Konstytucja 5.0

Bohaterowie różnią się pod względem statusu społecznego, orientacji seksualnej, przekonań politycznych i religijnych, ale łączy ich nie tylko miejsce, w którym żyją, lecz również demony przeszłości, ściśle powiązane z trudną historią stosunków serbsko-chorwackich.

Recenzje

To bardzo szczera i autentyczna historia, która opowiada o próbie mówienia tym samym językiem pomimo wszystko. 7

O konfliktach dziedziczonych z pokolenia na pokolenie oraz różnicach światopoglądowych pomiędzy ludźmi, kino próbuje opowiadać w różnych konwencjach. Konstytucja bardzo skutecznie krzepi, bez obrazów o smaku słodkiej bezy, za to bardzo przewrotnie i z zacięciem trochę czarnej komedii, absurdu, próbuje uporać się z rzeczami trudnymi – jeden sąsiad żyje historią i jest Serbem, natomiast drugi Chorwatem, więc dla tego pierwszego elementem animalnym. W ciepły, ale nie ckliwy sposób to kino inteligentnie rozprawiające, jakie są skutki uprzedzeń, a jakie korzyści z przekroczenia wewnętrznych barier i obecność drugiego człowieka ponad poglądami. To szczera lekcja humanizmu w praktyce i terenie.

Vjeko Kralja poznajemy jako Katerine. Jest on transwestytą i homoseksualistą, wypija właśnie alkohol w barze w rocznicę straty ukochanego. Potem dowiadujemy się, że nie ukrywa się ze swoją orientacją, ludzie wiedzą, ale jednak nakłada perukę po zmroku, a w ciągu dnia jest nauczycielem historii. Są oczywiście tacy, którzy mają z tym problem. Jednak inteligentnie napisany scenariusz nas dezorientuje, gdyż nie to stanowi największy problem w życiu naszego bohatera i nie to będzie tematem wiodącym – nierówność społeczna i padanie tego ofiarą. Ku zaskoczeniu i wbrew widza przyzwyczajeniom, on sam wykazuje się tą cechą wobec swojego sąsiada, gdyż ten jest Chorwatem, a Vjeko doskonale pamięta ile krzywdy mu wyrządzono, jak był dzieckiem. Te frustracje przenosi na niego, ciężko mu odciąć się od przeszłości, co widać na wielu polach. Zajmowanie się ojcem, który walczył po okrutnej stronie frontu i jego nazwisko przysłużyło się kraju, nie napawa syna dumą. Gdyż ten wolałby od ojca zamiast bohaterstwa, akceptacji i uznania. Nie dostaje tego od niego. Jednak zajmuje się leżącym ojcem, który ledwo wypowiada zdania, ale znajduje siłę, by wspomnieć o tym, że dawno powinien go zabić. Dlatego nasz bohater zabarykadowany w domu, nie wierzy raczej w ludzkość, a samotność daje mu poczucie bezpieczeństwa.

Zmienia to obecność sąsiadki, która zaczyna zajmować się jego ojcem i nie chce za to pieniędzy, to żona wyżej wymienionego sąsiada, który nie może porozumieć się, z pełnym uprzedzeń (o przewrotności!), Vjeko. A musi, gdyż ten udziela mu lekcji w zapamiętaniu konstytucji, gdyż nasz bohater ma egzamin w swojej pracy – jest policjantem – a do najbardziej błyskotliwych ludzi nie należy. Nieprzypadkowo pojawia się w tym filmie dokument, który jest fundamentem pewnych zachowań, bohaterzy powtarzają zdania o wolności i równości, ale nasz nauczyciel ich nie realizuje w życiu. To nie wynika z nienawiści. I właśnie to jest siłą filmu. Nie rozgrzesza się człowieka na siłę i nie udaje, że każdy z nas stoi z otwartymi ramionami, ale wzajemna pomoc i wsparcie roztrzaskuje na drzazgi wszelkie bariery. A Konstytucja opowiada o tym powolnym znajdowaniu wspólnego języka i chodzeniu na paluszkach. To nie jest, jak zrobieniu, bez wysiłku, prostego dania. Zaufanie od osoby, która wiele wycierpiała, to długie stanie nad garami i czytanie przepisu, metodą prób i błędów.

Konstytucja to trudna próba zostawienia przeszłości i zaakceptowania różnic na wielu poziomach – pochodzenia, światopoglądów, statusu społecznego, w panierce bardzo przyziemnej narracji, humorystycznej, lubującej się w codzienności i niuansach. Nawet jeżeli chwilami bywa naiwnie, to film dodaje szczerej otuchy, ale nie pozwala na zaprzestanie w kinie myślenia.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie