Wizualnie bardzo fajnie, ale niestety to nie jest film z tych najlepszych w dorobku Gilliama. Było za dużo momentów, które wynudziły mnie jak cholera. BTW Bawarska kaszanka z kiszoną kapustą – fuj.
"Kto staje się potworem, zrzuca z siebie ciężar bycia człowiekiem." – Aktorsko nie mam się do czego przyczepić, ale psychodelia w reżyserii Gilliama to nie moja bajka. Wolę "Tam wędrują bizony".
Bardziej dramat o przemijaniu, radzeniu sobie z samotnością niż horror. Piękna Susan Sarandon, dobra Catherine Denevue, za mało Davida. Ogólnie fajny styl.
Okropne zakończenie jednego z moich ulubionych komediowych seriali (do sezonu, w którym pojawił się Kutcher). Jakim cudem twórcy namówili Schwarzeneggera i Slatera, żeby zagrali w tym szajsie?
"Milczenie owiec" w wykonaniu Rose, czyli Charlie przetrzymywany przez nią przez kilka lat w jakimś dole. "Nie mogę się doczekać, kiedy to wszystko się skończy" – Kutcher, łączę się z tobą w bólu.
"Niezręczna sytuacja: będę jadł śniadanie z moją obecną kochanką, moją byłą kochanką i moim mężem" – może kilkadziesiąt odcinków temu by mnie to śmieszyło, a teraz…
Jak Walden może być tak głupi, że wpada w relację z pracownicą socjalną, żeby wyjść na tym jak Fiflak? W dodatku okazało się, że to wariatka rodem z filmów Hitchcocka. I znowu Michael Buble. Czy ten biedny facet przegrał jakiś zakład i za karę musi grać w "Dwóch i pół"?
Teksty Louisa w ogóle nie są śmieszne. Lyndsey i Alan znowu razem. Bardzo mocno czuć, że to już koniec serialu i scenarzyści mają w pompie, żeby go jakoś sensownie zakończyć.
Romansu Alana i pracownicy socjalnej ciąg dalszy. Szokujące, jak się tak patrzy na Fiflaka. Na mały plus spotkanie Waldena z ojcami z grupy wsparcia. Jak Alan wbił na ich imprezkę, to przypomniała mi się grupa wsparcia Charliego z Seanem Pennem.
Walden i Alan zdemaskowani? Zero zdziwienia. Babka od adopcji z Fiflakiem? Czy można być bardziej zdesperowaną? Swoją drogą dobrze, że pozwoliła zostać Louisowi z Waldenem i Alanem.
Proszę czekać…