Nareszcie Burton znowu nakręcił głupawe filmidło w stylu Soku z Żuka! Może jeszcze jest dla niego jakaś nadzieja.
Dobrze, że już niedługo maj. Nie tylko z powodu premiery ale także dlatego, że te potworki przestaną uciekać z dysków grafików.
Plastikowy remake jednego z ostatnich przedstawicieli czasów kiedy superprodukcje miały jaja. Do tego nakręcony przez faceta który zamordował już jedną legendę kina akcji. Zatem dziękuję, postoję.
A tak swoją drogą remake w PG-13 filmu który oryginalnie dostał kategorię X.
W kinach u nas? Nie wierzę! Od kiedy polscy dystrybutorzy sprowadzają do kin takie filmy? :)
Nie mogę się powstrzymać aby nie przytoczyć komentarza z Zakazanej Planety: "Czy to dzieje się w tym samym uniwersum co Hans Kloss: Stawka większa niż śmierć?" :)
Powiem wam, że 2 sezon na tyle mnie nudził, że dałem sobie spokój z oglądaniem. Parę dobrych opinii sprawiło, że powróciłem akurat od odcinka ze stodołą… Od tej pory wszystko się zmieniło a serial wreszcie osiągnął poziom porównywalny z pilotowym odcinkiem.
6/10 – Phantasm (panie daj pan spokój z polskim tytułem) w świecie horroru lat 80-tych sprawdza się całkiem nieźle. Bardzo "kruegerowa" kontynuacja przynosi więcej akcji, żywsze tempo i niezłe efekty specjalne (świetna praca Shostroma przy scenach z potworem z pleców, kulką przechodzącą przez ciało lub finałem z Tall Manem). Koncepcja jakby również została bardziej dopracowana choć nie sprawdziły się wszystkie pomysły reżysera (sceny z telepatią wypadają bardzo słabo), czuć jednak fajną atmosferę horroru klasy B lat 80-tych.
Jako ciekawostkę dla uważnych widzów można odnotować fakt, że w jednej ze scen prochy zmarłego są podpisane jako…pan Sam Raimi. Uroczy, czarny jak smoła żart dwóch zaprzyjaźnionych reżyserów :)
5/10 – 88 minut a ile zapchajdziur! Choćby scena z wykonaniem przez bohaterów akustycznej ballady czy prowadzenie widza za rączkę poprzez powtarzanie mu wcześniejszych ujęć. Naciągane 5/10 z sympatii do klasycznych amerykańskich horrorów lat 70-tych i 80-tych. Kto nie czuje słabości do tego okresu powinien darować sobie seans i od razu przejść do trochę lepszej, drugiej części.
4/10 – Nie wiem skąd pewna otoczka kultowości wokół tego filmu w Polsce. Niczym nie wyróżniająca się komedyjka w której pomysły owszem są całkiem niezłe, ale samo wykonanie jest strasznie drętwe i pozostawia wiele do życzenia. Zarówno reżyser jak i czwórka głównych aktorów raczej pozbawiona jest talentu komediowego, a gagi podane są w większości bez polotu, szczególnie w przypadku scen z mimem czy Francuzem gejem. Na plus zasługują epizody Matta Damona i Vinniego Jonesa oraz scena z ciasteczkami z haszem.
2/10 – Dawno nie widziałem filmu który byłby tak fatalny pod kątem reżyserskim jak i technicznym. Patrząc na wygląd komputerowego potwora aż trudno uwierzyć, że film kosztował 20 mln$ będąc dodatkowo kręconym w Nowej Zelandii. Niesamowicie zły montaż potęguje odczucie, że "Boogeyman" pozbawiony jest zarówno napięcia jak i fabuły.
Aktorzy męczą się w swoich rolach a przecież Emily Deschanel i Lucy Lawless nie są aż takimi strasznymi beztalenciami. Szkoda, że kasę i nazwisko wyłożył na to Sam Raimi, wstyd, że polski plakat głosił "reżyser kultowego Martwego zła przedstawia".
6/10
Szkoda, że cały film nie jest tak chwytający za serce i emocjonujący jak jego ostatnie 5 minut. Przedstawienie wilków raczej kłóci się z tym czego uczyli nas w szkołach, na przykład wilczki nie mają problemu z podejściem do ognia. Można powiedzieć, że Carnahan wolał skupić się na postaciach a z wilków uczynić symbol zła, ale to również nie wyszło bo zarówno bohater Neesona jak i Grillo nie uniknął sztampy (co mimo wszystko przeszkadza mniej niż super wilki).
Proszę czekać…