No i pełna zgoda co do komentarza. Co prawda dałem ocenę nawet nawet, ale podejrzewam, że gdy znowu mi się przytrafi obejrzeć, poleci w dół. Nigdy nie uważałem Martina za dobrego komika, właśnie raczej takiego sztucznego i taki jest w tym filmie. Jeszcze w miarę wypadał w e wcześniejszych filmach. Tu nie jest zabawny.
Znakomicie, jak to u Quentina Tarantino, dobrana obsada. Cała plejada aktorów. Pam Grier zagrała wspaniale, Samuel L. Jackson jak to on doskonale, ale Robert De Niro to po prostu poezja. Q,T, wiedział co robi. Historia arcyciekawa. Do tego znakomita muzyka.
No i po ch*j? Netflix zachowuje się, jak Asylum…
Temat bardzo dobry, ale realizacja tylko niezła, a liczyłem na więcej. Robert Więckiewicz jak zwykle bardzo przekonywujący. Łukasz Simlat i reszta obsady też daje radę, ale czegoś mi zabrakło.
Jeden z moich ulubionych filmów Jima Jarmuscha. Świetne role Billa Murraya i Jeffreya Wrighta. JULIE DELPY – nie miała w ogóle możliwości, żeby się wykazać. Na ekranie była chyba ze dwie minuty. Szkoda. SHARON STONE – bardzo dobra rola. Fajnie, że Jarmusch dał jej możliwość, żeby mogła o sobie przypomnieć. FRANCES CONROY – ma w sobie coś eterycznego, tutaj też. JESSICA LANGE – komunikacja ze zwierzętami. Rozbawiło mnie to. "Nie zapomnę o tobie Cleo" – powiedziała do suczki, która na pewno coś z tego skumała. TILDA SWINTON – sytuacja podobna jak z Delpy – mało!
Muzyka sztos. Idealnie wprowadza w klimat… witch! Całość to prawdziwa uczta dla oka (scenografia, kolory, wybaczam sztuczną krew). Fabuła naciągana, ale w tym przypadku nie miało to dla mnie dużego znaczenia.
Dobry początek Briana De Palmy jako reżysera. Rzecz o tym jak niszczy się w człowieku dobro w imię… czego? Mocna końcówka. Bardzo dobra rola Amy Irving.
Steve Martin jako Clouseau to koszmar. Sellers był w tej roli świetny, naturalny, a na nieporadność inspektora w jego wykonaniu reagowałam szczerym śmiechem. Kiedy Clouseu Martina robi z siebie debila, w ogóle mnie to nie śmieszy. "- Chcę go przesłuchać. – Trupa?" Szkoda Reno i Kline’a do czegoś takiego.
Ładne zdjęcia Nowego Jorku w nocy. Sama historia nie jest taka zła, ale Eddie Murphy w roli wampira koszmarny. Komediowo na pierwszy plan wysunął się duet – staruszek z portu i rozpadający się upiór wampira.
Rewelacyjny soundtrack ("Across 110th Street" – Bobby Womack 🩷). Potrzebowałam trochę czasu, żeby polubić ten film, chociaż to mój ulubiony Tarantino. Zakończenie mnie nie przekonało. Tyle się babka nakombinowała, przytuliła kupę kasy, a uczucia poszły w pizdu?
Proszę czekać…