Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

RECENZJA: Arktyka 0

Walka człowieka z żywiołem może być opowiedziana żywiołowo, ale bez nadmiernej ekspresji, a pięknym pejzażem silnej natury nieujmującej nic sile jednostki. Właśnie takie intensywne i hipnotyzujące opowiadanie dostajemy w Arktyce, które z pewnością nas nie schłodzi. Śledzimy przez każdą minutę tę nieprzewidywalną historię, gdzie tak naprawdę bohater nie widzi rywala w przyrodzie, a skupia się na szukaniu energii w sobie. Na dodatek przewrotnie instynkt przetrwania nie jest tu głównym doładowaniem, a poczucie odpowiedzialności za życie drugiej osoby. Piękne i nienarzucające się, a splatające nas ze sobą bardzo humanistyczne opowiadanie.

Nasz bohater każdego dnia wykonuje pewne rytuały umożliwiające mu przetrwanie po katastrofie lotniczej do jakiej prawdopodobnie doszło. Prawdopodobnie, gdyż nie mamy tutaj żadnych odkrytych kart, flashbecków i prostych kierunkowskazów. Obraz jego postaci jest zamazany, jak widoki i przestrzeń wokół. Ciężko się zachwycać urodą natury, kiedy ta nie współpracuje z naszym rozbitkiem. Poprzez pewne czynności i subtelne sygnały domyślamy się, że jest w tej sytuacji już od jakiegoś czasu, ale nie ruszył się za daleko ze swojego stanowiska. Aż do momentu kiedy z potrzebującego pomocy stanie się tym, który będzie jej udzielał.

W surowej narracji dostajemy potyczkę nie tyle z siłami natury, co z samotnością. Widzimy jak jej koniec i poczucie czyjejś obecności potrafi zmobilizować do działania. Nasz bohater ściskając za rękę swoją poranioną towarzyszkę z ekipy helikoptera, która zamiast go uratować uległa również wypadkowi, czerpie energię i siłę do działania. Bez ckliwości Arktyka pokazuje, że żaden sprzęt i narzędzia nie zastąpią obecności drugiego człowieka w podjęciu aktywności. Nasz bohater rusza na misję, która może być ratunkiem dopiero wtedy, kiedy ma z kim. Nawet jeżeli ta osoba jest połowicznie świadoma, w czasie podróży stanowi fizyczny balast i ciężar oraz nie pomoże mu na poziomie praktycznym. Łapczywa i naturalna potrzeba przeżycia nie zawsze jest synonimem egoizmu, nawet w sytuacjach ekstremalnych. Empatia napędza. To oszczędna oda do świadomości człowieka, że potrzebuje drugiego. Nie roszczeniowo, nie do konkretnych zadań, a na poziomie budowania siebie.

Wśród wielkiej ciszy pada mało słów, ale mnóstwo buzuje emocji. Film doskonale balansuje między dezorientacją i poczuciem sytuacji beznadziejnej, a potrzebą bycia silnym dla drugiej osoby. Relacja, która tu powstaje jest specyficzna i wyjątkowa, a sama walka niespektakularna i nie zawsze skrupulatnie przemyślana, to już doświadczenie pewnego zwycięstwa. Cieszą nas wraz z bohaterem małe sukcesy, gesty bliskości, radości. Mimo że nie niosą one większej i pewnej nadziei, tylko odnoszą się do tego co tu i teraz. Ogromne wyzwania zeswatane z małymi, epizodycznymi uśmiechami są czymś większym i majestatycznym bardziej, od każdego otaczającego ich szczytu.

W Arktyce dzięki powściągliwej narracji, nienaszpikowanej prostą dramaturgią udaje się stworzyć obraz nieobojętny dla widza, bliski mimo fizycznego bezpieczeństwa, która nas osobiście w momencie projekcji otacza. Przy takim statycznym pozornie sposobie opowiadania osiągnąć napięcie, jak w kinie akcji, to wielka sztuka. Ogromna zasługa w tym rozłożeniu akcentów należy do Madsa Mikkelsena, który dźwiga cały ciężar dosłownie, ale przede wszystkim jest głównym przekaźnikiem emocji, wyzwala je. Nie jest przerysowany, ekstatyczny, więc każda reakcja nieopierająca się na planowaniu i logistyce podróży oraz działań, jest jak lawina dla widza. Zimne spojrzenie komunikujące się z przestrzenią zostaje naturalnymi, spontanicznymi sytuacjami zmienione, a lód zostaje rozkruszony poprzez ludzkie odruchy, które nie gloryfikują męskiego, silnego, samczego zachowania, a właśnie przekrój różnych gestów nieoczywistych.

Arktyka jest bezkompromisowym i niekrzykliwym widowiskiem, więc nie upatrzymy tam prosto zbudowanej dramaturgii, jak w podobnej maści utworach – Cast Away, czy 127 godzin. Obraz ten nie skupia się na forsowaniu wyłącznie układu człowiek kontra natura, przeciwności losu. Nie czekamy tylko na zwycięstwo. Prócz zaciśniętych kciuków i naturalnego kibicowania widzimy, jak trudniejsze i możliwe od przetrwania w ekstremalnych warunkach, są niesobkowskie odruchy. To szczerze krzepi. W dzikości nie zatracić człowieczeństwa. Humanizm nie zamarza przy żadnej temperaturze.

Ocena: 8/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Proszę czekać…