Aru

Aru

@ArucardPL

https://www.instagram.com/arucardpl/

Płeć
Mężczyzna
Lokalizacja
Warszawa
Punkty
219 za dodawanie
Poprawność dodawania
Z ostatnich 30 dni: brak danych
Z ostatniego roku: 50,0% (2 treści)
Dołączył
kwiecień 2018 ( ostatnia wizyta)

Znajomi

Wspólni znajomi zobacz więcej

Ostatnio ocenione

Filmy Osoby zobacz więcej

Listy

zobacz więcej
Best of 2026

Best of 2026

Ulubione

Ulubione

Obejrzane

Obejrzane

Best of 2025

Best of 2025

Best of 2023

Best of 2023

Cult Classics

Cult Classics

Do obejrzenia

zobacz więcej

Rozwiązane quizy

zobacz więcej

Współtworzone

Filmy Osoby zobacz więcej

Aktywność

zobacz więcej
Supergirl (2026)

Milly kradnie film i myślę, że to głównie dla jej Supergirl warto ten film obejrzeć. Sceny akcji i muzyka na ogromny plus. Więc na pewno fajna główna bohaterka i dobra akcja już czynią z tego dobre, popcornowe kino. No ale to tyle, bo dalej nic tu w sumie się nie wyróżnia. Lobo wypada przeciętnie, to po prostu Momoa będący Momoą a reżyser mam wrażenie za bardzo starał się być jak James Gunn zamiast szukać własnej tożsamości. Są sceny które wyglądają pięknie (poranek Kary, sceny w barze) a z drugiej strony jest mnóstow scen które są albo zbyt szaro bure albo po prostu za ciemne.
Moze liczyłem na trochę więcej ale jednocześnie dobrze się bawiłem. Ale przede wszystkim to czekam na dalsze przygody Kary w nowym DCU bo w końcu mamy świętną interpretację tej postaci (w przeciwieństwie do strasznych przeciętnośc z Arrowverse czy Smallville).

Nic, ale to absolutnie nic, nie ratuje już tej serii na tym etapie. Edward z creepa staje się tutaj już chodzącym red flagiem i pełnoprawnym przemocowcem w związku. Jak w poprzednich częściach można jeszcze było to sobie jakoś tłumaczyć tak tutaj to już jest aż nazbyt wyraźne i sceny między nim a Bellą mogły być puszczane młodym osobom jako filmy typu "Jak widzisz takie zachowania u swojego partnera to spi*****aj jak najprędzej". Poza tym: Jacob z miłego, normalnego typa staje się takim Edwardem 2.0, fabularnie nic się tu nie dzieje, cała intryga z ukrywaniem Belli jest o kant tyłka, złole po prostu są a potem po prostu ich nie ma. Większość postaci drugoplanowych to co najwyżej statyści i obserwatorzy (ofiary?) "epickiego" romansu człowieka i wampira z Temu. Muzycznie i klimatycznie nie zostało tu już nic z pierwszej części.
I jakimś cudem, z tego co pamiętam, kolejne dwie części są jeszcze gorsze.

Edward znika na sporą część tego filmu i nagle masz wrażenie, że oglądasz spoko film. Relacja Belli z Jacobem naturalnie się rozwija, czuć między nimi chemię, sceneria jest prześliczna, scena w kinie to autentycznie (chyba jedyna) zabawna scena w tej całej sadze, obserwując Bellę i Jacoba masz to uczucie typu "no tak to kurde powinno wyglądać", zaczynasz coraz bardziej kibicować tej dwójce, myślisz sobie "ej, nawet spoko film" po czym wraca Edward przypomnieć ci, że oglądasz film z serii "Saga Zmierzch".