Edward znika na sporą część tego filmu i nagle masz wrażenie, że oglądasz spoko film. Relacja Belli z Jacobem naturalnie się rozwija, czuć między nimi chemię, sceneria jest prześliczna, scena w kinie to autentycznie (chyba jedyna) zabawna scena w tej całej sadze, obserwując Bellę i Jacoba masz to uczucie typu "no tak to kurde powinno wyglądać", zaczynasz coraz bardziej kibicować tej dwójce, myślisz sobie "ej, nawet spoko film" po czym wraca Edward przypomnieć ci, że oglądasz film z serii "Saga Zmierzch".
To jest jakiś kuriozalny przypadek gdzie większość ekipy filmowej (z jakiegoś powodu poza większością aktorów) starała się z tego wyciągnąć co się tylko dało ale materiał źródłowy (powieść) jest tak skopany że ani ciekawy filtr, ani ładne ujęcia Forks, ani świetna ścieżka dźwiękowa Cartera Burwella, ani nawet fenomenalna scena gry w baseball z "Supermassive Black Hole" Muse w tle nie są wstanie wyciągnąć z tego mizernego dzieła czegoś co było by chociaż odrobinę lepsze niż "zły/kiepski". Ale na pocieszenie działa to momentami jako kino absurdu i mało co chyba daje takie pole do parodii (jakich przez ze prawie 20 lat powstało całkiem sporo) jak ten kinowy potworek.
Nie dość, że to kawał solidnego kina (nie będący adaptacją, rebootem starocia, częścią uniwersum ani sequelem prequela requela) to jeszcze porusza kilka tematów i daje fajne pole do dyskusji. Takich filmów (nie tylko wśród horrorów) chcę więcej.
Proszę czekać…