Nie chodzi mi o papkę stacji ogólnodostępnych, ale porządny serial :) Coś jak "Californication" dla Duchovnego czy teraz "Ray Donovan" dla Lieva Schreibera.
Vincent D’Onofrio… nie wiem, jak go określić, nie wiem, czy jego brak popularności bierze się z tego, że gra tylko drugoplanowe role, czy źle wybiera filmy. Nie wiem, skąd to wynika, ale przez to można go określić utraconą nadzieją kina. Niesamowity talent, który prezentuje do dzisiaj w swoich drugoplanowych rolach, najczęściej w filmach niezależnych. Myślę, że mu by pomógł serial, gdzie miałby główną rolę, tak jak kiedyś "Rodzina Soprano" pomogła Gandolfiniemu.
No i dla formalności moja trójka:
1. Michael Fassbender
2. Idris Elba
3. Philip Seymour Hoffman
Przy okazji wypada złożyć życzenia urodzinowe ulubionemu aktorowi autora tego newsa, który de facto filmy mierzy "Stathamami". Jason, sto lat… porządnego rozwalania swoich wrogów.
Już lepiej by się prezentował pan Kondom z pierwszego sezonu "American Horror Story".
Dodało, ale niestety nie zdefiniowało tego pojęcia.
No cóż, w tym roku kino przedefiniowało w moim słowniku pojęcie "człowiek ze stali".
Rewelacja – Kto lubi kino pozytywnie zakręcone, powinien sięgnąć po ten tytuł. Czuć ducha filmów Wesa Andersona w postaci: przerysowanych postaci (genialny Biaggio – dawno w kinie nie widziałem tak komediowego popisu aktorskiego), groteskowych zdarzeń (początki osadnictwa), niebanalnych dialogów ("We presumed") oraz szerokiej palety barw, zarówno w obrazie, jak i w poczuciu humoru.
Polecam! Choćby dla samego Moisesa Ariasa, który kradnie każdą scenę, w której się pojawi: kamuflaż w lesie, tańce, przesłuchanie… Zresztą zobaczcie sami. Tylko wypada się zapytać, dlaczego ten film pojawił się dopiero na koniec lata i to z przewrotnym hasłem na plakacie…
8/10 z dużym plusem
Nie wiem, jak to rozumieć, więc przytoczę całą wypowiedź reżysera o współpracy z Hemp Gru:
“To był prezent od losu, bo szukaliśmy młodych ludzi, którzy podzielają nasz sposób myślenia o najnowszej historii. Nawiązaliśmy kontakt, opowiedzieliśmy im o filmie i okazało się, że pracują właśnie nad piosenką "63 dni chwały". Zaproponowałem im, że nakręcimy do niej teledysk, który będzie zarazem finałem filmu"
Doczytałem, że ten teledysk ma być tylko "finałem filmu".
Hmm – Już pomijam fakt, że kina historycznego (zwłaszcza dot. tematyki drugiej wojny światowej) robi się obecnie w Polsce sporo, ale czy oni naprawdę będą w tym filmie rapować czy to tylko na potrzeby zwiastuna zrobione?
Proszę czekać…