzeczywistością i wymaganiami środowiska oraz standardami społecznymi, wśród których żyjemy. Trudny film, wyboista droga i marzenie o Stowarzyszeniu Umarłych Poetów w warunkach robotniczej klasy średniej w Izraelu.

Bohaterem jest Asher, który przygotowuje się do matury w klasie traktowanej marginalnie przez dyrektorów i nauczycieli, gdyż są to trudni uczniowie – niektórzy nie potrafią nawet czytać, są awanturniczy – powiedziałoby wielu, że to po prostu trudna młodzież. Jedynym nauczycielem, który nie działa na automacie i ma entuzjazm oraz czuje sprężenie zwrotne, nie umniejsza im, jest Rami. To on jako jedyny nawiązuje z nimi relację, która pozwala pohamować ich charaktery, przekierować na coś korzystnego, a nawet wzbudzić u klasy szacunek. Asher pod wpływem jego obecności, jednak nie mówiąc tego na głos, nie uważa że jest z góry skazany na zajmowanie się pracą na rusztowaniach – fizyczną, jak jego ojciec prowadzący firmę. Oczywiście jego myślenie jest zupełnie abstrakcyjne wobec otaczającego go świata. Tutaj nie ma miejsca na literaturę i filozofię, bo jak jest ona przydatna przy potrzebie przetrwania.

Matan Yair, reżyser, doskonale wyważa proporcje, dzięki czemu nie powstaje proste dzieło krzepiące, o raku na bezrybiu. Nie ma tutaj zjawiskowej, hucznej przemiany wewnętrznej bohatera, który wcześniej używał rąk do okradania staruszek, czy bicia, a teraz w zapale przewraca strony książek. To delikatna, ale konkretnie opowiedziana historia, która nie pokazuje czarodziejskiej siły nauk humanistycznych. To powolne otwieranie się na inne rzeczy Ashera, który okazuje się być ogromnie zdolnym chłopakiem. Mimo wielu scen powtarzających tę tezę i chwilami sprawiającymi, że film zastyga, jednak powstaje kino charyzmatyczne i bardzo impulsywne – paralelnie do charakteru bohatera.

To nie jest tylko film, który swoją wymową i narracją chce stworzyć undergundową wersję Buntownika z wyboru, ale pokazuje jak można utknąć w środowisku, którego mur jest za wysoki, niemożliwy do przeskoczenia. Ta historia ma szerszy wymiar, pokazuje też determinizm miejsca i jak ciężko się z tego wyrwać, bez melodramatycznego wycia.

Droga Aszera to kino inteligentne, rozprawiające o tym, jaką siłę ma literatura, bez prostego rebusu, ale też zatopione poważnie w świecie, o którym opowiada. Film też pokazuje, może nierewolucyjnie, ale śmiało i wybitnie realistycznie jakie są konsekwencje niemieszczenia się na stworzonych przez ludzi pułeczkach i jak walka z tym jest z góry przegrana.

Ocena: 7/10