Oj, Nicolas – O tym filmie można naprawdę wiele powiedzieć. Postaram się o nim napisać najkrócej, jak się da. Jestem fanem Refna i na ten film czekałem z ogromnymi nadziejami. Jednak przestraszyły mnie negatywne recenzje z Cannes, dlatego przed seansem miałem ogromne obawy, że obejrzę jakąś chałę. No, cóż… Dawno mną nie targały tak sprzeczne uczucia po obejrzeniu jakiegoś filmu, a "Tylko Bóg wybacza" to film, który albo się uwielbia, albo którego nie znosi.
Malkontenci niewątpliwie będą zarzucać reżyserowi przerost formy nad treścią. Każde ujęcie jest przemyślane, niepowtarzalne. Refn bawi się formą, kolorami. Dźwięk i muzyka idealnie współgrają z tym, co widać na ekranie, co czyni każdą sceną audiowizualnym dziełem sztuki. Pamiętacie pewnie scenę w windzie z "Drive"? To się przygotujcie, bo w "Only God Forgives" każda scena została tak stylistycznie dopieszczona. Jednak scena z "Drive" nie była tylko perfekcyjna w swojej formie, ale także dotykała szerszego kontekstu wydarzeń poprzedzających, a także tych nadchodzących.
W "Tylko Bóg wybacza" chwilami można odnieść wrażenie, że filmowi brakuje spójności, że każda scena żyje swoim życiem, nie wchodząc w skład całości. A kilka scen naprawdę robi spore wrażenie – najlepsza to chyba ta, która zaczyna się od słów "Pamiętajcie, dziewczyny, cokolwiek się stanie, miejcie zamknięte oczy…". Kilka kobiet siedzących w pomieszczeniu, w którym torturują gościa, robi wrażenie, zwłaszcza w trakcie zbliżeń na kobietę siedzącą obok ofiary.
Przejdźmy do fabuły. Z początku może wydawać się nudna, mało oryginalna. Jednak historia nabiera rumieńców, do tego dochodzą ciekawe relacje między bohaterami Gosling-Thomas, Gosling-Yayaying. Zemsta nie okazuje się być tak oczywista, jak na początku każdy z bohaterów sobie zakładał.
Oprócz występujących braków w spójności minusem są dialogi… hmm… a raczej ich brak. Gosling jeszcze nigdy tak lakonicznie się nie wypowiadał, przez co niektóre jego kwestie nabrały groteskowy odcień, "Wanna fight" jest tego najlepszym przykładem. I kolejnym minusem według niektórych może być przerost formy nad treścią, ale tutaj zależy wszystko od upodobań konkretnego widza.
Mną targają ambiwalentne uczucia. Przez pierwsze pół godziny odnosiłem wrażenie, że faktycznie oglądam jakąś farsę – przeszkadzało mi to, że każda scena została detalicznie wystylizowana, na dodatek co chwila oglądamy surrealistyczne obrazy rozgrywające się w głowie postaci, ale potem, gdy na ekranie pojawia się przemoc, obrana forma przestała mi przeszkadzać, gdyż świetnie sprawdza się w gloryfikowaniu brutalności.
Więc w ostatecznym rozrachunku jestem na tak. Chociaż na razie sam do końca nie jestem przekonany co do oceny "Tylko Bóg wybacza", to wierzę, że za x lat będzie to film kultowy.
8/10
Dla mnie minusem trzeciej części jest nie tylko aktorstwo, ale infantylne poprowadzenie historii, czego kwintesencją jest wyjście syna na podium. Trzecia część jest strasznie naiwna. Poziomem jest daleko za poprzednimi.
Coś w tym stylu, ale bez obaw, pod koniec filmu puzzle powoli się sensownie układają :) Sukcesem "Transu" jest to, że trzyma w niepewności aż do sceny kulminacyjnej.
Nie ma żadnego twistu ;)
Nie dawajcie mu pieniędzy – Przez wielu uważany za twórcę jednego hitu. Ja uwielbiam nie tylko jego "Szósty zmysł", ale także "Znaki", "Osadę", "Niezniszczalnego" czy nawet "Kobietę w błękitnej wodzie"… Dlatego nie mogę się pogodzić z ostatnimi wyczynami Shyamalana, ale "1000 lat po Ziemi" może kompletnie zdołować fanów tego hinduskiego reżysera.
Już nie mam mu za złe, że robi kino familijne. Jak chce, to nikt mu nie broni. Ale mógłby się do tego bardziej przyłożyć, bo "After Earth" jest wyprane z jakiejkolwiek oryginalności. Ten film może spodobać się tylko dzieciom albo ludziom, którzy w swoim życiu nie obejrzeli wystarczającej ilości filmów (good for them), aby przewidzieć kolejne przygody kadeta.
Ładne obrazki (choć chwilami efekty są niedopracowane) nie wystarczą, aby uznać film choć za przyzwoity. Dobrze że notuje słabe wyniki w BO, dzięki temu hollywoodzcy producenci przestaną finansować wysokobudżetowe filmy Shyamalana, bo mu to wyraźnie szkodzi.
Wow – Nie wiem nawet od czego by tu zacząć. Jest to chyba najlepszy film, jaki w tym roku wszedł do polskich kin. Danny Boyle trzyma formę. "Trans" można porównać do "Incepcji", jednak w przeciwieństwie do Nolana twórca "Slumdoga" nie ułatwia widzowi zadania w wyłapaniu, co się dzieje na jawie, a co w głowie głównego bohatera. Widzimy, jak te same postacie umierają po parę razy. Największą siłą jest gra, jaka toczy się miedzy trzema postaciami granymi przez McAvoy’a, Dawson i Cassela. Co chwilę zmienia się osoba, która rozdaje karty i nie wiemy, kto tak naprawdę jest tym "dobrym" a kto tym "złym". Ta niepewność trzyma w napięciu niemal do samego końca.
Technicznie film został zrobiony, żeby wzmocnić hipnotyczną aurę – świetnie dobrane oświetlenie i genialna muzyka, która wybrzmiewa coraz głośniej pod koniec filmu. Jest to jeden z ciekawszych soundtracków ostatnio wydanych.
Oczywiście, "Trans" niekoniecznie spodoba się fanom "Incepcji". Film Boyle’a jest hardcorowy i bardziej zakręcony.
9/10
Uwielbiam "300", ale nie wiem, co na razie sądzić o kontynuacji. Zdecydowanie potrzebny Red Band Trailer, bo w tym niestety za krwawo to nie było.
Zaskakująco ok – Mimo że anulowany po pierwszym sezonie, to polecam fanom takich seriali jak "Sherlock", "Mentalista", "Detektyw Monk" czy nawet "Lie to Me". Lekki, o zawiłych zagadkach, z sympatycznymi postaciami.
Haha, też się nad tym zastanawiałem :D
"Naznaczony" był jednym z lepszych filmów swojego gatunku ostatnich lat. Nie wiem, czy sequel powtórzy sukces. Bardziej liczę na nowy projekt Wana, "Obecność".
Proszę czekać…