Film narobił szumu w Cannes głównie za sprawą homoseksualnych scen w wykonaniu dwóch gwiazd kina, Matta Damona i Michaela Douglasa. Warto go jednak zobaczyć nie tylko z niezdrowej ciekawości.
przeczytaj recenzję
Irytować mogą nachalnie wtrącane efekty specjalne rodem z „Matrixa”. Finał, przedłużany w nieskończoność, też trudno zaliczyć na plus, nawet jeżeli uznamy go za kolejny wygłup reżysera.
przeczytaj recenzję
Rzeczywistość oddana jest w sposób bardzo realistyczny – bez zamykania się w studiu filmowym, bez uciekania się do budowy scenografii, bez wykorzystywania dodatkowych rekwizytów.
przeczytaj recenzję
Twórcy horrorów uwielbiają fabuły zainspirowane prawdziwymi historiami, ponieważ złudzenie, że śledzimy opowieść opartą na faktach, podkręca napięcie. Sztuczka udała się również w tym przypadku.
przeczytaj recenzję
Nie mogę zrozumieć, dlaczego film nazywa siebie szumnie ekranizacją (skądinąd całkiem niezłej) powieści Maxa Brooksa, skoro właściwie jedynym, co łączy obydwa dzieła, jest… tytuł.
przeczytaj recenzję
Ponura rodzina przywodząca na myśl Adamsów (wystarczy spojrzeć na Mishimę z jego wąsem) prowadząca tytułowy sklep to naprawdę wdzięczny temat na film.
przeczytaj recenzję
„Dla Marksa…” zostało zrealizowane w stylu sowieckich produkcyjniaków, jego bohaterami są robotnicy – tyle że teraz nie walczą o wykonanie zagrożonego planu, a nierzadko po prostu o życie.
przeczytaj recenzję
Koncepcja filmu jest nieskomplikowana, razem z twórcami podążamy tropem kilku Amerykanów, którzy zdecydowali się założyć peleryny i wyjść w noc, by walczyć ze złem.
przeczytaj recenzję
Po seansie zostają tylko widoki zniszczonego przez japońskich najeźdźców Nankinu, zalegające na ulicach trupy, ciała zgwałconych i zamordowanych kobiet. Na pewno nie historia miłości Johna i Yu.
przeczytaj recenzję