• 1913-11-05
  • Dardżyling, Bengal Zachodni, Indie Brytyjskie
Vivien Leigh (właściwie Vivian Mary Hartley) urodziła się 5 listopada 1913 roku w Dardżyling (Indie Brytyjskie). Jej ojcem był Ernest Richard Hartley, Brytyjczyk urodzony w Yorkshire, który pracował w Indiach jako makler giełdowy oraz oficer indyjskiej kawalerii. Matka Vivien - Mary Frances (z domu Yackje) - była gorliwą katoliczką o irlandzkich korzeniach. To ona zaszczepiła w córce miłość do literatury (m.in. Andersena, Carrolla i Kiplinga) oraz mitologii. Vivien pierwsze lata życia spędziła w Indiach, gdzie jako jedynaczka cieszyła się uprzywilejowaną pozycją. Już w wieku trzech lat zadebiutowała na scenie, recytując wiersz w amatorskiej grupie teatralnej swojej matki. W 1917 roku rodzina przeniosła się do Bangalore, a następnie Vivian i jej matka zamieszkały w Utakamandzie. W wieku zaledwie sześciu i pół roku została wysłana przez matkę do szkoły z internatem przy klasztorze pod Londynem. To tam poznała przyszłą aktorkę Maureen O'Sullivan, której jako pierwszej wyznała pragnienie zostania wielką aktorką. Przez kolejne cztery lata podróżowała z rodzicami po kontynencie, ucząc się w szkołach w Dinard i Biarritz (Francja), San Remo (Włochy) oraz Paryżu. Dzięki temu biegle opanowała język francuski i włoski. Po powrocie do Wielkiej Brytanii ojciec zapisał ją do prestiżowej Królewskiej Akademii Sztuki Dramatycznej (RADA) w Londynie, gdzie rozpoczęła profesjonalne kształcenie aktorskie. W 1932 roku, mając zaledwie 19 lat, przerwała na krótko naukę, by wyjść za mąż za adwokata Herberta Leigh Holmana, od którego nazwiska utworzyła swój późniejszy pseudonim artystyczny. Kariera teatralna zawsze była dla Vivien Leigh ważniejsza niż filmowa. Choć świat zapamiętał ją głównie jako Scarlett O'Harę, ona sama dążyła do bycia uznaną za wielką tragiczkę sceniczną. Pierwszą profesjonalną rolę na prestiżowym West Endzie zagrała w sztuce „The Green Sash” w 1935. Prawdziwy sukces przyszedł 15 maja tego samego roku w Ambassadors Theatre. Po premierze „The Mask of Virtue” Leigh stała się gwiazdą w jedną noc. Krytycy, m.in. John Betjeman, zachwycali się jej urodą i kunsztem, nazywając ją esencją angielskiego dziewczęcia. Sukces ten przyniósł jej kontrakt z producentem Alexandrem Kordą. Jedną z jej najbardziej znaczących wczesnych ról była Tytania w „Śnie nocy letniej” (grudzień 1937) w Old Vic. Początki filmowe Vivien Leigh przypadły na lata 30. XX wieku w Anglii. Choć traktowała kino jako dodatek do teatru, jej fotogeniczność szybko przyciągnęła uwagę wielkich producentów. Wszystko zaczęło się od małych ról, które miały pomóc jej podreperować domowy budżet. Jej oficjalny debiut na dużym ekranie to rola uczennicy w „Things Are Looking Up” (1935). Co ciekawe, to właśnie wtedy, za namową agenta, zmieniła nazwisko z Vivian Holman na bardziej sceniczne Vivien Leigh. Udział aktorki w „Wyspie w płomieniach” (1937) był kluczowym momentem. Film nie tylko przyniósł jej rozpoznawalność, ale stał się początkiem legendarnego i burzliwego romansu z Laurence'em Olivierem. „Jankes w Oksfordzie” (1938) to pierwszy amerykański film nakręcony w Anglii, w którym zagrała u boku Roberta Taylora. Dzięki tej roli Leigh zyskała opinię aktorki trudnej we współpracy, ale niezwykle zdolnej, co zaczęło budzić zainteresowanie w Hollywood. Ostatnią produkcją przed wielkim przełomem był „Zaułek św. Marcina” (1938), gdzie wystąpiła z Charlesem Laughtonem. W grudniu 1938 roku Vivien pojechała do Los Angeles, by być bliżej Oliviera. Tam, podczas kręcenia sceny pożaru Atlanty, została przedstawiona producentowi Davidowi O. Selznickowi słynnymi słowami: „Poznaj swoją Scarlett O'Harę”. Walka o rolę Scarlett w „Przeminęło z wiatrem” to jeden z najbardziej legendarnych rozdziałów w historii Hollywood. David O. Selznick ogłosił ogólnokrajowe poszukiwania, które trwały dwa lata, kosztowały fortunę i objęły ponad 1400 kandydatek. O rolę biły się największe gwiazdy tamtych lat: Bette Davis, Katharine Hepburn, Joan Crawford oraz Paulette Goddard (która była najbliżej wygranej