@ArucardPL

Aktywność

K**a mać, do tytułowej konfrontacji dochodzi w 1h26min a cały film kończy się po (nie licząc napisów) 1h34min. SERIO? Natomiast cała reszta filmu to trochę takie na przemian opowiadane remake’i Ringu i Ju-On w których kreatywności ze świecą szukać. Dawno żaden film mnie tak nie wynudził. A, i ta epicka konfrontacja w ostatnich 8-miu minutach tego nieśmiesznego żartu (początkowo ludzie myśleli że zapowiedź tego filmu 1 kwietnia to był tylko żart i może lepiej jakby tak faktycznie zostało) jest nudna jak cała reszta tej nieudanej odpowiedzi na Freddy Vs Jason z Japonii, głównie jakieś popłuczyny CGI które w sumie aż tak nie rażą, bo co zapomniałem dodać, film jest tak ciemny, że w wielu momentach prawie nic nie widać. 3 gwiazdki bo coś tam jednak aktorzy starali się wycisnąć i piosenka na napisach końcowych bardzo fajna.

Jedyny w swoim rodzaju.

Bullitt (1968)

Czy to jeden z najlepszych pościgów samochodowych w historii kina? Bardzo możliwe. Poza tym to taki film który głównie ogląda się dla vibe’u i samego Steve’a McQueena. Te dwie rzeczy plus wspomniany pościg zapewniają naprawdę solidny seans ale z powodu mało angażującej fabuły i intrygi ciężko mi jednak zrozumieć status legendy jaki wydaje się ten film mieć.

Pogryzione (2019)

Pocieszna retrospekcja Duke. Poza tym wszystko do bólu przeciętne.

Supergirl (2026)

Milly kradnie film i myślę, że to głównie dla jej Supergirl warto ten film obejrzeć. Sceny akcji i muzyka na ogromny plus. Więc na pewno fajna główna bohaterka i dobra akcja już czynią z tego dobre, popcornowe kino. No ale to tyle, bo dalej nic tu w sumie się nie wyróżnia. Lobo wypada przeciętnie, to po prostu Momoa będący Momoą a reżyser mam wrażenie za bardzo starał się być jak James Gunn zamiast szukać własnej tożsamości. Są sceny które wyglądają pięknie (poranek Kary, sceny w barze) a z drugiej strony jest mnóstow scen które są albo zbyt szaro bure albo po prostu za ciemne.
Moze liczyłem na trochę więcej ale jednocześnie dobrze się bawiłem. Ale przede wszystkim to czekam na dalsze przygody Kary w nowym DCU bo w końcu mamy świętną interpretację tej postaci (w przeciwieństwie do strasznych przeciętnośc z Arrowverse czy Smallville).

Nic, ale to absolutnie nic, nie ratuje już tej serii na tym etapie. Edward z creepa staje się tutaj już chodzącym red flagiem i pełnoprawnym przemocowcem w związku. Jak w poprzednich częściach można jeszcze było to sobie jakoś tłumaczyć tak tutaj to już jest aż nazbyt wyraźne i sceny między nim a Bellą mogły być puszczane młodym osobom jako filmy typu "Jak widzisz takie zachowania u swojego partnera to spi*****aj jak najprędzej". Poza tym: Jacob z miłego, normalnego typa staje się takim Edwardem 2.0, fabularnie nic się tu nie dzieje, cała intryga z ukrywaniem Belli jest o kant tyłka, złole po prostu są a potem po prostu ich nie ma. Większość postaci drugoplanowych to co najwyżej statyści i obserwatorzy (ofiary?) "epickiego" romansu człowieka i wampira z Temu. Muzycznie i klimatycznie nie zostało tu już nic z pierwszej części.
I jakimś cudem, z tego co pamiętam, kolejne dwie części są jeszcze gorsze.

Edward znika na sporą część tego filmu i nagle masz wrażenie, że oglądasz spoko film. Relacja Belli z Jacobem naturalnie się rozwija, czuć między nimi chemię, sceneria jest prześliczna, scena w kinie to autentycznie (chyba jedyna) zabawna scena w tej całej sadze, obserwując Bellę i Jacoba masz to uczucie typu "no tak to kurde powinno wyglądać", zaczynasz coraz bardziej kibicować tej dwójce, myślisz sobie "ej, nawet spoko film" po czym wraca Edward przypomnieć ci, że oglądasz film z serii "Saga Zmierzch".

Zmierzch (2008/I)

To jest jakiś kuriozalny przypadek gdzie większość ekipy filmowej (z jakiegoś powodu poza większością aktorów) starała się z tego wyciągnąć co się tylko dało ale materiał źródłowy (powieść) jest tak skopany że ani ciekawy filtr, ani ładne ujęcia Forks, ani świetna ścieżka dźwiękowa Cartera Burwella, ani nawet fenomenalna scena gry w baseball z "Supermassive Black Hole" Muse w tle nie są wstanie wyciągnąć z tego mizernego dzieła czegoś co było by chociaż odrobinę lepsze niż "zły/kiepski". Ale na pocieszenie działa to momentami jako kino absurdu i mało co chyba daje takie pole do parodii (jakich przez ze prawie 20 lat powstało całkiem sporo) jak ten kinowy potworek.

Obsesja (2025)

Nie dość, że to kawał solidnego kina (nie będący adaptacją, rebootem starocia, częścią uniwersum ani sequelem prequela requela) to jeszcze porusza kilka tematów i daje fajne pole do dyskusji. Takich filmów (nie tylko wśród horrorów) chcę więcej.

Nie jest źle, ale to po prostu kolejny poprawny hollywoodzki blockbuster. Kilka fajnych scen i nawiązań nawet się znajdzie.