RECENZJA DVD: Riko prawie bocian

Jak naśladować, to najlepszych. Riko prawie bocian doskonale łączy w sobie esencję baśni Hansa Christiana Andersena (z dużym naciskiem na „Brzydkie kaczątko”) z dynamiczną konwencją animacji Disneya. Film bawi i uczy – z miejsca skradnie serca Waszych pociech.

Riko prawie bocian stanowi znakomitą animację o poszukiwaniu własnej tożsamości i dążeniu do realizacji marzeń. Dynamiczne i absorbujące kino drogi prowadzi z Belgii do Afryki – w ten sposób widz może zaznajomić się z zabawnymi kliszami, obrazującymi stereotypowy wizerunek mieszkańców poszczególnych państw (m.in. Włochy – mafia). Całość przedstawiona zostaje z odpowiednim dystansem i infantylną – choć przemyślaną – swobodą.

Schematy nie drażnią – raczej wywołają Wasz uśmiech. Podobnie zresztą jak każdy aspekt europejsko-afrykańskiej odysei małego Riko.

Wróbelek-Elemelek, na którym skupia się fabuła produkcji to ptak do rany przyłóż – odważny, za wszelką cenę pragnący zrealizować swoje marzenie. Niestety, niczym Tarzan, przygarnięty został przez obcy gatunek (w tym wypadku bociany). Olbrzymie ptaki nie pozwalają mu udać się w podróż na obcy kontynent, gdyż uważają, że jest za słaby. Najbardziej antagonistycznie do pomysłu nastawiony jest przywódca stada, a zarazem przyrodni ojciec wróbla. Riko przewróci cały ptasi świat do góry nogami, by sprostać zadaniu. Samotnie ruszy w niebezpieczną wyprawę, poznając przy tym nowe gatunki niezwykle ekscentrycznych zwierzaków.

W podróży towarzyszyć mu będzie szalona sowa Olga (odpowiednik Dory z Gdzie jest Nemo?) oraz narcystyczna papuga Kiki (pewien dyskurs płciowy zwierzęcia może przypaść do gustu środowiskom LGBTQ). Dzięki tej paraboli Wasi milusińscy otrzymają mądrą lekcję życia społecznego – każdy człowiek w pewien sposób jest dziwakiem, nie należy go jednak od razu przekreślać.

A skoro o dziwactwie mowa… Niczym w „Brzydkim kaczątku”, poszczególne gatunki ptaków cechują specyficzne normy, o wiele bardziej karykaturalne, niż w przypadku słynnej baśni. Gołębie-nerdy i sępy ptako-jady to tylko kilka przystanków na drodze dzielnego Riko. Dzięki wielu wyróżniającym się bohaterom, animacja ani na moment nie popada w fabularną monotonię, a dodatkowo wzbogacają ją walory humorystyczne.

Projekt powstawał w aż pięciu krajach (Belgia, Luksemburg, USA, Norwegia, Niemcy). Szkoda zatem, że w warstwie technicznej animacja cechuje się bardzo prostą szatą graficzną, często opartą na topornych figurach geometrycznych. Na szczęście to jedyna poważna wada, której można doszukać się w Riko prawie bocian.

Film przedstawia prostą historię opowiedzianą w łatwy, absorbujący i przystępny sposób – tym samym trafiającą do serc i umysłów najmłodszych, dodatkowo uczącą akceptacji na tle rasowym i seksualnym oraz motywującą do realizacji marzeń. Co z tego, że Riko brzmi trochę jak Rio (a sam film opowiada o świecie ptaków) – co z tego, że fabuła wpada w każdy schemat produkcji Disneya i Pixara. Ptasi móżdżek ma ten, kto nie wyniesie z filmu lekcji dla siebie.

Moja ocena: 6/10

Riko prawie bocian, dystrybuowany przez Kino Świat, doczekał się klasycznej, jednopłytowej edycji DVD, na której poza filmem znaleźć można jedynie zwiastuny kilku kolejnych produkcji skierowanych w stronę młodszej części widowni. Jedyną opcją językową jest polski dubbing – na szczęście wyróżnia się on przyjemnym profesjonalizmem. Usłyszymy m.in. głos Mirosława Zbrojewicza i Magdaleny Boczarskiej.


Kornel Nocoń
Filmoznawca. Fan kina niekonwencjonalnego, oderwanego od ogólnie obowiązujących schematów. Mimo to ogląda wszystko, co tylko wpadnie mu w ręce – począwszy od produkcji klasy B, skończywszy na nowofalowych naleciałościach każdego z europejskich krajów. Redaktor na FDB.pl. Założyciel i redaktor naczelny na portalu 35mm.pl.