• 1900-04-05
  • Milwaukee, Wisconsin, USA
Spencer Bonaventure Tracy urodził się 5 kwietnia 1900 roku w Milwaukee w stanie Wisconsin jako drugi syn Johna Edwarda Tracy’ego, kierownika sprzedaży, oraz Caroline Brown. Wychowywany w surowej, katolickiej atmosferze, młody Spencer był dzieckiem krnąbrnym i pełnym energii, co często prowadziło do konfliktów z nauczycielami w jezuickich szkołach. Jego droga do aktorstwa nie była oczywista; w 1917 roku, po przystąpieniu Stanów Zjednoczonych do I wojny światowej, zaciągnął się do Marynarki Wojennej, choć służbę spędził głównie w bazie w Norfolk, nie biorąc udziału w walkach frontowych. Po demobilizacji kontynuował naukę w Ripon College, gdzie podczas debaty studenckiej odkryto jego niezwykły dar krasomówczy i sceniczną charyzmę. To właśnie tam, występując w szkolnym przedstawieniu „The Truth”, Tracy zrozumiał, że jego przeznaczeniem jest scena. W 1922 roku porzucił studia i wyjechał do Nowego Jorku, by kształcić się w American Academy of Dramatic Arts, gdzie jego kolegą z roku był m.in. Humphrey Bogart. Lata 20. XX wieku były dla niego szkołą przetrwania i rzemiosła. Tracy występował w teatrach objazdowych i niszowych produkcjach, powoli budując renomę aktora o niezwykle naturalnym stylu gry, co w tamtych czasach – zdominowanych przez teatralną manierę – było rzadkością. Przełom nastąpił w 1930 roku, kiedy zagrał mordercę Killer Mearsa w broadwayowskim dramacie więziennym „The Last Mile”. Jego kreacja była tak wstrząsająca i autentyczna, że przyciągnęła uwagę reżysera Johna Forda, który natychmiast zaangażował go do swojego filmu „Up the River” (1930). Był to oficjalny debiut filmowy Tracy’ego, w którym partnerował mu debiutujący na ekranie Humphrey Bogart. Podpisanie kontraktu z wytwórnią Fox Film Corporation rozpoczęło jego hollywoodzką przygodę, choć pierwsze lata w Fabryce Snów upłynęły mu pod znakiem ról twardzieli i gangsterów, które nie w pełni oddawały głębię jego talentu. Rok 1931 był dla Spencera Tracy’ego czasem intensywnego utwierdzania swojej pozycji w kinie dźwiękowym. Choć wciąż był nowicjuszem w Los Angeles, wystąpił w kilku produkcjach, takich jak „Quick Millions”, „Six Cylinder Love” czy „Goldie”. To właśnie wtedy zaczął krystalizować się jego unikalny styl – oszczędna gestykulacja, głęboki głos i niezwykła zdolność do „słuchania” partnera na planie, co czyniło jego postacie niezwykle ludzkimi. Mimo że Fox w tym okresie często „marnował” jego talent w przeciętnych filmach, Tracy zyskiwał szacunek kolegów po fachu, którzy widzieli w nim „aktora dla aktorów”. Prawdziwa rewolucja nastąpiła jednak w 1935 roku, kiedy jego kontrakt wykupiła wytwórnia MGM. To pod skrzydłami Louisa B. Mayera Spencer Tracy stał się największą gwiazdą charakterystyczną świata, zdobywając dwa z rzędu Oscary dla najlepszego aktora za role w filmach „Captains Courageous” (1937) oraz „Boys Town” (1938). Do czasu sukcesu Toma Hanksa w latach 1993–1994 (za filmy „Filadelfia” i „Forrest Gump”), Tracy pozostawał jedynym aktorem w historii, który dokonał tego wyczynu rok po roku w kategorii najlepszy aktor pierwszoplanowy. Życie prywatne Spencera Tracy’ego było naznaczone głębokim tragizmem i skomplikowanymi relacjami, które ukrywał przed opinią publiczną. W 1923 roku poślubił aktorkę Louise Treadwell, z którą miał dwoje dzieci: syna Johna i córkę Susie. Kiedy okazało się, że ich pierworodny syn jest głuchy, Tracy wpadł w poczucie winy, wierząc, że jest to kara za jego grzechy. Choć nigdy nie rozwiódł się z Louise ze względu na wiarę katolicką, ich małżeństwo od lat 30. było jedynie formalnością. Aktora dręczyły demony alkoholizmu i bezsenności, z którymi zmagał się przez większość dorosłego życia. Najważniejszym rozdziałem w jego biografii osobistej była trwająca 26 lat relacja z Katharine Hepburn, którą poznał na planie filmu „Woman of the Year” (1942). Stworzyli razem jeden z najbardziej ikonicznych duetów w historii kina, występując w dziewięciu wspólnych produkcjach, w tym w „Adam's Rib” (1949) czy „Pat and Mike” (1952). Ich związek był tajemnicą poliszynela w Hollywood – Hepburn oddała się opiece nad schorowanym i często trudnym w obejściu Tracym, pozostając przy nim aż do jego ostatnich chwil. W późniejszych latach kariery Tracy stał się symbolem moralnego autorytetu i mądrości, co idealnie wykorzystał reżyser Stanley Kramer. Aktor stworzył wybitne kreacje w takich filmach jak „Inherit the Wind” (1960), „Judgment at Nuremberg” (1961) oraz monumentalna, gwiazdorska komedia „It's a Mad, Mad, Mad, Mad World” (1963). Mimo pogarszającego się stanu zdrowia, każda jego rola była lekcją aktorstwa; Tracy nie „grał”, on po prostu „był” daną postacią, co sprawiało, że nawet najprostsze dialogi w jego ustach brzmiały jak fundamentalne prawdy. Jego ostatnim filmem był „Guess Who's Coming to Dinner” (1967), w którym po raz ostatni partnerował Hepburn. Zdjęcia zakończono zaledwie siedemnaście dni przed jego śmiercią. Scena, w której wygłasza monolog o naturze miłości, jest uznawana za jedno z najbardziej wzruszających pożegnań artysty z publicznością. Spencer Tracy zmarł 10 czerwca 1967 roku w Beverly Hills w wieku 67 lat. Przyczyną zgonu był atak serca będący następstwem zatoru płucnego oraz wieloletniej niewydolności nerek i serca. Zgodnie z relacją samej Katharine Hepburn Spencer nie przygotowywał herbaty, lecz udał się nocą do kuchni, by nalać sobie szklankę mleka. Hepburn usłyszała jedynie brzęk tłuczonego szkła, gdy Tracy upadł na podłogę; był to moment jego odejścia. Został pochowany na cmentarzu Forest Lawn Memorial Park w Glendale. Tracy pozostawił po sobie dorobek obejmujący 75 filmów i dziewięć nominacji do Oscara, ale przede wszystkim dziedzictwo naturalizmu, który zmienił standardy nowoczesnego aktorstwa. Laurence Olivier powiedział o nim kiedyś: „Uczyłem się od niego więcej niż od kogokolwiek innego”. Biografia Spencera Tracy’ego to opowieść o człowieku pełnym sprzeczności – surowym profesjonaliście, kruchym mężczyźnie walczącym z własnymi słabościami i artyście, który potrafił nadać kinu wymiar głęboko humanistyczny, stając się nieśmiertelną ikoną Złotej Ery Hollywood.

Listy

Więcej informacji

Proszę czekać…