do momentu pojawienia się Vivien). Leigh była zafascynowana powieścią Margaret Mitchell. Kiedy przeczytała ją w 1936 roku, oświadczyła znajomym: „Będę grać Scarlett O’Harę”. W Anglii jej agentem był Myron Selznick – brat producenta filmu, co okazało się kluczowe. W styczniu 1939 roku oficjalnie ogłoszono jej nazwisko, co wywołało w USA niemały skandal – Południowcy byli oburzeni, że Brytyjka ma zagrać ich narodową bohaterkę. Leigh uciszyła krytyków, pracując z trenerem dialektu przez wiele godzin dziennie, by wypracować idealny akcent z Georgii. Praca na planie była dla Vivien wycieńczająca fizycznie i psychicznie. Relacja z Victorem Flemingiem, który przejął reżyserię po zwolnionym George'u Cukorze, była pełna napięć i wzajemnej niechęci. Fleming był znany z szorstkiego stylu bycia i „męskiego” podejścia do kina. Vivien, przyzwyczajona do subtelnej pracy w teatrze, często kłóciła się z nim o interpretację postaci. Reżyser potrafił krzyknąć do niej na planie: „Wsadź sobie ten scenariusz tam, gdzie słońce nie dochodzi!”. Leigh (podobnie jak Olivia de Havilland) uwielbiała George'a Cukora, który potrafił prowadzić aktorki z wielką wrażliwością. Po jego odejściu obie gwiazdy potajemnie odwiedzały go w weekendy, by prosić o wskazówki, jak grać pod okiem Fleminga. Kręcenie filmu trwało miesiącami, często po 16 godzin na dobę, 6 dni w tygodniu. Vivien była na skraju wyczerpania nerwowego, paliła cztery paczki papierosów dziennie i desperacko tęskniła za Olivierem, który pracował wtedy w Nowym Jorku. Mimo otwartej niechęci do metod Fleminga, Leigh była niezwykle zdyscyplinowana. Reżyser przyznawał później, że choć aktorka była trudna, to jej poświęcenie dla roli było bezgraniczne. To właśnie te napięcia na planie – zmęczenie, złość i determinacja – nadały postaci Scarlett taką autentyczność i ogień. Kiedy w końcu padł ostatni klaps, Vivien była tak wyczerpana, że nie chciała słyszeć o filmie. Wszystko zmieniło się po premierze, gdy świat oszalał na jej punkcie, a ona sama odebrała swojego pierwszego Oscara. Po premierze „Przeminęło z wiatrem” Vivien Leigh stała się z dnia na dzień najbardziej rozchwytywaną kobietą świata, ale jej reakcja na tę sławę była nieoczywista. Zamiast płynąć na fali hollywoodzkiego blichtru, ona marzyła o powrocie do Londynu i pracy z Laurence’em Olivierem. Po gigantycznym sukcesie roli Scarlett, Vivien Leigh stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych kobiet na świecie, ale jej dalsza ścieżka była naznaczona walką o artystyczne uznanie oraz pogarszającym się stanem zdrowia. Zamiast zostać w Hollywood i odcinać kupony od sławy, Vivien w końcu wróciła do Anglii. Razem z drugim mężem, Laurence’em Olivierem, stworzyli najpotężniejszy duet w historii brytyjskiego teatru. Grali razem w klasykach Szekspira. Vivien desperacko chciała udowodnić, że jest kimś więcej niż piękną twarzą z filmu. Najważniejszym punktem jej powojennej kariery była rola Blanche DuBois w „Tramwaju zwanym pożądaniem”. Najpierw zagrała ją w londyńskim teatrze (reżyserował mąż), a w 1951 roku w słynnej ekranizacji u boku Marlona Brando. Za tę rolę zdobyła swojego drugiego Oscara. Blanche była postacią tragiczną i rozchwianą, co przerażająco mocno korespondowało z prywatnymi problemami psychicznymi Vivien. Mimo osłabienia, aktorka grała do samego końca. Jej ostatnim filmem był „Statek szaleńców” (1965), gdzie stworzyła poruszającą kreację starzejącej się kobiety. Z kolei za występy na Broadwayu w musicalu „Tovarich” otrzymała prestiżową nagrodę Tony. Vivien Leigh dwukrotnie wychodziła za mąż. W 1932 roku w wieku 19 lat poślubiła Herberta Leigh Holmana, który był trzynaście lat starszym od niej, statecznym prawnikiem. Herbert marzył o spokojnym życiu domowym i początkowo sprzeciwiał się aktorskim ambicjom żony. Uważał, że teatr to jedynie fanaberia. Choć ich małżeństwo rozpadło się z powodu romansu Vivien z Olivierem, Herbert zachował się z niezwykłą klasą. Pozostali bliskimi przyjaciółmi do końca jej życia. Vivien często radziła się go w sprawach osobistych, a on odwiedzał ją, gdy