Prequel filmu Death Race: Wyścig śmierci, z którego dowiadujemy się jak powstały mordercze wyścigi i jak narodził się legendarny kierowca Frankenstein. Carl Lucas (Luke Goss) po nieudanym napadzie na bank zleconym przez mafijnego bossa (Sean Bean) trafia do więzienia o maksymalnym rygorze, którym zarządza wielka prywatna korporacja. Tam zostaje zmuszony do walk więźniów transmitowanych na żywo w telewizji. Jednak szef korporacji, Weyland (Ving Rhames) nie jest zadowolony z zysków jakie przynoszą śmiertelne pojedynki, dlatego wspólnie ze swoją współpracownicą tworzą na terenie więzienia tak zwany Death Race. Santanico
[8/10] Dobra kontynuacja – Sięgając po ten film nie byłem do niego pozytywnie nastawiony. Brak Stathama, nieznany mi reżyser, produkcja, której nie można zobaczyć w kinie.
Na szczęście film mnie zaskoczył – i to w dobrym tego słowa znaczeniu. Akcji jest niemało, a Luke Goss godnie zastąpił Jasona Stathama. Nieco gorszy od jedynki, mimo wszystko zapewni nam 100 minut dobrej zabawy [pod warunkiem, że nie będziemy wymagać genialnej fabuły].
Pozostałe
No i obejrzałem po raz drugi i obniżam od razu ocenę na cztery. Jedynce obniżyłem na sześć. Słabo generalnie. Luke Goss jest po prostu słabym aktorem i do tego zupełnie nie pasuje do tej roli.