"Milczenie owiec" w wykonaniu Rose, czyli Charlie przetrzymywany przez nią przez kilka lat w jakimś dole. "Nie mogę się doczekać, kiedy to wszystko się skończy" – Kutcher, łączę się z tobą w bólu.
"Niezręczna sytuacja: będę jadł śniadanie z moją obecną kochanką, moją byłą kochanką i moim mężem" – może kilkadziesiąt odcinków temu by mnie to śmieszyło, a teraz…
Jak Walden może być tak głupi, że wpada w relację z pracownicą socjalną, żeby wyjść na tym jak Fiflak? W dodatku okazało się, że to wariatka rodem z filmów Hitchcocka. I znowu Michael Buble. Czy ten biedny facet przegrał jakiś zakład i za karę musi grać w "Dwóch i pół"?
Teksty Louisa w ogóle nie są śmieszne. Lyndsey i Alan znowu razem. Bardzo mocno czuć, że to już koniec serialu i scenarzyści mają w pompie, żeby go jakoś sensownie zakończyć.
Romansu Alana i pracownicy socjalnej ciąg dalszy. Szokujące, jak się tak patrzy na Fiflaka. Na mały plus spotkanie Waldena z ojcami z grupy wsparcia. Jak Alan wbił na ich imprezkę, to przypomniała mi się grupa wsparcia Charliego z Seanem Pennem.
Walden i Alan zdemaskowani? Zero zdziwienia. Babka od adopcji z Fiflakiem? Czy można być bardziej zdesperowaną? Swoją drogą dobrze, że pozwoliła zostać Louisowi z Waldenem i Alanem.
Znowu Herb. Znowu Lyndsey. Lyndsey znowu nie pije. Herb znowu leci na Lyndsey. Alan znowu jak pies ogrodnika. Tylko czekałam, kiedy Lyndsey znowu się upije. Na szczęście obyło się bez tego.
Trzech króli wolę z "Żywotu Briana". Pierwszy świąteczny odcinek, który mi się średnio podobał. I dlaczego Walden, który jest milionerem SAM skręca rowerek, zamiast kupić już gotowy?
Nudy z Louisem ciąg dalszy. Waldenowi tak bardzo "zależy" na adoptowanym synku, że demaskuje się przed pierwszą lepszą babką w pięć sekund… To już Alan udający bohaterkę "Seksu w wielkim mieście" lepiej wypadł.
Louis miał zastąpić w serialu Jake’a, ale niestety nie udało się. Angus T. Jones jako mały Jake był zabawny, ten drugi chłopczyk nie ma w sobie tego uroku.
Proszę czekać…