Jeszcze podkreślę tekst, który uważam za najlepszy tego sezonu: "I am a Father, a Son… a Serial Killer". Był zabójczy – dosłownie i w przenośni.
Tak na marginesie, nie napisałem, że sezon był słaby, tylko najsłabszy z sezonów "Dextera" :D Za dużo wpadek miał.
SPOJLER
Wciąż nie mogę się przekonać o miłości Debry do Dextera – raptem zaczęła go kochać? A od początku trwania serialu nigdy (ani razu) nie było żadnej sytuacji, która mogłaby coś takiego sugerować. Dla mnie cała ta sprawa to jeden wielki kosmos. Ale po tym odcinku już wiem, skąd twórcom taki pomysł do głowy przyszedł. Chcą zwiększyć tragizm Debry w przyszłym sezonie – że kolejny mężczyzna, którego pokochała, okazał się seryjnym mordercą. Ale w moim mniemaniu sam fakt, że kocha go jak brata, by wystarczył by podnieść dramatyzm jej postaci. A ta "miłość" kompletnie tu nie pasuje. Fajnie, że Debra zobaczyła, jak Dexter zabija, ale mam nadzieję, że nie będą wałkować jej nowych uczuć do niego.
Słaby sezon z zabójczym cliffhangerem – Zdecydowanie to był najsłabszy sezon Dextera, ale końcówka zwiastuje ciekawy początek następnego sezonu. Brawo :)
Koniec pierwszego sezonu – Cóż, odcinek ogólnie bardzo dobry, ale jeśli chodzi o zakończenie sezonu to mnie nie usatysfakcjonowało. Szkoda, żeby z Homelanda zrobił się jakiś tasiemiec. Ale to trzeba poczekać, co nam zaproponuje początek drugiego sezonu. Od początku produkcja pasowała mi na jakiś 10-odcinkowy miniserial.
> juskowiak o 2011-12-18 23:50 napisał:
> Obejrzyj Fanatyka i Idy Marcowe.
A ja polecam prześledzić całą filmografię Ryana – wybiera ciekawe role w interesujących filmach.
Nic nowego – Sprawnie zrealizowany film obyczajowy bez większych fajerwerków. Jeśli obejrzeć, to tylko dla Scarlett. Świetnie się spisał Macht, a Travolta to jak Travolta – przeciętnie, potrafi grać lepiej, jak chce.
Spodziewałem się czegoś lepszego. Film da się oglądać, ale poziomem do Bourne’a chociażby mu daleko. Przede wszystkim aktorzy się nie popisali. Szkoda najbardziej Roberta de Niro, która już od jakiegoś czasu przestał się przykładać do swoich ról. Na plus zasługują niektóre sceny, jak na przykład walka w szpitalu czy "bostoński hamulec".
5/10
Uważam, że zdecydowanie najlepsza komedia, która miała premierę tej jesieni. Produkcja lekko przypomina sitcom – przez co ma pewne wady tego gatunku, ale przede wszystkim nie ma tego denerwującego, sztucznego śmiechu, dzięki czemu da się go oglądać.
Tak, teraz to ja już dodałem. Wydaje mi się, że w wersji 2011-09-10 Glee powinno być już w ulubionych, bo w wakacje oglądałem. Tego dnia: 2011-08-17 wystawiłem ocenę i tego samego dodałem do ulubionych, więc w tej wersji co podałeś powinienem mieć je w ulubionych.
Proszę czekać…