Redaktor na FDB.pl oraz innych portalach filmowych. Pisze, czyta, ogląda i śpi. Przyłapany, gdy w urzędzie w rubryczce "imię ojca" próbował wpisać Petera Greenawaya.

ARS INDEPENDENT: Symulacja 0

Czy Abed Abest da początek nowej fali kina irańskiego? Nie wiadomo. Prawdą jest, że „Symulacja” to doskonały postmodernistyczny twór sprawnie bawiący się konwencją oraz formą. Twórca jawi się jako lingwista mediów, władając językiem kina, teatru oraz gier komputerowych. Owocem tej krzyżówki staje się przewrotny produkt z pogranicza Dogville i Klienta.

Przestrzeń i czas to zabawki w rękach reżysera i scenarzysty „Symulacji”. Twórca wpisuje w nie poszczególne toposy literackich bohaterów, takie jak matka, córka czy policjant. Całokształt lokuje w trzech aktach społecznego dramatu, którego przestrzenie i interpretacyjne zabudowania pozostawiają otwarte drzwi na odczucia widzów. Z drugiej strony "Symulacja" to jawny, artystyczny manifest, wzorowany na duńskiej Dogmie 95 – cios w irański system i twardy kark konserwatywnych kultur.

Rzeczywistość mieszkańców Iranu dzieli się na dwie płaszczyzny – obłudny świat pozorów oraz prawdę, zamkniętą w czterech ścianach mieszkania. Idąc tropem Larsa Von Triera, Abest decyduje się nakreślić wyłącznie kilka atrybutów oraz elementów kojarzonych z dyskursywną granicą zabudowań. Świat przedstawiony znajduje się w czarnej hali. Widać drzwi poszczególnych pokoi, lecz nie ma w nich ścian, ani okien. Tajemnice skrywane w cieple ogniska domowego wychodzą na jaw, dekonspirując prawdę o mieszkańcach Iranu.

Również czas wydaje się kroczyć swoim własnym, niezależnym torem. Historia lubi się powtarzać stwierdził Abest, decydując się na zapętlenie pewnych wątków czy motywów. Ostatecznie tok fabularny „Symulacji” staje się szorstkim labiryntem z pogranicza biblijnej opowieści i dramatu społecznego. Jego pnącze oplata bohaterów produkcji, nie pozwalając zrozumieć widzom, czy obecna płaszczyzna czasowa jest dniem dzisiejszym, wczorajszym czy jutrzejszym.

„Symulacja” jest na wskroś intermedialnym dziełem, przemawiającym językiem kina, teatru i gier komputerowych. Odtwórcy postaci – dotąd kojarzeni bardziej ze sceną teatralną – stosują w filmie typ aktorstwa iluzjonistycznego, z dystansem wcielając się w odgrywane postacie. Widz staje się świadomy ich gry – inaczej niż w innych produkcjach, w których ukazana rzeczywistość symuluje realny świat. Również wyeksponowanie niektórych przedmiotów i nadanie im jednolitej barwy (w tym wypadku zieleni green screenu) kojarzy się z typowo teatralnym chwytem.

Z drugiej strony Abed Abest sięga do gier komputerowych, przyznając w wywiadach, że zwolnione tempo, czy charakterystyczne chwyty operatorskie zaczerpnięte zostały z tytułów, takich jak GTA i Watch Dogs.

Film Abeda Abesta okazał się dostatecznie przewrotny, by irańska cenzura pozwoliła na jego dystrybucję wyłącznie w 20 kinach na terenie całego kraju. Wyróżnia się awangardową koncepcją i nietuzinkową formułą, a to się państwu nie podoba. Tym bardziej, że w filmie znalazła się niejednoznaczna, homoseksualna postać – jej orientacja nie jest wyrażona wprost, więc cenzura musiała przymknąć na to oko.

Tak łamie się tabu. Ale czy w ten sam sposób wpisuje się na kartach irańskiej, czy globalnej kinematografii? Możliwe, że za kilka lat Abed Abest stanie ramię w ramię z innymi nowofalowcami pokroju Yorgosa Lanthimosa – niedocenionego w kraju, uwielbianego za granicą.

Moja ocena: 7/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Proszę czekać…