Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Recenzja: Lato 0

Od wielu wieków każde kolejne pokolenie (pewna część oczywiście) wierzy, że kulturą ma siłę zmienić rzeczywistość, kontestować ją, zabierać głos w sprawach najważniejszych. Zespół The Beatles śpiewał: All you need is love! Lato w formie niemalże paradokumentalnej zgadza się z tym i dodaje: All you need is culture! To pełen żywiołu, uczuć i muzyki film o grupie wrażliwców, którzy w pacyfistycznych nastrojach tworzą ruch kontrkulturowy lat 80. w Leningradzie. Prosty tytuł, proste postulaty, wielkie pragnienia. Gorączka letnich nocy radzieckiej sceny muzycznej!

Wiktor Coj decyduje się założyć zespół o nazwie Kino, który będzie w słowie, przede wszystkim śpiewanym, ale też w myśli obierał konkretny ideologicznie kierunek. Wśród najróżniejszych perypetii w ich życiu prywatnym, którym się przyglądamy, najważniejsze jest oddanie dziurawienia cenzury, przeskakiwania przez fosę konwenansów. Przesiadujemy z nimi w mieszkaniach, spędzając godziny w myślącym o lepszym jutro towarzystwie. Nastroju bohemy i dekadentyzmu tutaj tyle, co dymu papierosowego, melodii i alkoholu w ich miejscach schadzek intelektualnych.

Lato Kiriłła Sieriebriennikowa mimo doskonałego odrestaurowania tamtego czasu, nie tylko w kontekście historycznym i przestrzeni, ale też oddania nastrojów, emocji, opakowania tego w urocze, nowofalowe opakowanie, nie jest nabzdyczonym ciosem intelektualistów, artystów. Jest niezobowiązujące, jak wakacyjny romans, śmiejące się, ma pełno rumieńców, wysoką temperaturę, aż czujemy smak taniego wina pitego na zewnątrz, ale po coś! Film ma charakterek, ale taki nierodzący w widzu buntownika, a raczej bohatera z Marzycieli, tylko bez jakiejkolwiek maniery, z prawdziwymi rysami na taśmie i anarchistycznym nastrojem, a nie marudzeniem. Wygląda jak zaginione nagranie z lat 80. i dodatkowe zabiegi wizualne nie odbierają nic urodzie i autentyzmowi historii. To niesnobistyczny wgląd w tkankę intelektualną tamtego czasu, w alternatywę, w sposób równie alternatywny kinowo, ale nie jakiś wybuchowo wywrotowy. Film trafia w nastroje naturalnej, ludzkiej tęsknoty za młodością, światem, w którym o coś ludziom chodziło, tęsknimy za latami, w których nigdy nie żyliśmy. Otoczka beztroski jest wszechobecna, ale nie oznacza obojętności na kształt tamtych lat. Muzyka się wypowiada jednoznacznie w tej sprawie.

To kino niewykoncypowane, niewymądrzające się, czy przesadnie filozofujące. To raczej pełna mądrych, natchnionych, dla jednych naiwnych i niedojrzałych, dla drugich wiernych swojemu idealizmowi i niedającym się ustawić w szeregu, młodych i aktywnych, ballada filmowa o rewolucyjnym nastroju. Dumni i wściekli w wydaniu kameralnym. Mimo że gatunkiem muzycznym ten fragment nijak pasuje do tego, co gra Kino, to… Lato rozpala!

Ocena: 8,5/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Proszę czekać…