Sam Childers wychodzi z więzienia tylko po to by wpaść w dawne towarzystwo i nałogi. Gdy jest już na dnie rodzina zabiera go do kościoła, gdzie Sam odnajduje Boga. Odtąd jego życie się zmienia, a uczciwa praca zaczyna przynosić pieniądze. Żyjąc w dostatku Sam zaczyna budować kościół i wyjeżdża do Sudanu by pomagać w ogarniętym wojną kraju. Nowa misja zaczyna go wciągać ale okropieństwa wojny odciskają na nim swoje piętno. Asmodeusz
Społecznika??? LOL!! Ty chyba nawet nie zrozumiałeś tego filmu, a wystawiasz mu jeszcze ocenę… Żałosne…
Film doskonały, choć na pewno można by go nakręcić ciut lepiej, ale opowiedziania w nim historia poruszająca, a Butler w swej roli świetny! Z filmu biją emocje i silny przekaz. Mocne 8/10!
Bez stylu – Marc Forster zawsze potrafił nadać swoim filmom własny styl, ubrać w odpowiednią formę. W "Kaznodziei z karabinem" właśnie tego zabrakło najbardziej. Odnoszę wrażenie, że Forster kompletnie nie wiedział w jaki sposób przedstawić historię Sama Childersa. Można to było zrobić na dwa sposoby: w formie groteski (w stylu Tarantino), albo na poważnie. A wyszła jakaś niezgrana mieszanka. Gerard Butler (jak to on) z dużym dystansem wciela się w graną przez siebie postać i tutaj aż do czasu wylotu do Afryki jawi się jako postać groteskowa, której zachowanie budzi zarówno szacunek, jak i śmiech. Wczułem się w ten klimat i czekałem, aż zacznie się jakaś sieczka (jak choćby w "Maczecie" Rodrigueza), a tu pojawił się poważny temat, który ma nieść przesłanie.
Poza brakiem klimatu, film posiada dosyć słaby scenariusz, który powierzchownie potraktował portret psychologiczny Sama, zwłaszcza jego wewnętrzne "przemiany". Szkoda, bo ten film mógł nieźle bawić, albo nieźle uduchawiać; a tak – nudzi.
4/10
Pozostałe
Historia społecznika – piękna – film słabiutki. Żle to przedstawili. Sam film jest słabiutki i nudny. Rozczarowanie.
5/10