Redaktor na FDB.pl oraz innych portalach filmowych. Pisze, czyta, ogląda i śpi. Przyłapany, gdy w urzędzie w rubryczce "imię ojca" próbował wpisać Petera Greenawaya.

RECENZJA: John Wick 3 0

Drżyjcie krytycy eskapizmu – John Wick ma was na swojej muszce. Najnowsza odsłona dostarcza wszystkiego, za co widzowie na całym świecie pokochali wybuchową franczyzę kina akcji. Uniwersum płatnych morderców nie przestaje się rozrastać. Teraz wykracza już daleko poza granice Nowego Jorku, rozwijając balet zaciśniętej pięści oraz przeciwpancernych kul.

W 2011 roku indonezyjski Raid zredefiniował kino akcji. Od chwili jego premiery widowiska na całym świecie przestały stawiać na dynamiczny montaż oraz szybkie ujęcia, przekraczające percepcyjne możliwości gałki ocznej (jak miało to miejsce m.in. we franczyzie Jasona Bourne’a). W zamian twórcy Raida zaoferowali długie sceny walk oraz strzelanin, skupione na każdym wymierzonym ciosie i wystrzelonym pocisku. Dynamiczny montaż zamieniono na rozbudowane choreograficznie mastershoty. Kino akcji stało się brutalnym musicalem napędzanym adrenaliną, w którym popisowy numer taneczny systematycznie przypadał Johnowi Wickowi. Sytuacja nie zmienia się nawet w trzeciej odsłonie serii.

John Wick wpadł w niemałe kłopoty pod koniec poprzedniej części.

Po tym, jak złamał żelazne reguły hotelu Continental, cały półświatek płatnych morderców rozpoczął na niego krwawe łowy. Cena za głowę nie jest niska: 14 mln dolarów. Tyle kosztuje zabicie legendy w swojej branży. Zmiana statusu quo umiejętnie transformuje wprawionego łowcę – w którego systematycznie wciela się Keanu Reeves – w spłoszoną zwierzynę na celowniku kolegów po fachu. Najpierw John Wick musi czmychnąć z ulic wielomilionowej metropolii. Ucieczka z Nowego Jorku może nie przypomina tej z filmu Johna Carpentera – przeładowana jest natomiast pamiętnymi lokacjami, których przestrzeń pozwala choreografom eksploatować nowe pokłady rozwiązań fabularnych. Biblioteka, sklep z bronią białą (z naciskiem na noże do rzucania) albo stajnia wypełniona końmi — każde z tych miejsc funduje nowe rozwiązania w sposobie eksterminowania wrogów.

John Wick 3 nie bazuje wyłącznie na balecie mechanicznym. To również trawestacja popkulturowych klisz z wieloletniej tradycji kina gatunkowego. W poprzednich odsłonach twórcy wykorzystali już wszystko, co kojarzyło się z amerykańską konwencją “filmów dla mężczyzn”. Najnowsza odsłona serii ucieka z wielkich miast Stanów Zjednoczonych do afrykańskiego Maroka, aby zrealizować postkolonialną wariację nad historią białego człowieka, który walczy z tabunem wrogów, by móc iść do przodu. Na szczęście odpowiedni dystans do prezentowanych zdarzeń nie przykleja widowisku łatki prowokatora. Bardziej stawia na spektakularność skąpaną redefinicją gatunkowych klisz sprzed kilku dekad, gdy przepiękna Halle Berry – wraz z dwoma psami i równe drapieżnym Wickiem – dziesiątkuje bazę wrogów. Niestety, po przyjemniej kobiecym John Wick 2, “trójka” znów – niemal całkowicie – zamyka się w patriarchalnym świecie mężczyzn.

Afryka nie jest zresztą jedyną egzotyczną podróżą twórców filmu John Wick 3.

Antagoniści, grasujący w Nowym Jorku, w dużej mierze obsadzeni zostają przez kaskaderów i aktorów pochodzących z Dalekiego Wschodu (m.in. Yayan Ruhian wcześniej wystąpił w indonezyjskim Raidzie). Tym samym rozwinięta zostaje formuła znana z poprzednich odsłon serii. Kino kung-fu graniczy tutaj z wariacją nad klasycznym stylem walki japońskich wojowników. Sama choreografia starć sięga m.in. po chwyty z aikido – w przeciwieństwie jednak do filmów ze Stevenem Seagalem, szybka dźwignia nie wywołuje tutaj dwóch salt w powietrzu oraz upadku wroga z eksplozją na drugim planie. Przeciwnie: styl walki w Johnie Wicku 3 jest brudny i brutalny. Wiernie działający na zasadach fizyki komiksowej. Poziom drastycznych scen – oczywiście odpowiednio przerysowanych na potrzeby pastiszu kina akcji – może odstręczyć bardziej wrażliwych widzów.

Franczyza Johna Wicka z jednej strony zawdzięcza swoją popularność doskonałym choreografiom walk i strzelanin.

Z drugiej: prócz MCU nie było w kończącej się dekadzie serii filmów, która w równie doskonały sposób potrafiłaby od podstaw wykreować fikcyjny i przerysowany świat. Trzy widowiska wystarczyła, by widz uwierzył w ukazane uniwersum, pełne tajnych organizacji albo cudownie pulpowych drużyn. Wzniesiony od fundamentów świat Johna Wicka działa na własnych zasadach – przerysowanych, acz wiarygodnych pod względem ukazanej fabuły. Przewrotnie szczerych i brutalnie niebezpiecznych.

W najnowszej odsłonie serii znalazło się miejsce na epickość oraz humor komiksowy, elementy trzymające napięcie i komiczne momenty (czy wręcz parodystyczne: jak scena harakiri pod koniec widowiska). Splendor głośnych strzelanin miesza się tutaj z momentami “fuck yeah!”. Wick z manierą wirtuoza wymierza kolejne ciosy i przeładowuje broń, jakby właśnie nastrajał skrzypce. O to właśnie chodzi w tej franczyzie. Miłośnicy eskapizmu powinni poczuć się usatysfakcjonowani. Racjonaliści muszą zostać w domu.

Moja ocena: 7/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 3

ZSGifMan 2019-05-23

Przyznaję uczciwie, że nie czytałem ani słowa, bo boję się spojlerów mogących mi popsuć film, jednak jak zerknąłem na końcowe 7/10, to chyba skoro nie jest tak źle, a nawet w sumie to całkiem dobrze, to warto było czekać i będzie frajda z Johnem Wickiem 3!                                              

rolnik_postepowy ZSGifMan 2019-05-23

@ZSGifMan Byłem i polecam. Jedna z niewielu serii, która trzyma równy, dobry poziom mimo, ze są to filmy z cyklu "zabili go i uciekł".

ZSGifMan rolnik_postepowy 2019-05-24

@rolnik_postepowy Super, dzięki!                          
W takim razie i po takim poleceniu na pewno obejrzę.
P.S.                
Dawno nic to nie pisałeś, już myślałem, że zniknąłeś bezpowrotnie… ;)                     

Proszę czekać…