Nasz najlepszy rok 2017

Ce qui nous lie

Jean (Pio Marmaï) opuścił swoją rodzinę i rodzinną Burgundię na dziesięć lat, aby podróżować po całym świecie. Na wieść o zbliżającej się śmierci ojca, powrócił do krainy dzieciństwa. Czekają na niego siostra Juliette (Ana Girardot) i brat Jérémie (François Civil). Ale ojciec zmarł tuż przed rozpoczęciem zbiorów winogron. Przez… zobacz więcej

Reżyseria
Scenariusz
,
Aktorzy
, ,

W Kinie

Cinema City Manufaktura, Łódź, 13:30 (napisy) repertuar i rezerwacje biletów

Zwiastuny Zobacz wszystkie 2 zwiastuny

Zdjęcia Zobacz wszystkie 13 zdjęć

Obsada Zobacz pełną obsadę

Pio Marmaï
jako Jean
Ana Girardot
jako Juliette
François Civil
jako Jérémie
Jean-Marc Roulot
jako Marcel
María Valverde
jako Alicia
Yamée Couture
jako Océanne
Jean-Marie Winling
jako Anselme, ojciec Alicii
Florence Pernel
jako Chantal, matka Alicii
Éric Caravaca
jako Ojciec
Tewfik Jallab
jako Marouan
Karidja Touré
jako Lina
Xavier Alcan
jako Gość w posiadłości

Fabuła

Jean (Pio Marmaï) opuścił swoją rodzinę i rodzinną Burgundię na dziesięć lat, aby podróżować po całym świecie. Na wieść o zbliżającej się śmierci ojca, powrócił do krainy dzieciństwa. Czekają na niego siostra Juliette (Ana Girardot) i brat Jérémie (François Civil). Ale ojciec zmarł tuż przed rozpoczęciem zbiorów winogron. Przez następne pory roku, które następują ta trójka młodych-dorosłych odkrywa swoje więzi i dojrzewają w tym samym czasie, jak wino, które produkują. Kristo

Gatunek
Komedia, Dramat

Szczegóły

Premiera
2017-10-13 (kino), 2017-05-16 (świat)
Dystrybutor
M2 Films
Wytwórnia
Ce Qui Me Meut Motion Pictures
Kraj produkcji
Francja
Inne tytuły
Le Vin et le vent (Francja) (tytuł roboczy)
Back to Burgundy (tytuł międzynarodowy)
Czas trwania
113 minut

Wiadomości zobacz wszystkie 1 wiadomość

Recenzje

To kino przyjemne i fragmentarycznie rozgrzewające, jednak bez iskry i przy próbie bycia poważnym jest ckliwy. 5

Kto z nas nie padnie ofiarą hipnozy zjawiskową, francuska winnicą, uczuciem jakbyśmy to my smakowali tych winogron, przechadzali się wśród rozpustnej zieleni i na nas padały promienie słońca. Jeszcze mnóstwo wina, do którego podchodzi się z czcią i zaszczytem podczas procesu tworzenia. To wszystko mamy w ciepłym i pełnym uroku filmie Nasz najlepszy rok, ale miłości do wina tutaj więcej, niż do dobrego kina. Kiedy jest niezobowiązująco i humorystycznie to punktuje i tworzy rumieńce na twarzy, jak dobry kieliszek czerwonego. Kiedy wędruje w tereny nostalgiczne, przerabiania przeszłości, głębszej refleksji, to fermentuje za mocno i smakuje jak wino z najniższej półki.

Naszym narratorem zza kadru i głównym bohaterem jest Jean. To on opowiada o chęci ucieczki z domu, jak w końcu mu się udało, a po długiej tułaczce, jako mężczyzna w związku i z dzieckiem, wraca do rodzinnej posiadłości. Faktem jest – nie wyjechał, a po prostu zwiał. Chciał być jak najdalej. Mimo naturalnego wstrząsu i kilku wycieczek osobistych oraz sprzeczek rodzeństwa, Juliette i Jeremie (którzy zostali w domu) kończą razem z Jeanem we wspólnym, powitalnym uścisku jak gdyby nic się nie zmieniło – a zmieniło się wiele.

Ich ojciec, który przekazał tradycję, zachwyt tworzeniem wina, od maleńkiego uczył ich degustacji, umiera, a rodzeństwo prócz pilnowania corocznego harmonogramu zajmowania się szczepami, musi twardo stąpać po ziemi i rozwiązać sytuację. „Nie mają pieniędzy, ale mają problem bogatych ludzi”. Dostali w spadku wszystko, jednak muszą opłacić podatek, który zmusza ich do podjęcia trudnych decyzji. Pozbywają się wspomnień, nie budynków i ziemi. To prowadzi do eskalacji wielu konfliktów, w tle jest Jean, który przyjeżdża na chwilę, a potem tłumaczy rodzinie co miesiąca, że za miesiąc wraca, Juliette która jest za wszystko odpowiedzialna, ma dar do tworzenia wina i największą więź z tym miejscem oraz Jeremie, który jest terroryzowany i nieustannie strofowany przez swojego teścia.

Problemem podstawowym tego filmu jest, że jak robi się poważnie, to nie ma pary i jest strasznie blado, poszatkowanie, lecą kalki i inspiracje „tasiemcami”. Sentyment, jakaś nostalgia i refleksja wprowadzana do filmu jest nieważna, na poziomie dygresji i zbudowana na pretensjonalnych kondygnacjach, a aforyzmy zza kadru oraz sceny z przeszłości, spotkanie małego Jeana z dużym, wcale nie podnoszą wartości filmu. Raczej pełnią funkcje przeszkadzającą w tej upajającej atmosferze niezobowiązującej przygody, której też jednak odczuwamy deficyt.

„My lubimy pić” mówi jeden z rodzeństwa w przekomicznej sytuacji, nie rozumiejąc wypluwania wina, gdyż nie tak ich dziadek wychował. Tego właśnie też filmie brakuje – tej biesiady, intensywności, seksowności i afrodyzjaków. Fragmentarycznie ten film dokłada do pieca, rozśmiesza, czujemy się wstawieni, jednak klimat szybko gaśnie, a opału często brakuje.

Nasz najlepszy rok to nie jest najlepszy film. Nie zostaje na języku zły posmak, ale brak jakiegokolwiek. Emocje się rozpędzają w wielu momentach, jednak hamują. To kino zbyt wstrzemięźliwie żeby nabroić i coś ciekawego, pociągającego zrobić.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Komentarze 0

Avatar square 200x200

Współtworzą