To jest dobry scenarzysta. Ma na koncie kilka znakomitych skryptów dla bardzo znanych filmów. Niestety niepotrzebnie zaangażował się w kolejne Omeny. Dwójka to jeszcze jest dobra, ale następne to jakaś tragedia. Tak czy siak daję mu od siebie 7.
Oglądało się, oglądało i jak się gdzieś trafi to muszę obejrzeć jeszcze raz. Oczywiście, że znakomita para Goldie i Mel, ale cała reszta obsady równie znakomita. Szczególnie niezawodny David Carradine jako czarny charakter. No i ten fryzjer. :) Zdaje się, że Harry Caesar.
Zabójcze bronie stopniują u mnie od dziesiątki dla pierwszej, poprzez dziewiątkę dal dwójki i osiem dla tej trzeciej (podobnież czwórka). Może to kwestia tego, że te pierwsze części jako nowość swego rodzaju zrobiły na mnie największe wrażenie. Nie zmienia to faktu, że to jedna z najlepszych serii filmowych jakie zna świat. Z resztą trzeba by podejść na nowo do całej serii i może zweryfikuje się oceny. :)
W tym filmie główną rolę gra tworzony przez reżysera klimat. Sama zaś historia jest jakby z boku. Dlatego też po latach zaczyna denerwować, no bo głupoty. Ale wystarczy wejść w klimat i jest okej. Do tego pierwszorzędna obsada.
Nie jest to moja ulubiona seria filmowa, ale idzie obejrzeć. Jedynka jednak lepsza była. Jedno jest pewne, Angelina Jolie jest zjawiskowa.
No niestety ale znacznie słabiej niż pierwszy Speed. Myślę, że kilka przyczyn się na to złożyło, a przede wszystkim gorszy scenariusz, reżyser nie potrzebnie się za to wziął oraz brak Keanu.
Bardzo dobry zdjęciowiec, który brał udział w wielu znanych produkcjach. Wziął się również za reżyserkę i tu już różnie bywało. Pierwszy Speed to znakomity debiut, co potwierdził Twisterem, później już niestety gorzej.
Arcydzieło to nie jest, ale się oglądało! Faktycznie, że od początku do końca trzyma w napięciu. Porządne kino akcji w starym dobrym stylu. Holender Jan de Bont się postarał. Gorzej wyszło z drugą częścią.
„To zwykły wsiór. – Zgoda, ale taki zaharuje się dla ciebie na śmierć” – powiedział Frank Lopez i się zdziwił. Obejrzane dzisiaj po raz kolejny. Nie prawda, że nie robi po latach wrażenia. Robi dalej wielkie! Cała historia i prowadzenie tego wszystkiego przez mistrza Olivera De Palma, wszystkich podkreślam aktorów, to jest mistrzostwo. Co do samego Al Pacino, to jego druga rola życia, jak dla mnie równorzędna z rolą Michaela Corleone w Ojcu chrzestnym. Waham się między 9 a 10, na razie 9+/10.
Dychy mu nie dam, bo ma na koncie trochę ról tłuczonych. Jedno jednak trzeba przyznać, może być gniot nad gnioty, a on błyszczy i ciągnie film. I na tym polega jego wielkość!
Proszę czekać…