podupadała na zdrowiu. Z małżeństwa z Holmanem w 1933 roku urodziła się Suzanne. Relacja matki z córką była skomplikowana. Gdy kariera Vivien nabrała tempa (wyjazd do Hollywood, romans z Olivierem), Suzanne została pod opieką ojca i babci. Vivien czuła z tego powodu ogromne poczucie winy, choć publicznie rzadko o tym mówiła. Suzanne nie poszła w ślady matki – unikała blasku fleszy i wiodła spokojne życie. W 1957 roku wyszła za mąż za brokera ubezpieczeniowego, Robina Farringtona, z którym miała trzech synów. Z biegiem lat ich relacje uległy poprawie. Suzanne była przy matce w trudnych chwilach, a Vivien uwielbiała rolę babci. To właśnie Suzanne po śmierci matki w 1967 roku odziedziczyła jej majątek i przez lata dbała o pamięć o niej, współpracując z biografami. Relacja Vivien Leigh i jej drugiego męża, Laurence’a Oliviera, to jedna z najbardziej namiętnych, a zarazem tragicznych historii w dziejach kina. Przez dwie dekady byli uznawani za „królewską parę” brytyjskiej kultury, ale za fasadą elegancji krył się ogromny ból. Poznali się w 1936 roku, gdy oboje byli w związkach małżeńskich i mieli dzieci. Chemia między nimi była tak silna, że podczas pracy nad filmem „Wyspa w płomieniach” nawiązali romans, który zaszokował ówczesne konserwatywne społeczeństwo. Dopiero w 1940 roku, po uzyskaniu rozwodów, wzięli cichy ślub w Santa Barbara. Choć Olivier kochał Vivien, z czasem zaczął czuć zazdrość o jej dwa Oscary (on sam długo czekał na swoją statuetkę za aktorstwo). Z kolei Vivien czuła się gorsza warsztatowo, co wpędzało ją w kompleksy. Największym wrogiem ich małżeństwa stała się choroba afektywna dwubiegunowa Vivien. Podczas wspólnej trasy po Australii w 1948 roku doszło do słynnej kłótni za kulisami, podczas której Vivien uderzyła Laurence’a w twarz, a on rzucił nią o ścianę. Olivier, nie potrafiąc zrozumieć jej nagłych zmian nastroju (od euforii po agresję i głęboką depresję), zaczął się oddalać. W 1960 roku, po 20 latach małżeństwa, Olivier poprosił o rozwód, by związać się z młodszą aktorką Joan Plowright. Dla Vivien był to cios, po którym nigdy w pełni się nie podniosła. Do końca życia trzymała jego zdjęcie na szafce nocnej i podpisywała listy jako Lady Olivier. Mimo rozstania, gdy Vivien zmarła, Olivier był pierwszą osobą (poza jej partnerem Jackiem Merivale'em), która pojawiła się w jej mieszkaniu, by pożegnać się z kobietą, którą nazywał „miłością swojego życia i swoim najpiękniejszym koszmarem”. Zmagania Vivien Leigh z chorobą psychiczną to jedna z najsmutniejszych kart historii Hollywood. Dziś wiemy, że cierpiała na chorobę afektywną dwubiegunową (wtedy nazywaną psychozą maniakalno-depresyjną), ale w latach 40. i 50. medycyna była wobec niej niemal bezradna. Choroba Vivien objawiała się gwałtownymi cyklami, które niszczyły jej życie prywatne i zawodowe. W tych fazach Vivien stawała się nadpobudliwa, mogła nie spać przez kilka dni, wpadała w słowotok i wydawała ogromne sumy pieniędzy. Bywała wtedy agresywna wobec najbliższych (głównie wobec Laurence’a Oliviera) i skłonna do ryzykownych zachowań. Po atakach manii przychodziło całkowite załamanie. Aktorka pogrążała się w apatii, dręczyło ją poczucie winy i paraliżujący lęk przed sceną. W tamtych czasach choroba psychiczna była tematem tabu, a metody leczenia bywały brutalne. Vivien regularnie poddawała się elektrowstrząsom. Często wracała z kliniki z widocznymi oparzeniami na skroniach i natychmiast wychodziła na scenę, by grać, co tylko pogarszało jej stan. Gwiazda próbowała „leczyć się” alkoholem i pracą ponad siły, co w połączeniu z nawracającą gruźlicą stworzyło mieszankę wybuchową dla jej organizmu. Vivien Leigh zmarła 8 lipca 1967 roku w wieku zaledwie 53 lat. W dniu jej śmierci wszystkie światła na londyńskim West Endzie zostały zgaszone na jedną minutę, by oddać hołd legendzie, która odeszła zbyt wcześnie. Jej ostatnim partnerem życiowym był aktor Jack Merivale, który opiekował się nią z wielkim oddaniem aż do jej śmierci.

Listy

Znam

Legendy K

  • lista 106 osób
  • przez Til

Więcej informacji

Proszę czekać…