Dla mnie jedyną sensowną kategorią byłby aktor drugoplanowy, ale Hawke ma kosmiczną konkurencję. Może ktoś byłby w stanie przekonać mnie do montażu, gdzie być może były pewne trudności ze zmontowaniem materiału z tylu lat.
6/10 – Obraz idealnie przeźroczysty, zapewne dlatego tak wielbiony w sezonie nagród. Brak tutaj większych montażowych czy reżyserskich decyzji, wszystko idzie dokładnie po sznurku do celu. Sam montaż jest dość toporny, wyrywa z głównego wątku oferując niewiele wnoszące wyprawy w przeszłość i przyszłość Turinga. Tyldum nie ma żadnego pomysłu na sceny, żadna z nich nie zapada w pamięć, całkowicie chowa się za materiałem, zostawiając sobie rolę krzykacza z ’akcja!" na ustach.
Cumberbatch jest po prostu solidny, na pewno nie zmieściłby się w mojej piątce zeszłego roku. To taki Sheldon z Big Bang Theory, grany z angielską manierą i zimnym wyobcowaniem, nie kreujący wątków humorystycznych. Gorzej, że nie kreuje nawet sympatii na linii widz-glówny bohater, i ciężko przejmować się jego losami. Umacnia ten efekt niezwykle ciężka, melodramatyczna ręka Tylduma w kreowaniu najważniejszych wątków z życia Turinga. Knightley to tutaj postępowa dama z lat 30-tych, rola również solidna, ale nadająca się zupełnie do zapomnienia.
Idealnym uzupełnieniem tego filmu są końcowe napisy będące szczytem łopatologii, pozostawiły mnie z pytaniem o sens obejrzenia Imitation Game. Mogłem przecież obejrzeć same napisy które podsumowują w odpowiedniej kolejności wszystkie wnioski jakie powinienem wyciągnąć z tego filmu. Niby każda biografia kończy się podobną notką, ale w tym podsumowaniu było coś wyjątkowo dosłownego, licytowanie się na liczby i wnioski. Bo po co masz sam myśleć o tym co zobaczyłeś widzu…
6/10 – Może ja po prostu nie czuję tego typu filmów. Przez pierwszą połowę głównie mówią jaki ten John Wick jest straszny, a on sam uczestniczy w zaledwie jednej akcji. Zamiast niezamierzenie śmiesznych scen w których wszyscy spinają poślady na sam dźwięk przerażającego tytułu tego filmu, mogliby pokazać dlaczego ten Wick cieszy się takim szacunkiem. Zwłaszcza, że dla widza nie jest on tajemniczą postacią, od początku wiemy o nim więcej niż bohaterowie tego filmu, mamy wgląd w jego emocje i przeżycia.
Gdy film wreszcie przechodzi do rzeczy (50 minuta?), szybko można zorientować się, że słynny John Wick czerpie swoje moce z mitycznego przekazu zwanego scenariuszem. Raz jego skuteczność to 11 celnych strzałów na 10 oddanych, gdy przychodzi do odstrzelenia postaci na które jeszcze przyjdzie czas, skuteczność spada do 0 na 10 strzałów. W "Taken" wierzyłem, że Liam Neeson ma te "pewne szczególne umiejętności", tutaj nie uwierzyłem w super mistrza celności Keanu Reevesa z fryzurą zasłaniającą mu oczy.
Film cierpi na syndrom niepotrzebnej dogrywki, jakieś 20 minut przed końcem mamy finał właściwej fabuły, a potem ciągnięty jest wątek który nie został odpowiednio zbudowany. Łatwo przejąć się losem pieska, łatwo zrozumieć symbolikę jaką niesie ze sobą ten zwierzaczek, ale w pewnym momencie wszystko pryska.
Padłem :D
Może zadziała argument, że Two Night Stand oglądałem na kilka tygodni przed Whiplashem :)
A co jest z nimi nie tak? Tak w kilku słowach.
W tym momencie nie kojarzę, nawet Meryl Streep nigdy nie walczyła sama ze sobą.
A tak poważnie zaskakująco kiepska jest końcówka, reszta filmu to całkiem sympatyczny schemacik z fajną chemią między Tellerem a Tipton.
Zlepek scen pisanych na bieżąco. Myślałem, że zrzeszeni w Akademii scenarzyści którzy głosują w tej kategorii będą bardziej krytyczni. Teraz gdy zagłosują już wszyscy, tym bardziej wzrastają szansę na wygraną, ale moim zdaniem faworytem w tej kategorii jest Wes Anderson.
Ech i znowu wychodzę na jakiegoś ogromnego przeciwnika, czy (nie cierpię tego słowa) hejtera Boyhoodu. Chyba boli mnie to, że Linklater cofnął się tym filmem a nie rozwinął, a większość go klepie po plecach. To krok w tył w stosunku do przemijania jakie ukazał w Dazed and Confused, czy trzech filmach z Hawkiem i Delpy.
Na przykład które? Bo w finałowej ósemce są tytuły mocno docenione przez krytyków i widzów.
A choćby John Williams w 2012, 2006, 2002, 1996, 1978 i już dalej nie chce mi się szukać :)
Proszę czekać…